Zdjęcia z Norwegii: Relacja z wystawy fotografii – „Zew Północy”

fot: Dariusz Hankiewicz
fot: Dariusz Hankiewicz

Kochani, 21 kwietnia miałam przyjemność otworzyć wystawę fotografii z naszych podróży do Norwegii.

„Zew Północy” możecie oglądać do 14 czerwca w „Klubie Lekarza” na ul. Chmielnej 4 w Lublinie.

Norwegia rowerem – Artykuł dla Travel Polska

Rowerem przez kraj Wikingów

Trzy tygodnie, dwa wa rowery, jeden pierścionek zaręczynowy

Lekko zaspana wyglądam przez poły namiotu. Gęsta jak śmietana mgła rozpływa się w świetle nadchodzącego dnia i powoli, niczym spod kurtyny ukazuje nam jeden z najpiękniejszych norweskich fiordów. Bramy odsłonięte – opadajace pionowo w dół klify nikną w wodach majestatycznego Lysefjordu.

Tekst dla National Geografic Polska – Z przyczepą kempingową na bajeczne Lofoty!

W głowie szumi jeszcze pierwszy taniec, we wstecznym lusterku podskakuje przyczepa kempingowa, a przed nami podróż za kołopodbiegunowe…

O naszej podróży poślubnej na bajeczne Lofoty możecie przeczytać na stronie National Geografic.

Dziękujemy za wyróżnienie!
Jechali przez Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię i Szwecją aż dotarli na północ Norwegii. Widoki były nieziemskie!

Kajak turystyczny – Spływy kajakowe w Polsce i Europie

Przepływamy przez wrota fiordu i nie możemy przestać wiosłować.
Król fiordów – Geiranger, zasługuje na swoje miano. Jego wody działają jak magnes. Nie sposób oderwać ręce od wioseł, za kolejnym zakrętem widok zachwyca nas coraz bardziej. Jak zaczarowani wpływamy coraz dalej i dalej na jego mroczne wody.
To miał być krótki rekonesans okolicy, a jestesmy już w połowie Geirangerfiordu wijącego się przez 15 kilometrów pomiędzy stromymi zboczami.
Nad nami urwiska, z których pionowo w dół spływają huczące wodosapady, pod nami prawie 700 metrów głebin – aż strach pomyśleć co za wodne potwory przepływają teraz pod nami! Tajemnicze cienie jednak się ujawniły, przy kajaku zaczynają wyskakiwać morświny, które przyjaźnie prychając dotrzymują nam towarzystwa . Unosimy głowy ku słońcu. 
Po bezchmurnym niebie krążą orły, czujnie zerkające z góry na Drogę Trolli i być może nas, płynących spokojnie przez wody Norwegii.
I jak tu nie płynąć ?
Ten za łukiem rzeki świat
Nasza przygoda z kajakiem zaczęła się do podróży na Lofoty.
Z początku mieliśmy kupić tylko bagażnik rowerowy, ale skoro i tak mieliśmy zamontować hak…. kupiliśmy przyczepę kempingową :)!
Rowery zostawiliśmy w domu, a do przyczepy wrzuciliśmy dmuchane canoe. I to był strzał w 10!
Przez Norweskie Fiordy
Zabawmy się w pierwsych wikingów i wyruszmy na odkrywanie nieznanych lądów!
Bo krainę fiordów najlepiej poznawać od strony wody. Nie ma nic piękniejszego od przemierzania norweskich wód kajakiem.
Przed przyczepą dmuchamy kajak i ruszamy na podbój bezludnych wysp.
Takich niezamieszkałych wysp na Lofotach są tysiące. Dopływając do jednej z nich czujemy się jak pierwsi odkrywcy, szalejemy po onieśmielająco białym piasku i zbieramy muszelki niczym nie odbiegające od tych z krajów śródziemnomorskich. A wszystko to 300 kilometrów za kołem podbiegunowym!

Znów wyruszamy na wody fiordów. Zarzucamy wędkę i zerkamy za przynetą znikającą w otchłani. Błystka przecina taflę wody kusząco mieniącą się błekitem, by zaraz dać się pochłonąć w gęstniejących mrocznych odcieniach. ..coraz głębiej i głebiej… Pod nami ponad pół kilometra niezbadanych odchłani wodnego świata. Czasami aż strach zarzucać wędkę – halibuty w fiordach dochodzą do 50 kilo, a na otwartych wodach mogą osiagnąć zawrotne 200 kilogramów! Na szczęście w naszym kajaku wylądowały tylko tłuścioutkie makrele, zapowiadające wspaniałą kolację.

Okazuje się, ze wcale nie jesteśmy sami ! Brzeg zosatał już obstawiony przez armię mew, a wkurzona wydra podchodzi do nas na wyciągniecie ręki by głośnym ofukiwaniem dać nam znać, że jestesmy na Jej terenie! Po chwili ostentacyjnie odwraca się do nas plecami by dać nura do fiordu i wypłoszyć wszystkie ryby. Już nic dzisiaj nie zlowimy.

Zasiadamy do kolacji przy świdrujących spojrzeniach mew.
Nie potrzebujemy świec – wieczorem czeka nas sleptakl świateł. Zielona łuna zorzy rozpościera się nad naszymi głowami, by rozbudzić nasze marzenia i zniknąć jakby nigdy nic chwilę potem . O to jej chodziło – trzeba tu wrócic po jeszcze!

 

Polska kajakiem
Canoe kupiliśmy z myślą o wodach Norwegii ale od tamtej pory na innnych wyjazdach jesteśmy nierozłączni
Nie musimy jechać aż 3 tysiące kilometrów żeby poczuć wiatr przygody na twarzy!
Rozejrzyjmy się wokół nas. Polska też kryje mnóstwo zapomnianych wodnych ścieżek!
Na pierwszy spływ wybraliśmy krótki odcinek Wisły – dosłownie kawałek za znanymi miastami ta rzeka potrafi onieśmielać dzikością.
Bezludne wyspy? Prawie nietknięta przez człowieka przyroda? Tak, to piękny fragment Wisły z zaraz za Annopoloem w kierunku Kazmierza Dolnego.
Canoe zapakowaliśmy do plecaka i wiosłem w ręce złapaliśmy stopa, by płynąc z nurtem wrócić po samochód w okolicach Józefowa.
A możeby tak kiedyś przepłynąć całą rzekę….?

Mops na pokładzie

Wspaniale jest mieć wspólne pasje i dzielić je z rodziną, a skoro jest już nas trójka – do kajaka wskakujemy wszyscy razem. Cztery nogi i cztery łapy meldują się na pokładzie.
Nasz mops świetnie odnalazł się w kajaku, mimo że za pierwszym razem rzeka trochę nas poniosła.
Pewien bardzo zimny weekend majowy, dmuchane canoe i mops w kapoku na pokładzie – zaczynamy spływ Dunajcem.

Przed nami trasa znana dobrze ze spływów tratwą – Sromowce Wyżne – Szczawnica. Malowniczy początek nie zwiastuje silnych prądów. Powoli mkniemy kajakiem pomiędzy górami, a Toudi na zmianę podchrapuje cicho lub oszczekuje wymijających nas flisaków. Majestatyczny widok na Trzy Korony trochę nas rozleniwił, zaraz potem czekały nas fale i silne prądy! Jedna osoba za burtą, lodowata woda i tylko mops wyszedł z tego suchą łapą.

Pamiętajmy o kamizelkach i kaskach na głowę – spływ kajakiem różni się od przepłynięcia rzeki tratwą – czeka nas mały rafting.

Nie jest to rzeka łatwa, ale dostarczyła nam dużo wrażeń i oczywiście widoków.

P.S. Podobno zakaz wchodzenia z psem do Pienińskiego PN się na wodze się nie liczy 😉
A może spływ Bugiem?
Tuż przy granicy z Ukrainą czas płynie wolniej a komórki tracą zasięg, a my możemy zatracić się w tym spokoju i zaszyć gdzieś pomiędzy polami rzekapu…
Przed nami jeden z najbardziej malowniczych odcinków tej rzeki – przełom Bugu w okolicach Ślipcza.
Wieżowce w skarpach piachu budują tu jaskółki, a śpiewu ptaków nie zakłóca żaden samochód. Tempo nurtu jest spacerowe, ale tego nam było trzeba. Istne sielsko anielsko.
Chociaż nie obyło się przez przygód. Jaskółki nas nie ostrzegły – kryjemy się przed nawałnicą pod kajakami! Jak się okazało pod canoe zmieści się całkiem sporo osób, plus mops. Cali mokrzy ogrzewamy się przy ognisku i zasiadamy do smakowitego kociołka.
Ach te wschodnie rejony. Czy może być coś smaczniejszego?
Na Bałkany
Kto raz pojedzie na Bałkany na pewno tam wróci. Klasyczna Chorwacja nie musi być nudna. Zabierzmy ze sobą canoe i przepłyńmy się wzdłuż skalistego wybrzeża Wyspy Pag.
Góry, krystalicznie czysta woda i te kolory… Księżycowy krajobraz przypomina mi trochę Lofoty, z tą różnicą, że możemy zanurzyć się w tym błękicie bez szczękania zębami.
Pakujemy grilla i ruszamy do opuszczonego szałasu w jednej z zatoczek. Przepis na idealną kolację? Kiełbaski, paski ser i regionalne wino doprawione zachodzącym słońcem i cichym pobekiwaniem owiec pasących się tuż za skałą
Tuż za chorwacką granicą czekają na nas najpiękniejsze wodospady.
Może nie są największe, nie tak znane jak PN Chorwacji, ale to w Bośni i Hercegowinie możemy podziwiać je przy świetle księżyca, a w dzień podpłynąć pod samą ścianę wody kajakiem.
Wstajemy z samego rana by z kawą w ręce ruszyć na wody Kravicy. Cykady budzą się do życia, temperatura podnosi, a my podpływamy pod samą taflę wodospadów.
Obłoczek wody zrasza nam twarze i jeden pomarszczony pyszczek.
Zadowolony Toudi mości się wygodnie na dziobie – to jak płyniemy dalej?
Canoe organizacyjnie
  • po złożeniu zajmuje bardzo mało miejsca – można je schować w plecaku ( ale uwaga, waży ok 18kg  😉 ). Z canoe na plecach i wiosłem w ręce łapaliśmy nawet stopa.
  • może wygląda niepozronnie, ale to dmuchane cudo zosatło stworzone do raftingu i jest odporne nawet na otaracia o skały
  • jest bardzo pojemne. Oprócz nas mieści się nasz mops i obowiązkowo kosz piknikowy albo  grill.
  • gdy mamy do przejechania krótki odcinek mocujemy canoe pasami na dachu.
  • pompką samochodową dmucha się dosłownie chwilę, ale zawsze w razie czego zabieramy ze sobą pompkę ręczną.
  • A jak sobie radzi Toudi?  Chwilę zajęło mu zapoznanie się z wodą i złapanie balansu na krawędzi, a teraz wszystko mu jedno – byle z nami 😀 Przeważnie patrzy się na wodę, a potem idzie pochrapać na dziobie. Kamizelkę zakładamy prawie zawsze ( taki model kupiliśmy w Juli ), a na rzekach dodatkowo przypinamy go mocną liną do naszych kamizelek.   Nasza baryłka zdecydowanie woli pływać kajakiem niż wpław 🙂
  • model naszego canoe – Gumotex Palava
Kamizelka dostępna w  Juli

Norwegia – 10 najpiękniejszych miejsc na nocleg w Norwegii

Dwa lata pod rząd spędzaliśmy wakcje w Norwegii i chociaż panująca tam pogoda nie jest specjalnie urlopowa, to nie da się nie zakochać się w tych miejscach!
Nic więc dziwnego, że najpiękniejsze miejsca noclegowe z życiu znaleźliśmy właśnie tam.  Czasami marzliśmy strasznie w namiocie targanym przez północne wiatry i opatuleni w ciepłe czapki myliśmy zęby tuż nad ogniskiem, by choć na chwilę uchronić się przed przeszywającym zimnem z lodowca. Raz pod namiotem, raz w przyczepie kempingowej, tylko tutaj kawa na wodzie ze strumienie smakowała tak pysznie! Kubki malin i jagód zbierane wokół namiotu i maklele łowione zaraz po wstaniu z „łóżka”.  Zdecydowanie wybieram noce pod niebem z milionem gwiazd niż pięciogwiazkowe hotele.
W Norwegii można rozbijać się legalnie praktycznie wszędzie ( byleby nie pod czyimś domem). Na  najpiękniejsze „campingi” trafiliśmy więc na szczytach, plażach czy też nad fiordami. Ale na polach namiotowych z prawdziego zdarzenia też można znaleźć miejsce z widokiem .

Oto Top 10 najpiękniejszych miejsc w Norwegii na nocleg 🙂

1- Odda
Mapa )
W niektórych miejscowościach bez sensu szukać dzikiego miejsca na rozbicie. Po prostu camping i tak znajduje się w najładniejszym możliwym  miejscu.
Jeżeli mamy szczęście rozbijemy się nad samym jeziorkiem z widokiem na dolinę wodospadów – koniecznie wybierzcie się do wodospadów Latefoss w Hardanger ! To tylko parę kilometrów od campingu – a w nocy ich szum utuli was do snu.
Ubierzcie się ciepło – chłód z lodowca wisi w powietrzu!
Więcej o Oddzie tutaj – KLIK
2 – Jezioro Tysdal – Rogaland
Mapa )
To miejsce znaleźliśmy zupełnie przypadkiem jadąc rowerami spod Preikestolen. Miejsce kempingowe z prawdziwego zdrzenia – Whatne Camping, znajdowało się tuż obok, ale to piękne jezioro zachwyciło nas tak bardzo, że postanowiliśmy zrezygnować z kąpieli w ciepłej wodzie na rzecz takiego widoku z rana. Kto by myślał o prysznicu mając takie „Morskie Oko” tylko dla siebie!
Coś dla odmiany od fiordów, za miescowością Tysdal czekają nas co chwilę takie urzekająca jeziora i  góry Rogalandu.
3- camping nad Sognefiordem
Mapa – Botnen Camping )
Można powiedzieć, że trochę przymusowo ugrzęźliśmy na tym campingu z powodu padającego przez 3dni deszczu, ale przynacie chyba, że mimo fatalnej pogody i tak robi wrażenie. Największy fjord w Norwegii  z otwartymi ku morzu wrotami  budzi respekt. Można godzinami wpatrywać się w magnetyzującą głębię i wypatywać morświnów (  i to nam się udało:D !)
4 – szkockie klimaty
Mapa )
Zielono tutaj! Camping na półwyspie na wschód od Bergen ( w kierunku Sotry ) zachwycił nas opadającymi w doł skałami i soczyście zielonymi łąkami, na których  przy samym campingu pasły się owce. Schodząc po stromych zboczach nad samą wodę trafiamy do wędkarksiego raju, a wieczorem z ławeczki nad urwiskiem podziwaimy bardzo późny zachód słońca- w lecie słońce prawie w ogóle nie zachodzi.
5 – Lofoty
Mapa – miejsca niestety dokładnie nie zaznaczyliśmy, ale takich miejsc jest pełno przy głównej trasie – E10 )
I nareszcie ukochane Lofoty! Tutaj każde miejsce zasługiwałoby na podium.
Ten nocleg jak to w przypadku noclegów marzeń, znaleźliśmy zupełnie przypadkiem. Wjeżdzając na Lofoty i kierując się główną E10.  Tylko popatrzcie…
Żeby było piękniej, parę minut kajakiem dalej czekała na nas zupłenine bezludna wyspa.
Więcej zdjęć z tego cudownego miesca znajdziecie  tutaj – KLIK
i tutaj KLIK
6 – Flakstad
Mapa )
Jedna z obłędniejszych plaż na jakich byłam. Znajduje się prawie na samym końcu archipelagu Lofotów, a na małym parkinkgu na noc zostaje zaledwie kilka kamperów, więc możemy mieć plażę w zasadzie tylko dla siebie – nic tylko szaleć!
Więcej o plaży tutaj KLIK
i tutaj KLIK
7 – Ramberg
Mapa )
Kolejna rajska plaża na Lofotach, znajdująca się zaledwie kilkanaście kilometrów za Flakstad. Ciężko by było podjąć decyzję, która z plaż jest piękniejsza. Na korzyść Flakstad przemawia tylko fakt, że można spać przy niej na dziko, a w Ramberg jedyne miejsce do zaparkowania to camping. Ale chyba nie ma co narzekać na taki widok z campingu! 😀
Plaża jest bajeczna!
P.S. Nie zapominajmy, że to cudo znajduje się za kołem podbiegunowym :)!
 8 – Noc pod lodowcem
(  Mapa )
Kolejny Hit! Jadąc ze zwiedzania lodowca Biksdalsbreen w kierunku Oslo, tuż za miejsowością Skei, zmęczeni skręciliśmy za strzałeczką na parking. Jakie było nasze zdumienie gdy okaząło sie, że znajdujemy się pod samą czapą lodowca, a przechodząc przez mały mostek trafiamy nad kystalicznie czyste jeziorko. Do rzekomo najłatwiej dostępnego lodowca szliśmy tego dnia 1,5h, a  okazało się, że tu możemy podjechać pod sam jęzor lodowca Jostedalsbreen! O poranku przywitało nas mroźne powietrze i błękitne kryształy iskrzące się w promieniach wschodzącego słońca. Ta noc miałą w sobie coś magicznego.
Więcej o lodowcach tutaj- KLIK
9 –  Hellesylt nad Geirangerfiordem
Mapa )
Mimo,że to camping  miejsce należy do naszych ulubionych. Mieliśmy zatrzymać się na jeden dzień, zostaliśmy trzy. Geirangerfiord nie bez  powodu nazywany jest królem fiodów – ma moc przyciągania!
Pod sam camping podpływają olbrzymie wycieczkowce, które wcale nie przeszkadzają, a tylko urozmaicają krajobraz. Mniejszym promem możemy dostać się do znajdującej się 15km dalej miejscowośći Geiranger słynącej z trolli, lub tak jak my „niechcący” przepływając cały fiord kajakiem.
Po drodze mijamy dwa piekne wodospady, opadających do fiordu ze stromego zobocza, a jeśli szczęście nam sprzyja w rejsie towarzyszyć nam będą morświny!
Sama mieścinaka Hellesylt jest niezwykle spokojna, powiedziałabym wręcz  wymarła, ale czego więcej potrzeba do łowienia ryb i grillowania na campingu?
Więcej o Geirangerze znajdziecie tutaj – KLIK
10 –  Noc na Preiekstolen 
Mapa )
I nasza wisienka na torcie – noc w namiocie na szczycie słynnej półki skalnej, znanej również jako Pulpit Rock. Aby uniknąć tłumów ( to chyba jedyne miejsce w Norwegii gdzie obijaliśmy się o drugiego człowieka) zapakowaliśmy namiot do sakw i rozbiliśmy się na samej górze. Zamiast śledzi z pomocą przyszły nam kamienie, a my mogliśmy podziwiać Lysefiord zupełni sami.
Kawa z nogami zwisającymi nad przepaścią budzi jak żadna inna!
Skrawek na brzegu klifu o wysokości 604m ( to prawie trzy Pałace Kultury!) to zdecydowanie mój ulubiony metr kwadratowy Norwegii!
Więcej zdjęć tutaj – KLIK
 

Najpiękniejszy fiord w Norwegii – Geirangerfjord kajakiem

Trzy noce spędziliśmy nad Geirangerem- nie bez powodu nazywanym królem fiodów. Mieliśy zostać tylko jeden dzień i ruszyć dalej, ale nie sposób było oderwać się od tego widoku z przyczepy…
Ma moc przyciągania o czym przekonaliśmy się już pierwszego dnia.

Ze względu na przyczepę odpuściliśmy sobie drogę Trolli i Orłów, ale czasu nie zmarnowaliśmy :)!
Bo fiord trzeba zobaczyć z perspektywy tafli wody.  .
Z koszykiem piknikowym wskoczyliśy do kajaka i wyruszliśmy zobaczyć „co jest za rogiem”. Pod nami 700metrów głębin – lepiej nie mysleć jakie potwory przepływają pod nami! Za każdym zakrętem otwierały się przed nami coraz to piękniejsze wrota- aż szkoda zawracać! 15 kilometrów dalej,z odciskami na palcach, wyjadająć ostatnie czekoladki z koszyka zupełenie „niechcący” byliśmy już na drugim końcu fiordu – w miejscowości Gereinger.

Cała trasa, z Hellesylt do Geiranger, którą  promy pokonują w 1,5h zleciała nie wiadomo kiedy . A mielliśy tylko lekko odbić od campingu… Zadzieramy głowy ku stromym szczytom, mijamy słynne wodospady i odpoczywamy stołująć się na skałach, a co jakiś czas nasz kajak okrążają wyskakujące z wody morświny! –  w końcu wyjaśniło się kto w nocy wydaje te wzgarliwe prychnięcia ;)!  I chociaż przed samym Gereingerem ręce odmawiały już posłuszeństwa. to przy hitach Abby płynących z głośnika, wiosła same wpadały w rytm!
O powrocie w drugą stronę nie było już mowy, albo śpimy w wypatrzonym wczesniej szałasie, albo … wyprosimy kapitana promu żeby zabrał nas na drugi brzeg na tzw. krechę. Prom tani nie był, a ze sobą mieliśy przysłowiowe 10 złotych. Tak się wybraliśmy! Kapitan, który na pewno mijał nas tego dnia kilka razy,  zabrał nas z  lekkim usmiechem, a zapłaciliśmy na drugm brzegu 🙂
A widoki z promu też niczego sobie 🙂

Drugiego dnia czekała nas już istna norweska sielanka.
Canoe zacumowane bezpiecznie w przystani czeka na dalsze wyprawy, a my wyławiamy z mrocznego fiordu makrele – problem kolacji rozwiązany! Po jakimś czasie ofukała nas wkurzona wydra, której wyjadaliśmy prowiant, wskakując do wody rozgoniła nam całą ławicę i musieliśmy  zadwolić się trzeba rybami 😀
Grillujemy na palenisku, rozgrzewamy się winem,a nad nami na krótką chwilę pojawiła się smuga zorzy….
Idealne zakończenie podróży <3

Camping Hellesylt – mierzymy swoje siły

Morświny!

Czas na kawę

Ostatkiem sił -Abba gra!

Teddy podróżnik

Geiranger

Bezpieczni na promie 😀

Poranki w przyczepie

Łowimy makrele

Wodospany w Hellesylt

Lodowce w Norwegii : Briksdalsbreen, Jostedalsbreen. Miejsce na super nocleg w Norwegii

 Norwegia to przede wszystkim kraj kontrastów. Jedengo dnia możemy opalać sie na bajecznych  Lofotach, a drugiego opatuleni w zimową czapkę podziwiać lodowce. Zboczmy więc na chwilę z głównej drogi, aby na włąsnej skórze poczuć chłód największego lodowca w  kontynentalnej Europie!
Do zobaczenia mamy kilka jęzorów olbrzymiego lodowca. My zajechaliśmy na Briksdalsbreen.  Chociaż lodowiec może nie zrobił na mnie efektu „Wow”,  to warto !
Dlaczego? Jeszcze parę lat temu można było zrobić spektakularne zdjęcia pod jego jęzorem, który sięgał aż do błękitnego jeziorka. W 2006 w ciągu kilku mięsiecy stopniało kilkadziesiąt metrów lodu,  a wspinaczki po nim zkazano…
Trzeba więc zadowilić się  widokiem samej czapy lodowca – póki jest! – i tak sam fakt, że uchowły się  po epoce lodowcowej robi wrażenie.
Sama wycieczka trasą dostarcza wrażeń.
Od Olsen odbijamy w kierunku Briksdalsbreen i mijamy krystalicznie czyste jeziorka, a podczas ok godzinnego trekkingu zostaniemy solidnie oblani wodą w fantastycznych wodospadów 😀 To lubimy!
Do tego jeżeli jedziemy na własną rękę mamy duże szanse, że pod samym jęzorem nie spotakmy nikogo. 
I wtedy robi się naprawdę magicznie… – jak to w Norwegii 😀
Olsen – Briksdalsbreen
„Mokry mostek”
Według przewodników to najłatwiej dostępne podejście pod lodowiec. Odbicie od glównej drogi zajmuje ok 1h, trekking kolejne 1h. Trasa warta zobaczenia, ale…. przypadkowo znaleźliśmy dojazd pod SAM lodowiec. ( To tutaj – KLIK )
Gdzieś za Skei, jadąc w kieunku Oslo zmęczeni odbiliśmy od głównej drogi i znaleźliśmy jedno z ciekawszych miejsc – nocleg przeczepą pod samą czapą lodowca!
W nocy porządnie wiało lodem ale wrażenia niesamowite  :D!

Co warto zobaczyć w Norwegii ? – Reine i Å

Chcecie zobaczyć ostatnie miesjcowości na Lofotach?- to już końcówka tego archipelagu, a miasteczka są fantastyczne.
Malutkie, milutkie, typowo norweskie – jednym słowem kostelig!
Wiecie skąd pomysł na czerwone domki? – kiedyś rybacy nocowali pod odwróconymi do góry nogami łódkami, aż zaczęli stawiać małe doraźne chatki. Czerwona farba jest po prostu najtańsza- kolor powstaje ze zmieszania z krwią zwierząt. Pomalowane na biało domki są bardziej prestiżowe.
Dla mnie te pokryte trawą chatki są najbardziej klimatyczne.
Pod koniec podóży po Lofotach trafiliśmy do dwóch norweskich mieścinek – Reine i Å  ( Czytanej jako  grube „Ooooooo”).
Mimo, że na Å  kończy się norweska droga i było dla nas ważnym docelowym punktem to jednak Reine podobało nam się dużo bardziej. To tam napstrykaliśmy mnóstwo zdjęć, a  w Å? Poza kultowym zdjęciem tablickczki w zasadzie tylko przez nie przeszliśmy. Nie różniło się praktycznie niczym – te same chatki, ale sama wioska była dużo mniejsza, z gorszym widokiem i jedyną wątpliwą atrakcją – muzeum dorsza. 
Zajrzyjcie najpierw do Reine :D!

W sezonie na dorsza to tutaj suszone są ryby

W Norwegii też czasami jest gorąco
Å

Norwegia, Lofoty: Ramberg – Najpiękniejsza plaża w Europie

I jak tu nie zakochać się w Lofotach?
Plaże na Lofotach są jednym słowem rajskie, aż ciężko uwierzyć że znajdują się tak daleko na północy! Ramberg to najdłuższa piaszczysta plaża na tym archipelagu,a nie ma tu prawie nikogo.
Biały piasek, lazurowa woda i szczyty gór w tle, absolutnie ani śladu leżaków, a już na pewno parawanów ;)!
Można bezczynnie wylegiwać się na słońcu, a nawet wykąpać się w Morzu Norweskim. Na ten moment czekaliśmy kilka tysięcy kilometrów.

Ramberg to nasza druga plaża za kołem podbiegunowym.
 Minusa dajemy jedynie za brak kameralnego miejsca na camping.  W zatoczce z najładniejszym widokiem był zakaz dłuższego postoju ( rzadko tutaj spotykany ), a do rozbicia się pozostał nam camping. Camping niczego sobie, ale jeżeli mamy wybór zawsze wolimy zaparkować nad samą wodą, a nie między kamperami…

Plaża oczywiście jest piękna i mimo, że znajduje się przy campingu nie ma tu większego ruchu ( jak to wszędzie w Norwegii 😀 ). Znajdziemy tu standardowo prysznice, pralnię, a nawet restaurację i sklepik ( bo to nie jest takie oczywiste 😉 ), a pod nosem małe miasteczko z marketem, solarium na żetony i siłownią „Pedal”, ale jeżeli nie potrzebujemy tych wszystkich „atrakcji” zdecydowanie zabawiłabym dłużej na kameralnej Flakstad ( KLIK ) 🙂

Ramberg

Camping widać na samym końcu plaży.
To ta piękna zatoczka z zakazem postoju.
Na campingu. Jeden z najbardziej słonecznych dni na Lofotach.
Krótka kąpiel zaliczona 😀
Jedziemy na wypad do „miasta”
Miasteczko przy campingu ( oczywiście można  też dojść pieszo )

Solarium na żetony w markecie

Nasz camping – widok z canoe
Grillujemy

Dobranoc …