Tekst dla National Geographic Polska – Z przyczepą kempingową na bajeczne Lofoty!

W głowie szumi jeszcze pierwszy taniec, we wstecznym lusterku podskakuje przyczepa kempingowa, a przed nami podróż za koło podbiegunowe…

O naszej podróży poślubnej na bajeczne Lofoty możecie przeczytać na stronie National Geographic.

Dziękujemy za wyróżnienie!
Jechali przez Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię i Szwecją aż dotarli na północ Norwegii. Widoki były nieziemskie!

 

Litwa – Łotwa – Estonia

Co chwilę tylko zerkam w lusterko czy dom za nami jedzie, drzwi i okna pozamykane ( oj tak, firanki  już nieraz powiewały jak kraciasta flaga ), a z szaf nie lecą ciuchy na podłogę ( ciuchy ciuchami byleby dżem do nich nie dołączył ).
Ja nawiguję, Arek jedzie. Z mapą idzie mi całkiem nieźle, tylko czasami mylę tory z granicami…

Najchętniej od razu przeskoczyłabym 3 tysiące kilometrów dalej i zbombardowałabym post zdjęciami z Lofotów, ale koło podbiegunowe poczeka ( chociaż nie mogę już wytrzymać :)! ). Po to jest przyczepa, żeby uszczknąć z drogi jak najwięcej.  Po drodze też było ciekawie 🙂
Emocje z wyjazdem zaczęły się już na samym początku.
Mało brakowało a wylądowalibyśmy gdzieś dużo, dużo bliżej, w bardziej przyziemnych klimatach. Przez jakiś czas wyjazd stanął pod znakiem zapytania.
Najpierw ze względu na brak samochodu, a gdy już mieliśmy komplet i z klaksonem pożegnaliśmy się z całą ulicą, okazało się, że musimy zostawić samochód na szybki ostry dyżur. Na szczęście dzięki fachowej i ekspresowej pomocy wyruszyliśmy :D!
Trzy pożegnania wyszły nam na dobre. Limit awarii wyczerpał się na samym początku i ze słoniem na szczęście, misiem podróżnikiem i pluszowym Murzynem dotarliśmy bez żadnych problemów aż na koniec Lofotów 🙂

Cały dobytek w przyczepie, czekamy na samochód

Łapiemy słońce za warsztatem samochodowym

Sprawdzimy co jest po drugiej stronie tęczy

Samochód ku naszej radości odbieramy o 16. Dzień nie jest jeszcze stracony – zdążymy dojechać za Suwałki.
Plan na najbliższe 2 dni – Litwa – Łotwa – Estonia.

Na Lofoty wybraliśmy najkrótszą drogę przez Finlandię. Dzięki temu przynajmniej na początku ominiemy góry, a do tego spełnię marzenie o Świętym Mikołaju 😀
( A tak z perspektywy przejazdu przez 7 państw, najgorzej przeciągnąć przyczepę przez nasze drogi….)

Naszą pierwszą noc spędzamy w Szypliszkach na postoju dla tirów, za oknem istne tirowe Las Vegas. Opaska na oczy spisała się więc nie tylko w białe noce.
 Wyciągamy się w wiecznie pościelonym łóżeczku ( ależ wygoda! ) i zasypiamy się jak w domu…

Postój na stacji kosztuje 15 zł – 2 kawy gratis 😉 

Rada przy kawie od pana z tira-  nie trąbić na łosie na drodze – to działa jak płachta na byka!
Nie mieliśmy okazji przekonać się co lubią łosie. Na naszej drodze pojawiały się tylko znudzone leżeniem na drodze owce i  stada reniferów.

Mogliśmy też posiedzieć w tirze

Dopiero gdy przekraczamy granicę z Litwą poczułam, że naprawdę jesteśmy w drodze. Radość z podróży jest ogromna, chociaż sama Litwa nie specjalnie urzekła nas widokami. 
Łąki, wsie, i tak na zmianę, a na Łotwie do widokówki za oknem dołączyła ściana lasów.
Do czasu aż zza drzew zaczęło przebijać coś więcej.

Pierwsza naklejka zebrana i Long vehicle rusza delej

Morze to już zupełnie co innego. Zwykła rozpuszczalna smakuje jak nigdy, gdy robi się ją w przyczepie 5 kroków od plaży.  Cała plaża zamienia się w naszą kameralną kawiarnię.
Bierzemy kubki, piasek miło chrzęści pod stopami i trochę w zębach…
Wiatr z północy studzi nam kawę i zasiewa ziarenko pięknej przygody.
A to dopiero początek.

Nawet miś poczuł powiew przygody!

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId