Norwegia – 10 najpiękniejszych miejsc na nocleg w Norwegii

Dwa lata pod rząd spędzaliśmy wakcje w Norwegii i chociaż panująca tam pogoda nie jest specjalnie urlopowa, to nie da się nie zakochać się w tych miejscach!
Nic więc dziwnego, że najpiękniejsze miejsca noclegowe z życiu znaleźliśmy właśnie tam.  Czasami marzliśmy strasznie w namiocie targanym przez północne wiatry i opatuleni w ciepłe czapki myliśmy zęby tuż nad ogniskiem, by choć na chwilę uchronić się przed przeszywającym zimnem z lodowca. Raz pod namiotem, raz w przyczepie kempingowej, tylko tutaj kawa na wodzie ze strumienie smakowała tak pysznie! Kubki malin i jagód zbierane wokół namiotu i maklele łowione zaraz po wstaniu z „łóżka”.  Zdecydowanie wybieram noce pod niebem z milionem gwiazd niż pięciogwiazkowe hotele.
W Norwegii można rozbijać się legalnie praktycznie wszędzie ( byleby nie pod czyimś domem). Na  najpiękniejsze „campingi” trafiliśmy więc na szczytach, plażach czy też nad fiordami. Ale na polach namiotowych z prawdziego zdarzenia też można znaleźć miejsce z widokiem .

Oto Top 10 najpiękniejszych miejsc w Norwegii na nocleg 🙂

1- Odda
Mapa )
W niektórych miejscowościach bez sensu szukać dzikiego miejsca na rozbicie. Po prostu camping i tak znajduje się w najładniejszym możliwym  miejscu.
Jeżeli mamy szczęście rozbijemy się nad samym jeziorkiem z widokiem na dolinę wodospadów – koniecznie wybierzcie się do wodospadów Latefoss w Hardanger ! To tylko parę kilometrów od campingu – a w nocy ich szum utuli was do snu.
Ubierzcie się ciepło – chłód z lodowca wisi w powietrzu!
Więcej o Oddzie tutaj – KLIK
2 – Jezioro Tysdal – Rogaland
Mapa )
To miejsce znaleźliśmy zupełnie przypadkiem jadąc rowerami spod Preikestolen. Miejsce kempingowe z prawdziwego zdrzenia – Whatne Camping, znajdowało się tuż obok, ale to piękne jezioro zachwyciło nas tak bardzo, że postanowiliśmy zrezygnować z kąpieli w ciepłej wodzie na rzecz takiego widoku z rana. Kto by myślał o prysznicu mając takie „Morskie Oko” tylko dla siebie!
Coś dla odmiany od fiordów, za miescowością Tysdal czekają nas co chwilę takie urzekająca jeziora i  góry Rogalandu.
3- camping nad Sognefiordem
Mapa – Botnen Camping )
Można powiedzieć, że trochę przymusowo ugrzęźliśmy na tym campingu z powodu padającego przez 3dni deszczu, ale przynacie chyba, że mimo fatalnej pogody i tak robi wrażenie. Największy fjord w Norwegii  z otwartymi ku morzu wrotami  budzi respekt. Można godzinami wpatrywać się w magnetyzującą głębię i wypatywać morświnów (  i to nam się udało:D !)
4 – szkockie klimaty
Mapa )
Zielono tutaj! Camping na półwyspie na wschód od Bergen ( w kierunku Sotry ) zachwycił nas opadającymi w doł skałami i soczyście zielonymi łąkami, na których  przy samym campingu pasły się owce. Schodząc po stromych zboczach nad samą wodę trafiamy do wędkarksiego raju, a wieczorem z ławeczki nad urwiskiem podziwaimy bardzo późny zachód słońca- w lecie słońce prawie w ogóle nie zachodzi.
5 – Lofoty
Mapa – miejsca niestety dokładnie nie zaznaczyliśmy, ale takich miejsc jest pełno przy głównej trasie – E10 )
I nareszcie ukochane Lofoty! Tutaj każde miejsce zasługiwałoby na podium.
Ten nocleg jak to w przypadku noclegów marzeń, znaleźliśmy zupełnie przypadkiem. Wjeżdzając na Lofoty i kierując się główną E10.  Tylko popatrzcie…
Żeby było piękniej, parę minut kajakiem dalej czekała na nas zupłenine bezludna wyspa.
Więcej zdjęć z tego cudownego miesca znajdziecie  tutaj – KLIK
i tutaj KLIK
6 – Flakstad
Mapa )
Jedna z obłędniejszych plaż na jakich byłam. Znajduje się prawie na samym końcu archipelagu Lofotów, a na małym parkinkgu na noc zostaje zaledwie kilka kamperów, więc możemy mieć plażę w zasadzie tylko dla siebie – nic tylko szaleć!
Więcej o plaży tutaj KLIK
i tutaj KLIK
7 – Ramberg
Mapa )
Kolejna rajska plaża na Lofotach, znajdująca się zaledwie kilkanaście kilometrów za Flakstad. Ciężko by było podjąć decyzję, która z plaż jest piękniejsza. Na korzyść Flakstad przemawia tylko fakt, że można spać przy niej na dziko, a w Ramberg jedyne miejsce do zaparkowania to camping. Ale chyba nie ma co narzekać na taki widok z campingu! 😀
Plaża jest bajeczna!
P.S. Nie zapominajmy, że to cudo znajduje się za kołem podbiegunowym :)!
 8 – Noc pod lodowcem
(  Mapa )
Kolejny Hit! Jadąc ze zwiedzania lodowca Biksdalsbreen w kierunku Oslo, tuż za miejsowością Skei, zmęczeni skręciliśmy za strzałeczką na parking. Jakie było nasze zdumienie gdy okaząło sie, że znajdujemy się pod samą czapą lodowca, a przechodząc przez mały mostek trafiamy nad kystalicznie czyste jeziorko. Do rzekomo najłatwiej dostępnego lodowca szliśmy tego dnia 1,5h, a  okazało się, że tu możemy podjechać pod sam jęzor lodowca Jostedalsbreen! O poranku przywitało nas mroźne powietrze i błękitne kryształy iskrzące się w promieniach wschodzącego słońca. Ta noc miałą w sobie coś magicznego.
Więcej o lodowcach tutaj- KLIK
9 –  Hellesylt nad Geirangerfiordem
Mapa )
Mimo,że to camping  miejsce należy do naszych ulubionych. Mieliśmy zatrzymać się na jeden dzień, zostaliśmy trzy. Geirangerfiord nie bez  powodu nazywany jest królem fiodów – ma moc przyciągania!
Pod sam camping podpływają olbrzymie wycieczkowce, które wcale nie przeszkadzają, a tylko urozmaicają krajobraz. Mniejszym promem możemy dostać się do znajdującej się 15km dalej miejscowośći Geiranger słynącej z trolli, lub tak jak my „niechcący” przepływając cały fiord kajakiem.
Po drodze mijamy dwa piekne wodospady, opadających do fiordu ze stromego zobocza, a jeśli szczęście nam sprzyja w rejsie towarzyszyć nam będą morświny!
Sama mieścinaka Hellesylt jest niezwykle spokojna, powiedziałabym wręcz  wymarła, ale czego więcej potrzeba do łowienia ryb i grillowania na campingu?
Więcej o Geirangerze znajdziecie tutaj – KLIK
10 –  Noc na Preiekstolen 
Mapa )
I nasza wisienka na torcie – noc w namiocie na szczycie słynnej półki skalnej, znanej również jako Pulpit Rock. Aby uniknąć tłumów ( to chyba jedyne miejsce w Norwegii gdzie obijaliśmy się o drugiego człowieka) zapakowaliśmy namiot do sakw i rozbiliśmy się na samej górze. Zamiast śledzi z pomocą przyszły nam kamienie, a my mogliśmy podziwiać Lysefiord zupełni sami.
Kawa z nogami zwisającymi nad przepaścią budzi jak żadna inna!
Skrawek na brzegu klifu o wysokości 604m ( to prawie trzy Pałace Kultury!) to zdecydowanie mój ulubiony metr kwadratowy Norwegii!
Więcej zdjęć tutaj – KLIK
 

Matizem w podróży: Najpiękniejsze miejsca w Czarnogórze

W tym roku pakujemy Toudiego, ładujemy się w  przyczepę i taką ekipą jedziemy na Bałkany :)!
Stęskniliśmy się trochę na długimi kąpielami w morzu, nurkowaniem i polowaniem na jeżowce. A nasza skóra za opalenizną – dwa urlopy pod rząd w Norwegii sprawiły, że już zapomnieliśmy jak to jest upajać się słońcem i winem na plaży :)!
Nie możemy się doczekać tym bardziej, że do tamtych okolic mamy wielki sentyment. To tam byliśmy w naszej pierwszej samochodowej podróży.
2010 rok, świeżo po zdaniu prawka, kultowym matizem od dziadka :)!
Poznajcie Błękitnego Szerszenia i nasz road trip po Czarnogórze 😀
Jeżeli jeszcze nie byliście – na pewno warto 🙂
Montenegro nie bez powodu nazywane jest nieoszlifowanym diamentem Bałkanów 🙂 <3
Nie jest jeszcze tak bardzo skomercjalizowana, a widoki zachwycają. Linia brzegowa to tylko 100 km! Bez problemu możemy zjechać całe wybrzeże i wybrać dla siebie idealny zakątek. Od kamienistych zatoczek, w których można przebierać na zachodzie, aż po wielka piaszczystą plażę przy Ulcinij – graniczącą z Albanią.
Ale Czarnogóra to nie tylko wybrzeże. Gdy już odpoczniemy, opijemy się winem zamykanym na kapsle, zagryziemy ajwarem i kozim serem, zjedźmy trochę w głąb lądu. Przejedźmy się jedną z najpiękniejszych dróg Europy z Cetije do Kotoru – porównywanej do norweskich fiordów ! Jest bajecznie.
A miłośnicy górskich szlaków odnajdą się w dzikich górach Durmitoru.
Zapraszam na przejażdżkę wzdłuż wybrzeża Czarnogóry –
zobaczcie gdzie nas zawiózł Błękitny Szerszeń :)!
Pierwszy nocleg – stacja benzynowa w Serbii.
1063 kilometr
Pierwszego dnia przejechaliśmy ponad tysiąc kilometrów, jednak te ostatnie dały nam najbardziej popalić.
Nazwa nie wzięła się znikąd – Czarnogóra to jednak Jedna Wielka Góra!
 Drogi nie są zbyt rewelacyjne i strasznie kręte. Trochę korków, ostrych podjazdów i wąskich tunelów. Coś łupnęło, coś odpadło na kamienistej drodze… Przy 40 stopniach bez klimy (!)  gotowaliśmy się w naszej błękitnej puszce, co zaowocowało po jednym opalonym ramieniu u każdego 🙂

 

 

Czarne dziury Czarnogóry
Zachodnie wybrzeże

Mimo, że ceny apartamentów nie różniły się za bardzo od noclegu na campingu, to ponownie i tak wybrałabym camping.
Plaże przy campingach były bez porównania lepsze od zatłoczonych miejskich plaż.
Spędziliśmy kilka dni na Plaży Buljarica koło Petrovaca i plaży Creva Gravica z pięknym widokiem na wysepkę Sveti Stefan.
Plaża Buljarica koło Petrovaca

 

Buljarica

 

Polowanie na jezowce – Buljarica

 

 

Okolice plaży Crvena Gravica -plaża nudystów odnaleziona !

 

Sveti Stefan
 
Obowiązkowy punkt Czarnogóry – malownicza wysepka Sveti Stefan. Na wyspę nie można wejść z uwagi na luksusowe apartamenty, a miejska plaża sąsiadująca z wyspą jest zdecydowanie zbyt zatłoczona i brudna. Wysepkę najlepiej oglądać z punktu widokowego znajdującego się przy trasie lub tak jak my z kameralnej plaży Crvena Gravica – czyli Czerwona Głowa.
Plaża jest super i znajduje się przy naszym ulubionym kempingu w gaju oliwnym. Ładny widoczek na wyspę, czerwone kamyczki, a idąc trochę dalej na zachód znajdziemy nawet plaże nudystów ;)!

 

 

Piaszczyste plaże 

Jeżeli mamy dość kamieni możemy pojechać na sam wschód wybrzeża – za Ulcinij. tam znajdziemy największą piaszczystą plażę. Jest tam dość orientalnie z uwagi na granicę z Albanią.
Pojawiają się już meczety i samowolka na drogach.

 

 

 

Bar

Dla miłośników zabytków znajdzie się coś fajnego – Stare Miasto Bar.

Boka Kotorska

Największy hit zostawiłam na koniec. Niesamowita widokowa droga z Cetinje do Kotoru.
Odbijamy od wybrzeża w okolicach Budvy i pniemy się samochodem pod górę. Droga męcząca, ciśnienie spada, trzeba dorobić kawy na palniku, ale za Cetinje ukazuje się absolutnie nieziemski widok na Kotor! Droga uznana jest za jedną z najpiękniejszych dróg Europy, a u nas ląduje na podium zaraz po norweskich fjordach.
Droga jest naprawdę jedną wielką serpentyną, ale przynajmniej jest czas żeby napawać się widokami.
To miejsce numer 1 w  Czarnogórze 🙂

 

Pod górę

 

 

 

 

 

 

Kotor i okolice

Sam Kotor jest typowym, pięknym starym miastem w sam raz do zwiedzania. Piękny, aczkolwiek my wolimy widoki 🙂 Droga wybrzeżem  Kotor- Herceg Novi jest bardzo malownicza.

 

 

P. S. Samochodu już niestety nie mamy, ale jego cząstka ciągle jeździ z nami – jako kołpak w przyczepie:)!

Leśna ziemianka

Mamy ziemiankę!
 Takie są skutki przeprowadzki do bloku 😉
Być może biokominek w mieszkaniu nie wystarczał i zabrakło tej cząstki lasu w codziennym życiu, a zima przecież coraz bliżej…
Lokalizacji nie zdradzę, bo projekt jest tajny. Ale potrzeba naprawdę niewiele. Kawałek lasu ( tu akurat prywatny ) i minimalne koszty. Ale przede wszystkim czterech mocnych facetów, z tak bardzo dziwnymi pomysłami jak i zapałem. Kilka przerzuconych ton ziemi, paca na kilka zmian, czasami w deszczu i w nocy  – i tak powstała nasza wspólna ziemianka. Może to początek leśnej osady…;)?.
Kupiony był jedynie komin i parę szczegółów. Ze stosika niepotrzebnego drewna niedługo powstaną ławki z prawdziwego zdarzenia. Pojawiła się też kultowa koza, która rozgrzewa wnętrze do nieprzyzwoitych 26 stopni! Tu naprawdę jest gorąco. I tak parę metrów pod ziemią przy dyskotekowej kuli zaczynają się najlepsze imprezy 😀
Zapraszam po stopniach w dół do naszej podziemnej kwatery 🙂
Woda na kawę i  „grzanka” prosto z kozy

 

 

 

Śniadanie

 

 

Wyjdźmy teraz na zewnątrz

 

 

Okienko ( bo oknem bym tego raczej nie nazwała )
Wojskowa fasolka

 

 

 

Świętujemy otwarcie ziemianki

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Kupiliśmy przyczepę

 

Przyczepa kempingowa ostatnio pochłonęła nas do reszty.
A wcale nie zamierzaliśmy jej kupować  – zaczęło się jak zwykle bardzo niewinnie od wybierania bagażnika na rowery…
Tegoroczne wakacje planowaliśmy znowu spędzić na rowerach, mieliśmy jednak trochę dosyć ciągłego składania i pakowania ich do samochodu. A gdy do tego pojawiły się norweskie deszcze zamieniające wszystko w błoto, możecie sobie wyobrazić nasz bagażnik ….
Zaczęliśmy więc poszukania. Ten idealny wymagał dokupienia haka. Bagażnik, hak, jak już szaleć to szaleć,  może jeszcze bagażnik dachowy ? – do Norwegii weźmiemy przecież dużo jedzenia  – i tak się zwróci 😉
Po przeliczeniu wszystkich wydatków nie wyszło mało…
A skoro już mamy kupić hak,..może podpiąć pod niego coś większego…?
Przyczepa 😀 !
Zaczęliśmy do szukania maleńkiej Niewiadów, która miała spełniać raczej rolę bagażnika i rozwiązałaby problem spania. Oczywiście w trakcie wymagania lekko wzrosły i tak o to mamy 4-osobowego Caravelair’a 🙂
( tylko z rowerami dalej jest problem ;P ).
Przyczepę udało nam się kupić naprawdę w dobrym stanie. Bez charakterystycznych zatęchłych aromatów. Pozostało tylko dobudować łazienkę ( to te wygórowane wymagania,,,;) ), odmalować po swojemu i można ruszać w drogę :)!
Pełną metamorfozę i każdy kąt naszego pierwszego  M0 pokażę innym razem ( musimy dopieścić jeszcze wałkiem parę ścian i dopracować detale ),
a tymczasem zapraszam was w pierwsze spotkanie z naszym  Domem 🙂
Zaczynamy
W połowie drogi.

 

Jeszcze trochę pracy przed nami.
 Pierwsza warstwa farby podeschła, czas udać się na jazdę próbną 🙂
Nauka jazdy z podwójnymi lusterkami

 

 

Gdzie teraz :)?
Ahoj :)!

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Norwegia, Preikestolen : Najlepsze miejsce na nocleg w Norwegii

Być może to jest to tajemnicze miejsce, w którym zaszywał się przed światem Włóczykij z Muminków?
Ja na jego miejscu przywędrowałabym właśnie tutaj.
Pulpit rock – kultowa półka skalna Preikestolen, wygrała w moim prywatnym rankingu na magiczne miejsca.
A skrawek na brzegu klifu ( o wysokości 604m – to prawie 3 Pałace Kultury! ), to zdecydowanie mój ulubiony metr kwadratowy Norwegii.
Pierwsze miejsce otrzymała oczywiście za widoki zamieniające nasze nogi w galarety, ale doszły też do tego inne emocje.
Radość, że po snutych zimą planach widzimy to miejsce na własne oczy, a nie tylko ludzikiem z Google maps.
 W lipcu z podróży po mapie przenieśliśmy się do samochodu i długo sunęliśmy w stronę Bergen. Stamtąd daliśmy się ponieść rowerom, aż na camping pod Preiekstolen, a potem naszym nogom na sam szczyt.
Widok pojawiał się powoli, jak delikatnie rozpakowywany, długo wyczekiwany prezent.
 Warto było.
Myślę przełamując nerwowy dreszczyk i spuszczając nogi nad przepaścią.
Przygotowania
 Wszystkie nasze przygotowania skupiły się wokół rowerów, a te typowo górskie były w zasadzie nijakie i spontaniczne…
Chociaż wejście nie było żadnym alpinistycznym wyczynem ( po drodze można było dyszeć ramię w ramię ze starszą panią, owczarkiem coli czy rodziną z małym dzieckiem ), to buty górskie są tu na pewno obowiązkowe.
 Chociaż nie mieliśmy pewności czy wyjdziemy w góry, to przez cała drogę woziliśmy na rowerach trapery. Całe szczęście, że w przypływie załamania pogodą sandały zostawiłam w samochodzie i zamieniłam na górskie buty ( które wtedy jeszcze przeklinałam ). Sandałem mogłabym co najwyżej ubić pomrowa, które atakowały nasz namiot po każdym deszczu ( czyli codziennie…)
Rozbicie namiotu na szczycie marzyło mi się od samego początku.
Pomysł rewelacja – gorzej z wykonaniem. Jak przenieść namiot, materace, śpiwory i jedzenie bez plecaka? (Plecak jakoś nie kwalifikował się do sprzętu rowerowego, a cudem zapakowany zająłby całą sakwę. )
Pojawiło się inne rozwiązanie.
Skoro nie możemy wpakować plecaka do sakwy, to sakwy staną się naszymi plecakami!
Bo zamontowaniu dwóch elastycznych linek z hakami, każdy wyruszył z nowym plecakiem, upychając pod niego poduszkę żeby mniej ocierał…Ale swoją misję wypełnił znakomicie 🙂

 

 

 
Camping
 
Na campingu pod Preiekstolen spędziliśmy dwie noce czekając na rozwianie chmur. Trzeciego dnia mimo, że niebo pozostawiało jeszcze wiele do życzenia postanowiliśmy zaryzykować. W końcu urlop nie jest z gumy, a w razie czego wyobrazimy sobie co znajduje się pod chmurami 😉
Sam camping okazał się najlepiej wyposażony z dotychczasowych, ale też najdroższy. To duże pole namiotowe z małym jeziorkiem, po którym można popływać kajakiem ( jeżeli wozicie go ze sobą, my na rowery nie zapakowaliśmy…), ciepła woda bez ograniczeń ( szaleństwo! ), wi-fi i restauracjo-sklepik gdzie można kupić nawet wino ! ( tak, trzeba doceniać takie miejsca w Norwegii 🙂 ).
Z campingu codziennie kursują busy pod punkt wyjściowy na Preiekstolen ( ok. 35 zł od osoby )
Zapakowaliśmy najważniejsze rzeczy do sawko-plecaka, rowery z resztą dobytku spięliśmy razem i zostawiliśmy samotnie na campingu ( powoli przyzwyczajamy się, że tu raczej nic nie ginie bez przyczyny ).
Wszystko gotowe – no to wskakujemy do busa !

 

Preiekstolen – podejście
 Preiekstolen jest najbardziej rozpoznawalną atrakcją w Norwegii ( zaraz obok Trolltungi ) i jak można się było spodziewać – dosłownie każdy chciał się na niej znaleźć. Ludzie pędzili tam jak po odbiór cennej nagrody i to jedyny, chociaż męczący minus tego typu atrakcji. Pozostawało skupić się na celu i cierpliwie ruszyć gęsiego pod górę.
Na  szczęście czas nas nie ograniczał – a nawet nam sprzyjał i niedługo mieliśmy mieć górę prawie tylko dla siebie 🙂
Podejście nie jest bardzo wyczerpujące i myślę, że naprawdę każdy byłby w stanie wejść. Pniemy się łagodnie pod górę, według przewodnika 3-4 godziny, ale moim zadaniem głównie ze względu na tłumy. Nam udało się wejść po ok. 2 godzinach, ale wybraliśmy porę „na spanie w namiocie”  i większość ludzi już zaczynała schodzić ( aż się boję myśleć co było rano ).

 

 Nareszcie stawiamy pierwsze kroki na półce skalnej.
 Parę godzin wcześniej musielibyśmy pogodzić się z tym, że patrząc w dół widzimy tylko otchłań pełną mętnej zupy… Leniwe chmury, które leżakowały tak cały dzień, postanowiły jednak wynagrodzić nam cały trud i odleciały zasłaniać widoczność innym turystom.
Bramy odsłonięte – przed nami jeden z najpiękniejszych fiordów – Lysefiord.
Ale dopiero patrząc pionowo w dół widać jego przerażające piękno.

 

Rozbijamy namiot

 Lysefjord zaczyna się mienić w zachodzącym słońcu. Stoimy na skalnym kawałku o kształcie idealnego kwadratu – 25 na 25 metrów, czas wybrać jeden z nich na rozbicie namiotu. 
Podczas gdy wszyscy latają po skale pozując do zdjęć, my mamy dużo czasu. Spokojnie zbieramy kamienie potrzebne do obciążenia namiotu, dmuchamy materace i powoli zadomawiamy się w naszym podniebnym lokum. Nie wierzyłam, że 5 Japończyków może przez 40 minut wymyślić tyle póz do zdjęcia, ale w końcu skała jest nasza 🙂
Czekaliśmy aż wszyscy pójdą, żeby rozkoszować się tym widokiem w spokoju, ale też dlatego, że przy skałach zauważyłam porzuconą Bardzo Ciepłą czapkę…. a moja zmarznięta głowa Bardzo chciała ją przymierzyć (  w takim momentach zasady higieniczne schodzą na dalszy plan 😉 ).

 

Opatulamy się śpiworem (  czapka jest już moja! ), otwieramy wino i kotleciki rybne – rozkoszujemy się naszym wieczorem w restauracji marzeń.
 Była to wisienka na torcie naszego wyjazdu.
Teraz siedzieć i patrzeć się przed siebie bez końca.

 

Nasz na miot ukrywa się za tym głazem po lewej

 

 

 

 

 

 

 

Czapka już na głowie

 

Pierwsze i jedyne wino jakie udało nam się kupić w Norwegii

 

 Czy było wygodnie?

 

Nie pamiętam 😉 Ale byłam taka podekscytowana, że zasnęłabym nawet w samym śpiworze wpatrując się w wody Lysefjordu. Z zimnem rozprawiliśmy odpalając od czasu do czasu butlę w namiocie i  nie zdejmując kurtek, ale za to czy można wymarzyć sobie lepsze miejsce na kawę o poranku ?
Mój „camping” Nr 1 🙂

 

Taka kawa dopiero obudza!

 

 

 

Śniadanie

 

 

 

 

 

Wiecie, że namiot „przybijaliśmy” wrzucając kamienie do środka zamiast śledzi.
Wydawałoby się, że ciężko jest je przeoczyć przy składaniu namiotu.
Najwidoczniej nie jest to niemożliwe!
Po przejechaniu kolejnych kilometrów i rozbijaniu się w następnym miejscu słyszę:
” Czy Ty mnie nienawidzisz ?! ” – mówi A. wyjmując 2 kilogramowe kamienie ze swojego worka…
🙂