Gdzie spać w Szwecji ? Chatka gdzie można przenocować zupełnie za darmo

Kolejnym ciekawym punktem, na który natknęliśmy się na swojej trasie jest – po prostu chatka. A raczej sieć chatek – schronisk, rozsianych po całej Szwecji i Norwegii. Niby zwykły domek, ale lubię takie niestandardowe atrakcje, których nie znajdziemy w przewodniku. 
Z racji tego, że pogoda w tych krajach jest nieprzewidywalna, co jakiś czas można zobaczyć tego typu domki. Na swojej drodze spotkaliśmy ich całkiem sporo. Różnią się od siebie wyglądem, ale w każdej śmiało można odpocząć lub przespać się bezpłatnie.  Na tą trafiliśmy akurat w „porze obiadowej” zaraz po przekroczeniu granicy Finlandia – Szwecja. 
W środku znaleźliśmy miejsce na palenisko, pełny składzik drewna, naczynia i pledy – praktycznie wszystko co pozwoli nam bezpiecznie przetrwać noc w kryzysowej sytuacji. Sądząc po zdjęciach w środku często odbywają się tu też lokalne imprezy, wspólne łowienie ryb i wielkie zimowe ogniska. 
Dobrze mieć świadomość, że w razie kliku deszczowych dni można posiedzieć przy ogniu w przytulnym miejscu 🙂

Po lekko mrocznej północnej Szwecji coraz bardziej zbliżamy się do naszego celu  – Lofotów.
To niesamowite jak szybko może zmienić się klimat. Przekraczamy magiczną granicę z Norwegią i już tylko parę godzin dzieli nas od piaszczystych plaż . 

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Finlandia

Jeżeli lubicie mazurskie klimaty z pewnością odnajdziecie się w Finlandii :)!
 Lasy, jeziora, wędkowanie, ognisko, grzyby i… komary 😉  Lubimy to :)! Dlatego od razu zadomowiliśmy się nad pierwszym lepszym jeziorem. Nie trzeba było długo szukać. Jak tylko poczuliśmy zmęczenie odbiliśmy z trasy nad jezioro, które przecinają całą Finlandię.
Widokowo nie różniły się specjalnie od naszych polskich jezior ( wiadomo nasze Mazury najpiękniejsze 😀 ! ), ale gdy wieczorem  przy kiełbasce i kubku wina wpatrywaliśmy się w ogień czuliśmy dreszczyk emocji. Gdzieś w Finlandii, z kajakiem pod przyczepą, na campingu tylko my – o to chodzi 😀

Tęcza towarzyszyła nam od początku.

Prom

Do Finlandii dostaliśmy się promem z Tallina do Helsinek.
Nie rezerwowaliśmy wcześniej biletów – nigdy nie wiadomo co wydarzy się po drodze. Za to warto sprawdzić godziny odjazdów promów w internecie.
Mało brakowało, a nocny prom przepłynąłby nam koło nosa z portu obok, podczas gdy smacznie spaliśmy w przyczepie.

Do tego nocny kurs był sporo tańszy! – cena za 2 osoby, samochód i przyczepę wyniosła nas 500zł. ( Wiem, że dużo,  ale dzienny był jeszcze droższy, a na opłaty portowe byliśmy jako tako psychicznie przygotowani). Różniły się również tym, że w nocy płynął pięć godzin zamiast dwóch, ale dla snu to nawet lepiej 🙂
Do tego w nocnym w standardzie mamy kabinę z prysznicem! Byliśmy zachwyceni tą szczyptą luksusu. Tego się nie spodziewaliśmy układając się do snu na fotelach w restauracji, gdy nagle odkryliśmy, że na bilecie mamy numer kabiny ^_^.  Tknęło mnie tylko to, że w toaletach nie było prysznica ( co za nędzny prom!) – a bardzo chciałam się wykąpać …

Noc w porcie

W pięknie oświetlonym Tallinie, z przyczepą w porcie czuliśmy się jak na jachcie.

Udało się – mamy kabinę

Za Helsinkami musieliśmy zatrzymać się  na odsypianie  – w końcu noc spędziliśmy skacząc ze szczęścia po łóżkach, 😉

Nocleg za Helsinkami

Paprykarz i kabanosy stawiają na nogi <3 

Jesteśmy w krainie jezior !

Canoe

Na campingu czekała na mnie niespodzianka od męża.
Nasze prywatne caonoe! Z perspektywy całego wyjazdu muszę powiedzieć, że gdyby nie ten gadżet wyjazd nie byłby tak udany. Z pomysłem trafił w sam raz, bo prawie na żadnym kempingu nie było wypożyczalni.
A jak tu zwiedzać krainę jezior z brzegu 🙂 ?

Łódź ochrzczona !



Canoe (Palava – Gumotex) ma tyle plusów, że poświęcę mu oddzielny wpis. 


Nad jeziorami nigdy nie jest mi szkoda, że dzień się już kończy, bo wieczorem czas na ognisko 🙂


Dzisiaj przedstawiam wam nietypowe ognisko – nodię.
Pali się powoli przez całą noc dając dużo ciepła i nie wymaga dokładania drewna – można nawet przy niej spać.
Tu spisała się świetnie jako podgrzewacz do wina 😀

Nodia

Jeziora, lasy i brak ludzi.

Tymi słowami chyba najlepiej opisać południową Finlandię, która maluje się przed nami jak jedne wielkie Mazury. Większej różnicy między naszymi, a fińskimi jeziorami nie ma, tylko naprawdę duży plus za brak ludzi .

Miejsce idealne jako pauza w czasie podróży, ale jeden dzień w zupełności nam wystarczył. Warto popływać, pogrillować, nacieszyć się urokami jezior, nabrać sił i ruszyć dalej.  Im dalej na północ tym tereny jeszcze piękniejsze, woda bardziej błękitna, a ryby coraz większe 😀 

Odpoczęliśmy, północ nie może dłużej czekać 

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Litwa – Łotwa – Estonia

Co chwilę tylko zerkam w lusterko czy dom za nami jedzie, drzwi i okna pozamykane ( oj tak, firanki  już nieraz powiewały jak kraciasta flaga ), a z szaf nie lecą ciuchy na podłogę ( ciuchy ciuchami byleby dżem do nich nie dołączył ).
Ja nawiguję, Arek jedzie. Z mapą idzie mi całkiem nieźle, tylko czasami mylę tory z granicami…

Najchętniej od razu przeskoczyłabym 3 tysiące kilometrów dalej i zbombardowałabym post zdjęciami z Lofotów, ale koło podbiegunowe poczeka ( chociaż nie mogę już wytrzymać :)! ). Po to jest przyczepa, żeby uszczknąć z drogi jak najwięcej.  Po drodze też było ciekawie 🙂
Emocje z wyjazdem zaczęły się już na samym początku.
Mało brakowało a wylądowalibyśmy gdzieś dużo, dużo bliżej, w bardziej przyziemnych klimatach. Przez jakiś czas wyjazd stanął pod znakiem zapytania.
Najpierw ze względu na brak samochodu, a gdy już mieliśmy komplet i z klaksonem pożegnaliśmy się z całą ulicą, okazało się, że musimy zostawić samochód na szybki ostry dyżur. Na szczęście dzięki fachowej i ekspresowej pomocy wyruszyliśmy :D!
Trzy pożegnania wyszły nam na dobre. Limit awarii wyczerpał się na samym początku i ze słoniem na szczęście, misiem podróżnikiem i pluszowym Murzynem dotarliśmy bez żadnych problemów aż na koniec Lofotów 🙂

Cały dobytek w przyczepie, czekamy na samochód

Łapiemy słońce za warsztatem samochodowym

Sprawdzimy co jest po drugiej stronie tęczy

Samochód ku naszej radości odbieramy o 16. Dzień nie jest jeszcze stracony – zdążymy dojechać za Suwałki.
Plan na najbliższe 2 dni – Litwa – Łotwa – Estonia.

Na Lofoty wybraliśmy najkrótszą drogę przez Finlandię. Dzięki temu przynajmniej na początku ominiemy góry, a do tego spełnię marzenie o Świętym Mikołaju 😀
( A tak z perspektywy przejazdu przez 7 państw, najgorzej przeciągnąć przyczepę przez nasze drogi….)

Naszą pierwszą noc spędzamy w Szypliszkach na postoju dla tirów, za oknem istne tirowe Las Vegas. Opaska na oczy spisała się więc nie tylko w białe noce.
 Wyciągamy się w wiecznie pościelonym łóżeczku ( ależ wygoda! ) i zasypiamy się jak w domu…

Postój na stacji kosztuje 15 zł – 2 kawy gratis 😉 

Rada przy kawie od pana z tira-  nie trąbić na łosie na drodze – to działa jak płachta na byka!
Nie mieliśmy okazji przekonać się co lubią łosie. Na naszej drodze pojawiały się tylko znudzone leżeniem na drodze owce i  stada reniferów.

Mogliśmy też posiedzieć w tirze

Dopiero gdy przekraczamy granicę z Litwą poczułam, że naprawdę jesteśmy w drodze. Radość z podróży jest ogromna, chociaż sama Litwa nie specjalnie urzekła nas widokami. 
Łąki, wsie, i tak na zmianę, a na Łotwie do widokówki za oknem dołączyła ściana lasów.
Do czasu aż zza drzew zaczęło przebijać coś więcej.

Pierwsza naklejka zebrana i Long vehicle rusza delej

Morze to już zupełnie co innego. Zwykła rozpuszczalna smakuje jak nigdy, gdy robi się ją w przyczepie 5 kroków od plaży.  Cała plaża zamienia się w naszą kameralną kawiarnię.
Bierzemy kubki, piasek miło chrzęści pod stopami i trochę w zębach…
Wiatr z północy studzi nam kawę i zasiewa ziarenko pięknej przygody.
A to dopiero początek.

Nawet miś poczuł powiew przygody!

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Norwegia, Lofoty – Dlaczego warto jechać do Norwegii

Wróciliśmy z kolejnego spotkania z Norwegią 🙂
Udało się wszystko, od nowego jeszcze nie sprawdzonego samochodu, aż po pogodę – bo o nią też  obawiałam się pod koniec sierpnia.
Nie pisałam wcześniej o naszych planach i kierunku podróży, bo w tamtym roku pozmieniało się prawie wszystko. Mieliśmy ruszyć na północ od Sognefjordu – a zwiedziliśmy południe, mieliśmy wejść na Trolltungę – spędziliśmy Noc na Preikestolen . Było pięknie, tajemniczo, dziko. Ale tamtym roku wzięliśmy tylko smakowitego gryza  Norwegii i nienasyceni chcieliśmy więcej i więcej 🙂 Wróciliśmy zachwyceni, zakochani ( w sobie od dawna, a teraz i w skandynawskich klimatach ) , a przede wszystkim zaręczeni 🙂 30 lipca nad szczycie Preikestolen, przy z trudem zdobytym winie, kotlecikach rybnych jedzonych prosto z noża i w znalezionej czapce, powiedziałam „Tak” przeżywając najbardziej romantyczne zaręczyny jakie mogłabym sobie wymarzyć. Równo rok później wyruszyliśmy w podróż poślubną – oczywiście do Norwegii :)!
Tym razem jeszcze bardziej na północ, jeszcze bardziej na około, ciągnąc za sobą domek na kółkach, a zamiast rowerów kajak.
Przejechaliśmy 6100km – osiągając zawrotne 80km/h…, a kolejne ponad tysiąc promami,
za kołem podbiegunowym raz zakładaliśmy czapki, raz wskakiwaliśmy do wody w kostiumie kąpielowym,
spaliśmy przy białych nocach i chyba widzieliśmy zorzę polarną ( „chyba” bo małą, do tego rozgrzewaliśmy się wtedy przy paru drinkach 😉 ),
łowiliśmy dorsze i makrele, a przy kajaku towarzyszyły nam morświny,
a po ciężkim dniu jazdy lądowaliśmy w przyczepie pod domową kołderką.
Po latach wakacji pod namiotem czuliśmy się jak królowie z własną kuchenką i toaletą 😉
Ale najlepiej będzie zacząć do początku.
Jak tylko przekopię się przed foldery zdjęć zapraszam w podróż przez Litwę, Łotwę, Estonię, Wioskę Świętego Mikołaja w Finlandii, Szwecję, aż do naszego końca świata – miejscowości Å ( czytanej jako „Oooo” ) na czubku Lofotów. Ale po koniuszku świata czekał nas równie rewelacyjny „powrót” przez kolejne przekroczenie linii koła podbiegunowego, Atlantic Road i najpiękniejszy Gereinger fjord.
Tylko nad Gereingerem ( ku naszemu zdumieniu ) przesiedzieliśmy 3 noce. W pozostałych miejscach spędzaliśmy dzień i ruszaliśmy dalej  – w końcu jest tyle do zobaczenia :)!
I chociaż przed wyjazdem chwilę wahałam się czy warto jechać 3 dni w jedną stronę żeby posiedzieć na Lofotach ( na swoje usprawiedliwienie dodam, że studnia, organizacja ślubu i długi brak samochodu trochę namieszały ), to jestem przeszczęśliwa, że mój pozytywnie uparty mąż nie odpuścił i znalazł samochód na 2 tygodnie przed wyjazdem 🙂
Dostać się tam jest rzeczywiście okropnie ciężko, ale gdy już znajdziemy się na wymarzonych Lofotach, trafiamy do innego świata…
Piaszczyste, bezludne wyspy do zdobycia, błękitna woda i więcej zwierząt niż ludzi – takie cuda czekają na nas za kołem podbiegunowym. Bo czego chcieć więcej w podróży poślubnej 🙂
Orientacyjna mapka wyprawy

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Łowisko Wzory – Super miejsce do łowenia ryb i nie tylko

Jedni jadą naprawdę po ryby, my jeździmy na ryby, żeby łowić wschody słońca 😀
Kolejny wschód słońca podziwiany z przyczepy zaliczony :)!
Bo taki był cel naszego wielkiego „wędkowania”… 😉

Uwielbiam to miejsce nad stawami. Za miejsce campingowe płacimy groszowe 15 zł od wędki ( a po co nam dwie?)  a z racji braku budek kebabowych możemy siedzieć nad samą wodą całą noc bez towarzystwa imprezowych  melanżowników.
Czasami tylko w przekręcaniu kiełbasek przeszkodzi bękart, który od czasu do czasu się złapie.

Wracam myślami do tego gorącego, czerwcowego weekendu i nie mogę się już doczekać tych ciepłych dni
Już niedługo nowy sezon z przyczepą….:)

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Klimatyczna przyczepa kempingowa – Noc nad jeziorem

Czas powoli nadrobić zaległości na blogu. Jako pierwsze lądują zdjęcia z  Nocy Świętojańskiej. Zaopatrzeni w wianki, lampki i spławiki ruszyliśmy na ryby w ustronne miejsce niedaleko Nasutowa. Obyło się bez puszczania wianków – tego wędkarze raczej by mi nie wybaczyli … Podejrzewam, że i tak daleko im było do zrozumienia rytuału obwieszania przyczepy 😉
Ale najnowsze zdobycze po prostu musiały zawisnąć tej nocy. Girlandy i światełka oczywiście nie znikną i będą nam towarzyszyć we wszystkie wakacyjne nocne. Byleby tylko starczyło naładowanych baterii :D!

Też macie swojego misia podróżnika :)?

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Pomysł na weekend: Siedlisko Sobibór – Najlepsze miejsca na nocleg w Polsce

Koniec ze spaniem w przyczepie na podjeździe przed domem :)! ( co robimy dość często od dwóch miesięcy…;) ).  
Remont jeszcze w toku, ale zaliczyliśmy już pierwsze spanie w terenie.
I to nie byle gdzie 🙂 ! Trafiliśmy do magicznego Siedliska Sobór, ukrytego gdzieś pomiędzy przeludnioną Okuninką a Bugiem.
Zdecydowanie najpiękniejsza agroturystyka w jakiej byłam. Sielski spokój… naturalne produkty… a moje serce podbiła stylowa Stodoła i Studio Koronkowe.

W drogę :)!
W stronę Sobiboru
Pod Siedliskiem
Studio Koronkowe 
Parkujemy pod wznoszącymi się powoli domkami na drzewach ( już w sierpniu będą gotowe :)! ),
otwieramy okno z widokiem na łąkę i całą przyczepą chłoniemy uroki przyrody – łącznie z komarami 😉 
Co tu dużo mówić jest pięknie.
Pod domkami na drzewie

Przyczepa vs domek na drzewie
A raczej namiot  na drzewie….
Kilka dodatkowych metrów kabla zdobyte i przyczepa już kusi z oddali mieniąc się światełkami.
Spanie przy samej łące ma mnóstwo plusów.  Z samego rana  orkiestra ptaków tak szaleje, że nawet najcięższe chrapanie przestaje mieć znaczenie 🙂
Dla takich chwil warto wynurzyć się przyczepy o 4.30.

Dzień dobry Sobibór!
Bardzo szybki / bardzo zimny prysznic w saunie i ruszamy na pożywne śniadanie do Stodoły. Jest pysznie :)! Siedliskowej roboty chlebek, ser od sąsiadki zza płota, to tylko niektóre specjały 😀
Pan Kot zaprasza

Pan Alfred i Arek

My urzędujemy w przyczepie, a w Siedlisku odbywają się warsztaty pieczenia ciasteczek. Degustacja przebiegła pomyślnie 😀
Zbiegając z górki mijamy: saunę, miejsce na ognisko, przyczepę i Domki na drzewie
O dziwo, okazało się, że przyczepa zbawiennie chroni przed upałami.
Po tylu latach w namiocie, wentylator stał się szczytem luksusu 😉
Z tymi upałami to może niekoniecznie…

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Kupiliśmy przyczepę

 

Przyczepa kempingowa ostatnio pochłonęła nas do reszty.
A wcale nie zamierzaliśmy jej kupować  – zaczęło się jak zwykle bardzo niewinnie od wybierania bagażnika na rowery…
Tegoroczne wakacje planowaliśmy znowu spędzić na rowerach, mieliśmy jednak trochę dosyć ciągłego składania i pakowania ich do samochodu. A gdy do tego pojawiły się norweskie deszcze zamieniające wszystko w błoto, możecie sobie wyobrazić nasz bagażnik ….
Zaczęliśmy więc poszukania. Ten idealny wymagał dokupienia haka. Bagażnik, hak, jak już szaleć to szaleć,  może jeszcze bagażnik dachowy ? – do Norwegii weźmiemy przecież dużo jedzenia  – i tak się zwróci 😉
Po przeliczeniu wszystkich wydatków nie wyszło mało…
A skoro już mamy kupić hak,..może podpiąć pod niego coś większego…?
Przyczepa 😀 !
Zaczęliśmy do szukania maleńkiej Niewiadów, która miała spełniać raczej rolę bagażnika i rozwiązałaby problem spania. Oczywiście w trakcie wymagania lekko wzrosły i tak o to mamy 4-osobowego Caravelair’a 🙂
( tylko z rowerami dalej jest problem ;P ).
Przyczepę udało nam się kupić naprawdę w dobrym stanie. Bez charakterystycznych zatęchłych aromatów. Pozostało tylko dobudować łazienkę ( to te wygórowane wymagania,,,;) ), odmalować po swojemu i można ruszać w drogę :)!
Pełną metamorfozę i każdy kąt naszego pierwszego  M0 pokażę innym razem ( musimy dopieścić jeszcze wałkiem parę ścian i dopracować detale ),
a tymczasem zapraszam was w pierwsze spotkanie z naszym  Domem 🙂
Zaczynamy
W połowie drogi.

 

Jeszcze trochę pracy przed nami.
 Pierwsza warstwa farby podeschła, czas udać się na jazdę próbną 🙂
Nauka jazdy z podwójnymi lusterkami

 

 

Gdzie teraz :)?
Ahoj :)!

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId