Chorwacja z psem – najpiękniejsze miejsca w Chorwacji

W tym roku postanowiliśmy zrobić sobie prawdziwe wakacje.

  Z domu wynosimy prawie wszystko: od pościeli, naczyń i krzeseł, aż po kajak i  …mopsa :)!

Na ponad dwa tygodnie przeprowadzamy się do przyczepy i jedziemy do Chorwacji – a może i kawałek dalej… 🙂

Toudi w podróży: Spływ Bugiem

Za nami rewelacyjny weekend na wschodzie.
Istne sielsko anielsko!
Tam czas płynie wolniej, komórki tracą zasięg, a my przygotowujemy specjały na ognisko. Tuż przy granicy z Ukrainą możemy zapomnieć o całym świecie i zaszyć się gdzieś pomiędzy polami rzepaku…
W okolicach Hrubieszowa podziwialiśmy widoki z wieży widokowej, zwiedziliśmy Wioskę Gotów, ale największą atrakcją był oczywiście spływ Bugiem :)!

Najpiękniejszy fiord w Norwegii – Geirangerfjord kajakiem

Trzy noce spędziliśmy nad Geirangerem- nie bez powodu nazywanym królem fiodów. Mieliśy zostać tylko jeden dzień i ruszyć dalej, ale nie sposób było oderwać się od tego widoku z przyczepy…
Ma moc przyciągania o czym przekonaliśmy się już pierwszego dnia.

Ze względu na przyczepę odpuściliśmy sobie drogę Trolli i Orłów, ale czasu nie zmarnowaliśmy :)!
Bo fiord trzeba zobaczyć z perspektywy tafli wody.  .
Z koszykiem piknikowym wskoczyliśy do kajaka i wyruszliśmy zobaczyć „co jest za rogiem”. Pod nami 700metrów głębin – lepiej nie mysleć jakie potwory przepływają pod nami! Za każdym zakrętem otwierały się przed nami coraz to piękniejsze wrota- aż szkoda zawracać! 15 kilometrów dalej,z odciskami na palcach, wyjadająć ostatnie czekoladki z koszyka zupełenie „niechcący” byliśmy już na drugim końcu fiordu – w miejscowości Gereinger.

Cała trasa, z Hellesylt do Geiranger, którą  promy pokonują w 1,5h zleciała nie wiadomo kiedy . A mielliśy tylko lekko odbić od campingu… Zadzieramy głowy ku stromym szczytom, mijamy słynne wodospady i odpoczywamy stołująć się na skałach, a co jakiś czas nasz kajak okrążają wyskakujące z wody morświny! –  w końcu wyjaśniło się kto w nocy wydaje te wzgarliwe prychnięcia ;)!  I chociaż przed samym Gereingerem ręce odmawiały już posłuszeństwa. to przy hitach Abby płynących z głośnika, wiosła same wpadały w rytm!
O powrocie w drugą stronę nie było już mowy, albo śpimy w wypatrzonym wczesniej szałasie, albo … wyprosimy kapitana promu żeby zabrał nas na drugi brzeg na tzw. krechę. Prom tani nie był, a ze sobą mieliśy przysłowiowe 10 złotych. Tak się wybraliśmy! Kapitan, który na pewno mijał nas tego dnia kilka razy,  zabrał nas z  lekkim usmiechem, a zapłaciliśmy na drugm brzegu 🙂
A widoki z promu też niczego sobie 🙂

Drugiego dnia czekała nas już istna norweska sielanka.
Canoe zacumowane bezpiecznie w przystani czeka na dalsze wyprawy, a my wyławiamy z mrocznego fiordu makrele – problem kolacji rozwiązany! Po jakimś czasie ofukała nas wkurzona wydra, której wyjadaliśmy prowiant, wskakując do wody rozgoniła nam całą ławicę i musieliśmy  zadwolić się trzeba rybami 😀
Grillujemy na palenisku, rozgrzewamy się winem,a nad nami na krótką chwilę pojawiła się smuga zorzy….
Idealne zakończenie podróży <3

Camping Hellesylt – mierzymy swoje siły

Morświny!

Czas na kawę

Ostatkiem sił -Abba gra!

Teddy podróżnik

Geiranger

Bezpieczni na promie 😀

Poranki w przyczepie

Łowimy makrele

Wodospany w Hellesylt

Toudi w podróży – Kajak z psem

Pierwsze spotkanie Toudiego z wodą przebiegło pomyślnie 😀
Nie tylko od razu z impetem wskoczył do wody, ale też całkiem chętnie zapoznał się z kajakiem. Ufff, plany na weekend majowy są aktulne – jeżeli tylko pogoda dopisze wszyscy razem jedziemy na spływ :)!
A póki co zobaczcie  Brudny Weekend Toudiego – czy to jeszcze ejst mops :D?

Jak się okazało Toudi polubił tez awaryjne spanie w samochodzie – chyba jesteśmy już gotowi na większe wyprawy 😀 

Jak samemu zorganizować spływ Wisłą ? – Dmuchane canoe Gumotex

Jednodniowy spływ Wisłą dmuchanym canoe. 

Annopol – Józefów nad Wisłą

Jadąc w odwiedzimy do znajomych w razie czego wrzuciliśmy do samochodu dmuchane canoe i matarec – w końcu nigdy nic nie wiadomo! 
Przeczucie nas nie myliło, tamten wrześniowy weekend okazał się wyjątkowo piękny. Postanowione –  nie wracamy do domu! Do plecaka dorzuciliśmy jeszcze pierogi z mlecznego baru, obowiązkowo paprykarze i wino na wieczór. Pozostało tylko znaleźć miejsce do spania i zaplanować spływ – skąd -dokąd, jak się przetransportować z kajakiem ?- tym pomartwimy się przy porannej kawie. Póki co zatrzymaliśy samochód nad brzegiem Wisły, rozłożyliśmy się wygodnie w bagażniku i ucztowaliśmy przy mieszanienie blasku zachodzącego słońca i ogniska. 

Nocleg w Józefowie

Jak się okazało z dmuchanym canoe to nic trudnego 🙂
Bez większego planowania samochód zostawiliśmy na stacji w Józefowie, canoe spakowaliśmy do plecaka, podpięliśmy pompkę i ruszyliśmy łapać stopa ( bo jak się okazło na autobus nie ma co liczyć – no tak, niedziela!). Kilkanaście minut machania wiosłem zadziałało 🙂 I trafiliśmy pod most w Annopolu 🙂
Tylko kilkanaście kilometrów do przepłynięcia, czyli duży relax. Będziemy się opalać na dzikich plażach i zajadać pierogami. Trzeba tylko uważać żeby nie przeoczyć miejsca z samochodem :)!

Taką tajemniczą wsypę znaleźliśmy w okolicah Basonii.

Józefów nad Wisłą
Też nie możecie się doczekać długich wiosennych weekednów w sam taz na spływ :D?

VLOG z Lofotów: Dlaczego warto pojechać do Norwegii ?

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Mamy film- podróż poślubna – kierunek  Lofoty <3

Zdjęcia zdjęciami, ale po zmontowaniu filmu znowu na chwilę przeniosłam się do naszej ukochanej Norwegii.
Mam nadzieję, że film odda klimat całego wyjazdu 🙂
Zajrzyjcie jak to naprawdę wyglądało.

Norwegia, Lofoty – Jak wyglądają białe noce za kołem podbiegunowym ?

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Co ciekawego można robić za kołem podbiegunowym?
Leżeć na plaży i szaleć na falach 😀

Serio, wykąpaliśmy się i wcale nie było zimniej niż w Bałtyku. Ta pierwsza kąpiel co prawda była trochę nieplanowana i wymuszona niesfornymi falami, ale potem było już z górki 😉 Prądy są tu stosunkowo ciepłe, a skoro temperatury raczej nie przekraczają 20 stopni, to szoku termicznego nie przeżyjemy 🙂 Nie ma na co czekać tylko wskakiwać 😀
Wieczorem dalej byliśmy na plaży Flakstad ( KLIK ) – tej która spodobała nam się najbardziej na Lofotach.
 Pod koniec dnia plaża prawie zupełnie opustoszała. Mogliśmy więc do woli szaleć na falach i wylewać wodę z butów, bez większej grupki obserwatorów w polarach 🙂
Jak dobrze, że na Lofotach tak długo jest widno. To cudowne, że z niczym nie trzeba się śpieszyć ! Wyhasaliśmy się porządnie, a i tak spokojnie zdążyliśmy na romantyczny zachód słońca ok północy…:)

Nasza wódeczka z wesela nie raz przydała się na rozgrzanie 😉 

Początek sierpnia i białe noce.

Bez tego nie ma mowy o spaniu:)

Lofoty z kajakiem – Bobilcamping

Dzisiaj zabieram was w okolice Henningsvaer – tak zwanej Wenecji Lofotów.
To małe miasteczko zamierzamy zwiedzić następnego dnia, dzisiaj w końcu (!) nie musimy się śpieszyć i nasycamy się Lofotami.
Miłośnicy zabytków i churchingu  raczej nie odnajdą się tych rejonach. Owszem zwiedzamy – ale głównie fiordy i małe, wtopione w ląd osady. Kolekcjonujemy widoki, zachody słońca i chwile razem. Tutaj najlepiej pływa się kajakiem, łowi ryb, rozpala ogień i spędza wieczory we dwoje z butelką rozgrzewającego wina.
Norwegowie są bardzo dumni ze swojej przyrody i słusznie. Nie znam równie dzikich miejsc, gdzie można pobyć sam na sam z przyrodą i poczuć się jak mały odkrywca – i to o dziwo, w miejscach typowo turystycznych.

 Przed nami typowy „zwykły” dzień w Norwegii.
Zwykły – niezwykły, bo tutaj nawet standardowe śniadanie dostarcza emocji gdy płynie się na nie kajakiem. Rano wypatrzona poprzedniego dnia wyspa dosłownie znika w oczach – ach te przypływy! Udaje nam się jeszcze zagotować kawę, resztę dopijamy już na wodzie, bo z minuty na minutę fale coraz bardziej podbierają nam kubki. 

Ale po kolei fotorelacji.  Jesteśmy jeszcze na naszej poprzedniej miejscówce ( KLIK ).
by z samego rana wskoczyć do przyczepy i poszukać kolejnego magicznego skrawka.

 Trochę z mapą, trochę z przewodnikiem ( który i tak nic nie daje – w kółko tylko muzea dorsza 😉  ), szukamy miejsca, które urzeknie nas na tyle by spędzić tam noc. 

Bobilcamping ma to coś.Tym razem padło na camping z racji tego, że co jakiś czas trzeba się jednak umyć ( niestety dzikie kąpiele w przyczepie nie zdają egzaminu na dłuższą metę… ).
Jesteśmy tutaj

 Czuliśmy, że te okolice będą warte zakotwiczenia.
Camping otoczony jest wianuszkiem wysepek, a pod samym nosem mamy świetną bazą wypadową na rundkę kajakiem. 

Parzą , nie parzą – ktoś wie?  Woleliśmy nie sprawdzać 🙂
Znajdujemy miejsce prawie nad samym fiordem ( trzeba tylko przeskoczyć przez kępkę wrzosów ) , rozpalamy grilla i świętujemy …naszą 10 rocznicę :).
Mamy też nalewkę na specjalne okazje  😀

Nalewka w sam raz na 10 rocznicę  – Dziękujemy :D!
Wieczór pokazuje, że to miejsce było dobrym strzałem.
To chyba moje ulubione zdjęcie z wyjazdu 🙂
Takich wysp na Lofotach są tysiące.
Jak dobrze mieć kajak by opanować jedną z nich na czas śniadania 😀

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Kajak czy łódka? – Mazury i grill na łodzi

Witam po naszej mazurskiej Majówce:)
Pogoda rozpieszcza nas w tym roku. Udało nam się spędzić te trzy dni maksymalnie na świeżym powietrzu. Chociaż wcale nie nastawiałam się na opalanie w krótkich spodenkach. Prognoza na weekend majowy przewidywała tylko 30 stopni – w sumie….
Piątek 10 + sobota 10 + niedziela 10 stopni 😉
Na szczęście Dobki mają swój nieprzewidywalny mikroklimat i zaskoczyły nas słońcem. Awaryjna gra planszowa została prawie nie tknięta, a my spędzaliśmy całe dnie na wodzie.
Dla urozmaicenia od naszych rowerowych wojaży, czasami wybieramy inne środki transportu 🙂
Bo w krainie jezior warto zobaczyć świat z wodnej perspektywy.
I tu pojawia się Mazurski dylemat – wybrać kajak czy łódkę?
  ( nie ma to jak wakacyjne problemy … 😉 ).

W dzisiejszym poście małe połączenie obu mazurskich wyjazdów. Po Wielkanocy zwiedzaliśmy okolicę głównie z kajaka, natomiast na Majówce królowała łódka.
Kajak na pewno będzie idealny, gdy chcemy jak najszybciej przemieszczać się po jeziorze. A bajka dopiero się zaczyna gdy jeziora są połączone… Możemy wtedy szaleć do woli pokonując sporo kilometrów w ciągu jednego dnia. Zwrotny, szybki i niemęczliwy :)! Zawsze możemy podpłynąć gdy coś zaciekawi nas w szuwarach lub nagle zapragniemy wskoczyć na drzewo.
Ale… łowienie ryb z kajaka byłoby małym wyzwaniem, co dopiero piknik… Ale takimi rzeczami zajmie się łódka 🙂

Hitem Majówki  była duża łódka, a w zasadzie szalupa. Stara, obdrapana, ale to tylko dodawało klimatu. Jedynym jej minusem była waga , więc po paru dniach nasi mężczyźni ( bo po takim wysiłku na pewno przestali być chłopcami… 😉 ) mieli prawdziwe ręce marynarza 🙂
Plusy? Można zapakować na nią dużo osób i jeszcze więcej jedzenia.
 Dzień zaczynaliśmy więc od kawy na łódce, od czasu do czasu polując na szczupaka, który oczywiście znowu nas przechytrzył… Na rybkę z grilla chyba jeszcze trochę poczekamy. Byliśmy jednak przygotowani na taką sytuację. Wyciągnęliśmy mięsne zapasy z lodówki i najlepszy obiad  w tym roku zjedliśmy właśnie na pokładzie łodzi. Żadna restauracja nie przebije smaku udek z kurczaka zjedzonych na środku jeziora.
Pokrywę z dużego grilla ustawiliśmy na cegłach, do tego kratka i rozpoczęliśmy nasz smakowity rejs.
Pachniało na całym jeziorze.

Piesek z pomostu chyba wywęszył coś dobrego