Pomysł na sesję ślubną – Plener ślubny z psem

„Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli”

Z okazji Walentynek chciałabym się z Wami podzielić naszą sesją ślubną .
A tak naprawdę – rocznicową, bo wypadła prawie równo rok po ślubie!
Warto było ociągać się ze znalezieniem czasu na plener, założyć suknię jeszcze raz i wrócić do tamtych wyjątkowych chwil.
A do tego doczekaliśmy się Toudiego :)! A ten mały diabeł tasmański rozkręci każdą pozę…. :D!

Beskid Śląski z psem – Klimczok i Szyndzielnia zimą

Beskid Śląski z psem jest super 🙂
Podrzucam kolejną propozycję w sam raz na małe mopsie łapki.
Szlaki w Beskidach nie są wymagające kondycyjnie i idealne na spacer z psem.
Ale każdemu, nawet mopsom  mogą trafić się zakwasy!

Beskid Śląski – Brenna i pomysł na nocleg z psem

W Beskid Śląski z psem 

Jeżeli rozglądacie się za spokojnym miejscem na nocleg z psem zajrzyjcie do Brennej.

Szukaliśmy magicznego połączenia: lekkiego odludzia, ale żeby jeszcze było co ze sobą zrobić…bez najazdu turystów, z wyjściem  na szlaki prosto z kwatery, dorzućmy do tego rzeczkę szumiącą tuż za oknem…

I tak trafiliśmy do  Zajadu Ziołowa Chata w Brennej.

Beskid Śląski z psem – Co robić w Brennej zimą

W Beskid Śląski w poszukiwaniu śniegu

Na sylwestrowy wyjazd wybraliśmy Beskid Śląski.

Dlaczego?

– zimą te góry wyglądają jak z bajki,
– trasy sa dosyć łatwe ( co ma znaczenie przy dużej ilości śniegu- bo przecież na niego liczymy :D! ),
– do tego nie są tak oblegane przez turystów. W tym przypominają mi trochę Bieszczady, z bardzo istotną różnicą….
–  w Beskidach wszędzie można chodzić z psem :D!  Od szlaków turystycznych, po wjazd kolejką .

Bierzemy plecaki, kubraczek dla Toudiego i ruszamy!

Toudi w podróży – Podsumowanie 2017 roku

To był dla nas cudowny rok. 
2017 – ważny, wyjątkowy, bo pierwszy całkowicie spędzony  jako małżeństwo. A jak to bywa po ślubie ….rodzina powiększyła nam się o czworonożnego potworka 😀
Początek roku upłynął nam więc na rozgryzaniu instrukcji obsługi płaskonosych. W międzyczasie Toudi uczył się pływać kajakiem i powoli zamieniał kanapę na przyczepę i namioty.
To był rok pełen wrażeń, wspólnie spędzonych chwil i zakręcony jak ogon Toudiego.
 A Toudi rósł i rósł, a nasze serducha razem z nim.

Test szeleczek EŁE EŁE – Najlepsze szelki dla mopsa według Toudiego

Przedstawiam Wam najlepsze szeleczki dla mopsa według nas i Toudiego.

Jesteśmy świeżo po powrocie z gór, gdzie mieliśmy okazję przetestować puszorki od Ełe Ełe
KLIK )
Nas z początku zaczarowały piękne wzory, potem zgrabny fason ( czy tylko mnie się wydaje, czy Toudi jakby zeszczuplał… 😉 ? ),  a odkąd w górach spełniły wszelkie wymogi bezpieczeństwa jesteśmy w nich zakochani. Najchętniej w ogóle byśmy ich nie zdejmowali – spisują się jak stylowe ubranko 😀

Gdzie spać w Adrspach ? – Najlepszy nocleg w Czechach według nas i Toudiego

Tuż za polską granicą, u podnóża skalnych miast, czeka na nas magiczne miejsce.


Jeżeli lubicie spędzać zimowe wieczory przy kominku, raczyć się regionalnym czeskim piwem, a rano wyglądając z domku mieć rozterki typu: czy biec w prawo do stada owiec czy na wzgórze podpatrywać łanie i dziki, to miejsce jest dla was i waszego psa 😀

Kajak turystyczny – Spływy kajakowe w Polsce i Europie

Przepływamy przez wrota fiordu i nie możemy przestać wiosłować.
Król fiordów – Geiranger, zasługuje na swoje miano. Jego wody działają jak magnes. Nie sposób oderwać ręce od wioseł, za kolejnym zakrętem widok zachwyca nas coraz bardziej. Jak zaczarowani wpływamy coraz dalej i dalej na jego mroczne wody.
To miał być krótki rekonesans okolicy, a jestesmy już w połowie Geirangerfiordu wijącego się przez 15 kilometrów pomiędzy stromymi zboczami.
Nad nami urwiska, z których pionowo w dół spływają huczące wodosapady, pod nami prawie 700 metrów głebin – aż strach pomyśleć co za wodne potwory przepływają teraz pod nami! Tajemnicze cienie jednak się ujawniły, przy kajaku zaczynają wyskakiwać morświny, które przyjaźnie prychając dotrzymują nam towarzystwa . Unosimy głowy ku słońcu. 
Po bezchmurnym niebie krążą orły, czujnie zerkające z góry na Drogę Trolli i być może nas, płynących spokojnie przez wody Norwegii.
I jak tu nie płynąć ?
Ten za łukiem rzeki świat
Nasza przygoda z kajakiem zaczęła się do podróży na Lofoty.
Z początku mieliśmy kupić tylko bagażnik rowerowy, ale skoro i tak mieliśmy zamontować hak…. kupiliśmy przyczepę kempingową :)!
Rowery zostawiliśmy w domu, a do przyczepy wrzuciliśmy dmuchane canoe. I to był strzał w 10!
Przez Norweskie Fiordy
Zabawmy się w pierwsych wikingów i wyruszmy na odkrywanie nieznanych lądów!
Bo krainę fiordów najlepiej poznawać od strony wody. Nie ma nic piękniejszego od przemierzania norweskich wód kajakiem.
Przed przyczepą dmuchamy kajak i ruszamy na podbój bezludnych wysp.
Takich niezamieszkałych wysp na Lofotach są tysiące. Dopływając do jednej z nich czujemy się jak pierwsi odkrywcy, szalejemy po onieśmielająco białym piasku i zbieramy muszelki niczym nie odbiegające od tych z krajów śródziemnomorskich. A wszystko to 300 kilometrów za kołem podbiegunowym!

Znów wyruszamy na wody fiordów. Zarzucamy wędkę i zerkamy za przynetą znikającą w otchłani. Błystka przecina taflę wody kusząco mieniącą się błekitem, by zaraz dać się pochłonąć w gęstniejących mrocznych odcieniach. ..coraz głębiej i głebiej… Pod nami ponad pół kilometra niezbadanych odchłani wodnego świata. Czasami aż strach zarzucać wędkę – halibuty w fiordach dochodzą do 50 kilo, a na otwartych wodach mogą osiagnąć zawrotne 200 kilogramów! Na szczęście w naszym kajaku wylądowały tylko tłuścioutkie makrele, zapowiadające wspaniałą kolację.

Okazuje się, ze wcale nie jesteśmy sami ! Brzeg zosatał już obstawiony przez armię mew, a wkurzona wydra podchodzi do nas na wyciągniecie ręki by głośnym ofukiwaniem dać nam znać, że jestesmy na Jej terenie! Po chwili ostentacyjnie odwraca się do nas plecami by dać nura do fiordu i wypłoszyć wszystkie ryby. Już nic dzisiaj nie zlowimy.

Zasiadamy do kolacji przy świdrujących spojrzeniach mew.
Nie potrzebujemy świec – wieczorem czeka nas sleptakl świateł. Zielona łuna zorzy rozpościera się nad naszymi głowami, by rozbudzić nasze marzenia i zniknąć jakby nigdy nic chwilę potem . O to jej chodziło – trzeba tu wrócic po jeszcze!

 

Polska kajakiem
Canoe kupiliśmy z myślą o wodach Norwegii ale od tamtej pory na innnych wyjazdach jesteśmy nierozłączni
Nie musimy jechać aż 3 tysiące kilometrów żeby poczuć wiatr przygody na twarzy!
Rozejrzyjmy się wokół nas. Polska też kryje mnóstwo zapomnianych wodnych ścieżek!
Na pierwszy spływ wybraliśmy krótki odcinek Wisły – dosłownie kawałek za znanymi miastami ta rzeka potrafi onieśmielać dzikością.
Bezludne wyspy? Prawie nietknięta przez człowieka przyroda? Tak, to piękny fragment Wisły z zaraz za Annopoloem w kierunku Kazmierza Dolnego.
Canoe zapakowaliśmy do plecaka i wiosłem w ręce złapaliśmy stopa, by płynąc z nurtem wrócić po samochód w okolicach Józefowa.
A możeby tak kiedyś przepłynąć całą rzekę….?

Mops na pokładzie

Wspaniale jest mieć wspólne pasje i dzielić je z rodziną, a skoro jest już nas trójka – do kajaka wskakujemy wszyscy razem. Cztery nogi i cztery łapy meldują się na pokładzie.
Nasz mops świetnie odnalazł się w kajaku, mimo że za pierwszym razem rzeka trochę nas poniosła.
Pewien bardzo zimny weekend majowy, dmuchane canoe i mops w kapoku na pokładzie – zaczynamy spływ Dunajcem.

Przed nami trasa znana dobrze ze spływów tratwą – Sromowce Wyżne – Szczawnica. Malowniczy początek nie zwiastuje silnych prądów. Powoli mkniemy kajakiem pomiędzy górami, a Toudi na zmianę podchrapuje cicho lub oszczekuje wymijających nas flisaków. Majestatyczny widok na Trzy Korony trochę nas rozleniwił, zaraz potem czekały nas fale i silne prądy! Jedna osoba za burtą, lodowata woda i tylko mops wyszedł z tego suchą łapą.

Pamiętajmy o kamizelkach i kaskach na głowę – spływ kajakiem różni się od przepłynięcia rzeki tratwą – czeka nas mały rafting.

Nie jest to rzeka łatwa, ale dostarczyła nam dużo wrażeń i oczywiście widoków.

P.S. Podobno zakaz wchodzenia z psem do Pienińskiego PN się na wodze się nie liczy 😉
A może spływ Bugiem?
Tuż przy granicy z Ukrainą czas płynie wolniej a komórki tracą zasięg, a my możemy zatracić się w tym spokoju i zaszyć gdzieś pomiędzy polami rzekapu…
Przed nami jeden z najbardziej malowniczych odcinków tej rzeki – przełom Bugu w okolicach Ślipcza.
Wieżowce w skarpach piachu budują tu jaskółki, a śpiewu ptaków nie zakłóca żaden samochód. Tempo nurtu jest spacerowe, ale tego nam było trzeba. Istne sielsko anielsko.
Chociaż nie obyło się przez przygód. Jaskółki nas nie ostrzegły – kryjemy się przed nawałnicą pod kajakami! Jak się okazało pod canoe zmieści się całkiem sporo osób, plus mops. Cali mokrzy ogrzewamy się przy ognisku i zasiadamy do smakowitego kociołka.
Ach te wschodnie rejony. Czy może być coś smaczniejszego?
Na Bałkany
Kto raz pojedzie na Bałkany na pewno tam wróci. Klasyczna Chorwacja nie musi być nudna. Zabierzmy ze sobą canoe i przepłyńmy się wzdłuż skalistego wybrzeża Wyspy Pag.
Góry, krystalicznie czysta woda i te kolory… Księżycowy krajobraz przypomina mi trochę Lofoty, z tą różnicą, że możemy zanurzyć się w tym błękicie bez szczękania zębami.
Pakujemy grilla i ruszamy do opuszczonego szałasu w jednej z zatoczek. Przepis na idealną kolację? Kiełbaski, paski ser i regionalne wino doprawione zachodzącym słońcem i cichym pobekiwaniem owiec pasących się tuż za skałą
Tuż za chorwacką granicą czekają na nas najpiękniejsze wodospady.
Może nie są największe, nie tak znane jak PN Chorwacji, ale to w Bośni i Hercegowinie możemy podziwiać je przy świetle księżyca, a w dzień podpłynąć pod samą ścianę wody kajakiem.
Wstajemy z samego rana by z kawą w ręce ruszyć na wody Kravicy. Cykady budzą się do życia, temperatura podnosi, a my podpływamy pod samą taflę wodospadów.
Obłoczek wody zrasza nam twarze i jeden pomarszczony pyszczek.
Zadowolony Toudi mości się wygodnie na dziobie – to jak płyniemy dalej?
Canoe organizacyjnie
  • po złożeniu zajmuje bardzo mało miejsca – można je schować w plecaku ( ale uwaga, waży ok 18kg  😉 ). Z canoe na plecach i wiosłem w ręce łapaliśmy nawet stopa.
  • może wygląda niepozronnie, ale to dmuchane cudo zosatło stworzone do raftingu i jest odporne nawet na otaracia o skały
  • jest bardzo pojemne. Oprócz nas mieści się nasz mops i obowiązkowo kosz piknikowy albo  grill.
  • gdy mamy do przejechania krótki odcinek mocujemy canoe pasami na dachu.
  • pompką samochodową dmucha się dosłownie chwilę, ale zawsze w razie czego zabieramy ze sobą pompkę ręczną.
  • A jak sobie radzi Toudi?  Chwilę zajęło mu zapoznanie się z wodą i złapanie balansu na krawędzi, a teraz wszystko mu jedno – byle z nami 😀 Przeważnie patrzy się na wodę, a potem idzie pochrapać na dziobie. Kamizelkę zakładamy prawie zawsze ( taki model kupiliśmy w Juli ), a na rzekach dodatkowo przypinamy go mocną liną do naszych kamizelek.   Nasza baryłka zdecydowanie woli pływać kajakiem niż wpław 🙂
  • model naszego canoe – Gumotex Palava
Kamizelka dostępna w  Juli