Recenzja Surstromming – Najbardziej śmierdzące śledzie na świecie!

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

W końcu zebraliśmy się na odwagę i otworzyliśmy legendarne szwedzkie śledzie – Surströmming  !
Czy rzeczywiście śmierdzą tak okropnie, a smakują jeszcze gorzej? Czy naprawdę samo przedziurawienie puszki powoduje odruch wymiotny ?
Pamiątka ze Szwecji przeleżała nietknięta pół roku zanim się zebraliśmy. Ze strachem w oczach sprawdziliśmy co kryje w sobie ta niepozorna puszka z niepokojąco wydętym wieczkiem i….. wcale nie było tak źle!
Oczekiwania:
Prześmierdzące historie krążą o tych najobrzydliwszych śledziach na świecie.
Ale mieliśmy na nie specjalne zamówienie 😀 

Po długich poszukiwaniach w końcu znaleźliśmy je w szwedzkim markecie, a pani przy kasie z dziwną miną życzyła nam „powodzenia”. Nasz niepokój rósł…

Podobno są nawet zjadliwie, ale sam odór jest niewyobrażalny….
Pod żadnym pozorem nie powinno otwierać się ich w domu, a najlepiej zrobić to pod wodą.
Naoglądaliśmy się popularnych filmików na Youtube, były przerażające – szczególnie ten z obleśnym grubasem, który nawet jeszcze nie wziął przysmaku do ust a już zwracał….:/ 
Skażone taką opinią nietknięte śledzie przeleżały tak w szafie całą zimę. Aż pewnego słonecznego dnia, pod koniec stycznia poczuliśmy wiosnę … Doczekały się 🙂
Rzeczywistość :
Kamerki nastawione, nagrywamy – czy nasz film też będzie taki okropny? Przypomniałam sobie wszystkie nagrania z internetu i rozejrzałam się w poszukiwaniu drogi ucieczki…
Puszka pstryknęła. I NIC…
Otwieramy dalej. Nic takiego się nie stało, nikogo nie zmiotło, w ogóle nic nie czujemy.
Trzeba podjeść bliżej.
Normalnie można nachylić się i powąchać. Fakt – pachnie padliną, starą rybą, czymś bynajmniej nie zjadliwym i mało apetycznie, ale na pewno nie jest to zapach powodujący wymioty.
Te wszystkie przerażające filmiki z mnóstwem przekleństw i zwracaniem są dla nas przereklamowane…
Damy radę nawet spróbować 🙂
Smak jest dużo gorszy niż zapach.
Na pierwszy rzut czuję pieczenie na języku – dużo, dużo soli. Sama konsystencja jest trochę śliska i obleśna, teraz mocno staje się wyczuwalny zapach sfermentowanej ryby, ale da się odgryźć i przełknąć kawałek…
Daliśmy radę z Surstromming :)!


P.S. Trochę gorzej było później…. Przynajmniej ja czułam efekt rybnej fermentację w brzuchu …i niczym do wieczora nie dało się zagryźć tego bagienka…. :>
Posmak szamba pozostał 🙂
Ale być może to dlatego, że dla wydobycia większego smrodu podgrzaliśmy je na ogniu :D?
Pachniało co prawda niezłym bagnem, ale dało się zjeść…. 🙂
Próbujemy wydobyć z tego jakiś smród :)!

HIT ! Restauracja na giełdzie staroci! Gdzie zjeść w Sandomierzu ?

To był dla mnie absolutny HIT!
W tak osobliwej „restauracji” nie byłam już dawno, a nawet nie wiem czy można nazwać to miejsce knajpą 😉
Modne ostatnio, stylizowane na stare food trucki są ok, ale często brakuje mi w nich tego prawdziwego klimatu. Za to to unikatowe miejsce znaleźliśmy zupełnie przez przypadek.
 Z samego rana ruszyliśmy na giełdę w Sandomierzu szukać skarbów. Może akurat znajdziemy coś do mieszkania? Przy rytmie disco – polo puszczanego z wątpliwej jakości sprzętu i światłach z kolorofonu, przedzieraliśmy się przez kilogramy warzyw, góry krzeseł, bibelotów, sprzętu wojskowego i żywych królików. W tym całym rozgardiaszu udało nam się upolować całkiem niezłą i tanią kołdrę ( uprzedzam pytanie – oczywiście nieużywaną;)! ).
Zza straganów zaczął unosić się gesty dym. Czy to kolejna bajerancka zadymiarka? Nie, to absolutnie boski zapach szaszłyków o poranku. Autobus, który skojarzył nam się z pamiętnymi wakacjami na Krymie skradł nasze serce. Objuczeni w kołdrę i płyny do prania szybko zajęliśmy dogodne miejsce – zaraz za przyciskiem „STOP”. Szaszłyki, kiełbaski, flaczki i kawa w papierowym kubku  – musimy tam wrócić :D! 

A sama giełda to uczta dla oka i fantazji :)!

Pozostając w tak unikatowym klimacie, w porze obiadowej stołowaliśmy się  w prawdziwym barze mlecznym w Tarnobrzegu.
Uwielbiam miejsca, w których czas się zatrzymał.

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Zielone hity

Hmmm, zima na chwilę znowu powróciła i zaskoczyła rowerzystów w drodze do domu… 😉 W związku z tym proponuję kilka zielonych przekąsek, na przywoływanie wiosny 🙂
1 – rzeżucha 
Sianie rzeżuchy zawsze kojarzy mi się z wiosną i króliczkami wielkanocnymi. Jeżeli tak jak ja, nie możecie doczekać się ciepłych dni, kiełkujące smakowite roślinki na pewno poprawią wam humor 🙂 
Pomysł na rzeżuchę:
– biały ser półtłusty ( kroimy w drobną kostkę lub kruszymy )
 – czerwona papryka
– pomidorki koktajlowe
– oliwki
– pokruszone orzechy włoskie
– łyżka musztardy francuskiej
– sól, pieprz
– dużo rzeżuchy
2 – zielone smoothie
Mój ulubieniec – mogłabym go pić codziennie. Gęsty do jedzenia łyżeczką.
Miksujemy:
– 1 jabłko
– 2 pomarańcze
– 2 szt. kiwi
– garść szpinaku

Zielone koktajle
Bardziej sycące z bananem i jogurtem. 
 3 – orzeźwiający smak kiwi:
– jogurt naturalny / kefir
– banan
– 2 szt. kiwi
Jogurt + banan + kiwi
4 – koktajl bananowo – pietruszkowy:
Ciekawy, aksamitny, prawie wytrawny smak. Miksujemy:
– szklankę jogurtu naturalnego
– dojrzałego banana
– garść natki pietruszki

Jogurt naturalny + banan + natka pietruszki
5 – awokado
Chleb podpieczony w tosterze, posmarowany grubą warstwą dojrzałego awokado. Banał a jakie pyszne.
Smak tkwi w prostocie dania.
 Równie smakowite z dodatkami – jajko na miękko i prażone ziarna słonecznika.

6 – warstwowa sałatka brokułowa

1 – ugotowane brokuły
2 – pokrojony ser feta
3 – sos: jogurt naturalny/łyżeczka majonezu + czosnek + sól + pieprz
4 – prażone ziarna słonecznika lub migdały

Smakowitej wiosny 🙂

Chleb z samych ziaren – moc energii na sniadanie

Za mną mój pierwszy domowy chlebek. W zasadzie dwa – bo drugi już stygnie. A jak go zjem na pewno powstanie kolejny i kolejny …. bo można się uzależnić.
Chleb jest banalnie prosty – tak naprawdę to upieczona owsianka. Skoro owsianka, to nie muszę już chyba dodawać, że będzie to moje kolejne ulubione śniadanie. Bardzo zdrowe, dające energię na cały dzień. Pełnowartościowe śniadanie to podstawa udanego dnia, a w zasadzie całego życia 🙂 Wybierajmy zdrowe produkty, a najlepiej je jedzmy kolorowo. Moc wesołych kolorów z rana jeszcze nikomu nie zaszkodziła 😉 Jeżeli chodzi o pieczywo, to trzeba pamiętać, że czasami kupowane w sklepie to tzw. „ciemne” wcale nie jest pełnoziarniste. Kuszą wyglądem, a nie mają w sobie ani jednego całego ziarenka ( no może garstkę ), a zabarwiono je dla zmyły. Robiąc w domu własny chleb dokładnie wiemy co dodajemy i możemy skomponować swój ulubiony zestaw.
Przepis:
– 1,5 szklanki płatków owsianych

– 1 szklanka nasion słonecznika

– 1 szklanka pestek z dyni

– 0.5 szklanki suszonej żurawiny

– 2 łyżki mielonego siemienia lnianego
– 1 i 1/3 szklanki ciepłej wody 

– 2 łyżki masła ( klarowanego )

– 1 łyżka płynnego miodu

– niepełna łyżeczka soli
Ziarna mieszamy z solą i siemieniem lnianym.
W gorącej wodzie rozpuszczamy masło i miód.
Łączymy składniki suche i mokre, odstawiamy na parę godzin albo na noc.
Małą keksówkę wykładamy papierem do pieczenia, wkładamy masę.
Pieczemy w 180 stopniach ok 1 godzinę ( aż skórka zrobi się chrupiąca, chlebek zostaje wilgotny w środku ).
Zostawiamy aż ostygnie.
Prawda, że proste :)?
Aż nie wierzę, że tak długo zwlekałam z pierwszym wypiekiem.
Uwagi:

– lepiej nie opuszczać mielonego siemienia lnianego – dobrze skleja
– w pierwszej wersji dałam siemię lniane w ziarnach i czuć było delikatnie śluzowaty posmak… 😉 Bez niego wyszło lepsze.
– do chlebka nr 1 dałam więcej wody. Ciasta wyszło więcej, ale było za mokre… 1 szklanka lub minimalnie więcej wystarczy.
– jest dość ciężki i lekko wilgotny w środku – taki już jego urok 😉
– minus – trzeba poczekać aż ostygnie, inaczej się pokruszy. Ciężka sprawa z tą cierpliwością …. 🙂

Pierwszy wypiek z ziarnami lnu
Uzupełniamy niedobory magnezu: chlebek z bogatymi w magnez nasionami słonecznika, pestkami z dyni i płatkami owsianymi, a dla odmiany od kawy – prawdziwe mocne kakao.

Moc kolorów dostarczamy w owocach i wesołych kubeczkach 🙂
Prawie krowie pazurki od Agatki z Bloga z pazurem 🙂

Pasty kanapkowe na każdy dzień tygodnia

Z ciekawą pastą do chlebka, to już nie takie tam kanapeczki.
 Oto kilka moich ulubionych smaków. Od sycących białkowych past, po słodkie zamienniki nutelli.
1 – ostra pasta z soczewicy

Na początek wytrwanie. Pasty z różnego rodzaju roślin strączkowych. 
Gotujemy szklankę czerwonej soczewicy ok. 15-20 min, aż do wyparowania całej wody
– dodajemy kilka ząbków czosnku
– pokrojoną papryczkę chilli
– sól, pieprz, natkę pietruszki
Zostawiamy najlepiej na noc, można dodatkowo utrzeć tłuczkiem.

Najlepiej smakuje z pomidorem i pietruszką na ciemnym, podpieczonym pieczywie.

2 – zielona groszkowa
Powstała gdy zabrakło serka w lodówce.
Groszek konserwowy przepłukujemy na sitku, odsączmy.
Dodajemy sok z cytryny, czosnek, sól, pieprz, odrobinę oliwy np. z pomidorów suszonych w zalewie. Rozgniatamy i rozcieramy tłuczkiem
Rada : dodać więcej kawałków pomidorów suszonych 🙂

3 – makrelowa

Sama makrela jest taka dobra, że czasami szkoda ją z czymś łączyć. Ale pasty też są bardzo apetyczne 🙂

Makrela + koncentrat pomidorowy + pieprz
na domowym chlebku z ziarnami.


4 – pasta z awokado – guacamolle
awokado + pomidory + czosnek
Najlepsza z najlepszych. I nie tylko do kanapek. Jeżeli zmiksujemy ją na gładką masę, możemy smarować nią naleśniki i omlety. Świetna sprawa jako imprezowy dip do krakersów.
Przepis TUTAJ
5 – wiosenna jajeczna


Jajko + majonez + jogurt naturalny

Smak dzieciństwa. A okazuje się, że nie każdy ją zna, albo zajdał się nią będąc dzieckiem a teraz zupełnie o niej zapomniał. Zbliża się wiosna więc będzie w sam raz do rzeżuchy i szczypiorku.
Jajka gotujemy na twardo. Rozgniatamy widelcem z niewielką ilością jogurtu naturalnego i majonezu. Dodajemy sól, pieprz i koniecznie coś zielonego – wiosennego 🙂



6 – marchewkowo – orzechowa

Jeden z moich pierwszych kulinarnych eksperymentów. A wyszedł z lodówkowych pustek:
marchewki + jabłka + orzechy włoskie.
 Cały przepis TUTAJ 
A na koniec tygodnia… 🙂

7 –  na słodko:

nutella z awokado
Dojrzałe awokado + kakao
Przebiła tradycyjną nutellę… 🙂 Bardziej naturalna, zdrowsza, ciekawsza w smaku. Im prościej tym lepiej.

Cały przepis TUTAJ

 daktylove

Bardzo czekoladowe 🙂

Wersja daktylowa: daktyle + kakao
i daktylowo – bananowa ( daktyle + kakao + banan )
Przepis: TUTAJ

Zdrowe kotleciki z tuńczyka

Przedstawiam Wam mój niedzielny eksperyment ( chyba się udał… 🙂 ) – spowodowany leniwym dniem i puszką tuńczyka.
Minimum pracy i składników, a mamy ciekawe w smaku kotleciki tuńczykowe. W sam raz do obiadu lub do „ręki” i maczania w smakowitym sosiku.
Przepis podany „na oko” bo wrzucałam co popadnie 😉
Składniki:
– puszka tuńczyka
– ser biały ( m- więcej o połowę mniej niż tuńczyka )
– łyżka jogurtu naturalnego
– pół cebuli
– koperek/pietruszka
– sól, pieprz, ulubione przyprawy
Ser biały rozgniotłam widelcem, dodałam odsączonego tuńczyka z puszki. Jogurtu dokładamy tyle, żeby z masy udało się uformować kulki. 
Dodajemy pokrojoną w kosteczkę cebulę, koperek i doprawiamy do smaku.
W rękach formujemy kotleciki.
Układamy na papierze do pieczenia, wkładamy do piekarnika rozgrzanego na 220 stopni na 30 min.
Wyjmujemy jak kotleciki z wierzchu zrobią się chrupiące, zarumienione i nie będą rozpadały się przy podnoszeniu ( podobnie jak ciasteczka owsiane ).
Do tego proponuję sos tysiąca wysp: jogurt/majonez/ketchup  lub czosnkowy.
Może przydaną Wam do gustu 🙂 Smacznego 🙂

Ostra jaglanka z awokado i zbiór owsianek

Kolejna propozycja pożywnego śniadania.
Tym razem dla odmiany od wszystkich oklepanych, owocowych owsianek, w miseczce ląduje kasza jaglana. Równie zdrowa i pyszna. A jeżeli zostanie nam garstka  z wczorajszego obiadu, możemy wyczarować z niej super śniadanko.

Dla urozmaicenia nie na słodko, a wytrawnie 🙂

Ugotowaną wcześniej kaszę podgrzałam.
Żeby nie była sucha dodałam łyżkę pasty paprykowej – ajwar.
Sprawdzi się też wszelkiego rodzaju pesto.
Do tego awokado,
pomidorki koktajlowe,
papryczkę pepperoni,
orzechy włoskie,
liście szpinaku baby.
Doprawiłam solą, pieprzem.

Bardzo prosto, smacznie, kolorowo i zdrowo 😉

Trochę już przynudzałam z tymi owsiankami, ale nic nie poradzę, że tak bardzo mi posmakowały i można z nimi nieźle poszaleć 😉  Warianty są nieograniczone. We wszystkich propozycjach można zamiennie używać płatków owsianych i wszelkiego rodzaju kasz (np. kasza jaglana z mlekiem, bananami i malinami… mniam  ). Zamieszczę po raz ostatni garść zdjęć moich ulubionych smaków, które pojawiały się już na Facebooku i dam im spokój na blogu. ( Chyba, że jakiś nowy smak zwali mnie z nóg 😉 ).

Mocno owocowa:
kiwi, mandarynki, granat, orzechy nerkowca:


Kokosanka:
wiórki kokosowe, ananas, banan, mandarynki, rodzynki

Rozgrzewająca
starte jabłko, imbir, cynamon, suszona żurawina, orzechy włoskie

Dyniowianka:
pieczona dynia, gruszka, suszona żurawina, orzechy włoskie, cynamon

Krówkowa:
tzw. krówki ciągutki, orzechy laskowe, śliwki, cynamon

Bananowo-malinowa
zmiksowany banan z maliną + płatki owsiane

Szpinakowa rolada z łososiem

Mam nadzieję, że każdy spędził niezapomniane Święta, odpoczął i jakimś cudem uniknął eksplozji brzucha… 🙂 
Jeżeli możecie jeszcze patrzeć na jedzenie, mam przystawkową propozycję  – szpinakową roladę z łososiem.
Jak dla mnie jest to przekąskowy hit. Rolada świetnie sprawdziła się w ubiegłorocznego Sylwestra, a w tym roku wylądowała na świątecznym stole. I chociaż nie jest to typowo wigilijna potrawa, może stanowić smaczne urozmaicenie dla tradycyjnego karpia i uszek. Jakby nie patrzeć – ryba w roladzie jest, zieleń choinki jest, więc czemu nie :)?
Składniki:

– 2 opakowania mrożonego szpinaku

– 4 jajka

– 2 serki o wyrazistym smaku
np. Almette – czosnek niedźwiedzi

– 200 g wędzonego łososia

– 4 łyżki mąki

Przygotowanie:

Szpinak rozmrażamy, odsączamy z wody.
Łączymy z 4 żółtkami,
doprawiamy solą, pierzem, gałką muszkatołową.

Białka ubijamy na sztywną pianę,
 dodajemy masę szpinakową,
4 łyżki mąki,
powoli mieszamy.

Na blasze rozkładamy papier do pieczenia i smarujemy go masłem/margaryną.
Równomiernie rozlewamy masę na grubość ok 1 cm.
Wygładzamy, wkładamy do piekarnika – 220 stopni, na 20 min ( aż stężeje ).

Czekamy aż masa ostygnie po wyjęciu z piekarnika.
Przykładamy folię aluminiową i przewracamy masę na drugą stronę – papierem do góry.
Odklejamy papier,
smarujemy serkiem,
układamy łososia.
Roladę zwijamy, owijamy folią i odstawiamy na parę godzin do lodówki.

Smacznego 🙂

Pierniczki + serek pleśniowy

Jak Wam mijają Święta :)?
Na pewno macie mnóstwo pyszności na stołach. Jeżeli zostało Wam trochę miejsca w brzuchu, spróbujcie połączenia pierniczka i serka pleśniowego 🙂
Lubię takie dziwne zestawienia, a to szczególnie mi smakuje 🙂
Najlepiej łączyć „czyste” ciastko z różnymi rodzajami sera, ale w pomalowanych lukier mi nie przeszkadzał.
Wesołych Świąt :)!