Jak samemu zorganizować spływ Wisłą ? – Dmuchane canoe Gumotex

Jednodniowy spływ Wisłą dmuchanym canoe. 

Annopol – Józefów nad Wisłą

Jadąc w odwiedzimy do znajomych w razie czego wrzuciliśmy do samochodu dmuchane canoe i matarec – w końcu nigdy nic nie wiadomo! 
Przeczucie nas nie myliło, tamten wrześniowy weekend okazał się wyjątkowo piękny. Postanowione –  nie wracamy do domu! Do plecaka dorzuciliśmy jeszcze pierogi z mlecznego baru, obowiązkowo paprykarze i wino na wieczór. Pozostało tylko znaleźć miejsce do spania i zaplanować spływ – skąd -dokąd, jak się przetransportować z kajakiem ?- tym pomartwimy się przy porannej kawie. Póki co zatrzymaliśy samochód nad brzegiem Wisły, rozłożyliśmy się wygodnie w bagażniku i ucztowaliśmy przy mieszanienie blasku zachodzącego słońca i ogniska. 

Nocleg w Józefowie

Jak się okazało z dmuchanym canoe to nic trudnego 🙂
Bez większego planowania samochód zostawiliśmy na stacji w Józefowie, canoe spakowaliśmy do plecaka, podpięliśmy pompkę i ruszyliśmy łapać stopa ( bo jak się okazło na autobus nie ma co liczyć – no tak, niedziela!). Kilkanaście minut machania wiosłem zadziałało 🙂 I trafiliśmy pod most w Annopolu 🙂
Tylko kilkanaście kilometrów do przepłynięcia, czyli duży relax. Będziemy się opalać na dzikich plażach i zajadać pierogami. Trzeba tylko uważać żeby nie przeoczyć miejsca z samochodem :)!

Taką tajemniczą wsypę znaleźliśmy w okolicah Basonii.

Józefów nad Wisłą
Też nie możecie się doczekać długich wiosennych weekednów w sam taz na spływ :D?

Toudi i ziemianka zimą

Sprawdziliśmy jak ma się ziemianka zimą :)!
 W końcu trzeba zapoznać Toudiego z naszym podziemnym lokum i warunkami prawdziwego mężczyzny 🙂 Chłopak zdał egzamin – szaleństwa na śniegu podobały się mu na równi z wygrzewaniem brzuszka przy podziemnym piecu.
Zima zimą, ale raz na jakiś czas trzeba ogrzać te cztery ziemiste ściany i sprawdzić jak ma się nasz kolejny przybrany podopieczny – mysz Jerry 😉  
Odkopaliśmy właz spod czapy śniegu i wszyscy wygrzewaliśmy się przy żeliwnej kozie. Kawa z fusami z blaszaka wypita kilka metrów pod warstwą śniegu smakuje jak nigdy dotąd :)! 

Leśna ziemianka

Mamy ziemiankę!
 Takie są skutki przeprowadzki do bloku 😉
Być może biokominek w mieszkaniu nie wystarczał i zabrakło tej cząstki lasu w codziennym życiu, a zima przecież coraz bliżej…
Lokalizacji nie zdradzę, bo projekt jest tajny. Ale potrzeba naprawdę niewiele. Kawałek lasu ( tu akurat prywatny ) i minimalne koszty. Ale przede wszystkim czterech mocnych facetów, z tak bardzo dziwnymi pomysłami jak i zapałem. Kilka przerzuconych ton ziemi, paca na kilka zmian, czasami w deszczu i w nocy  – i tak powstała nasza wspólna ziemianka. Może to początek leśnej osady…;)?.
Kupiony był jedynie komin i parę szczegółów. Ze stosika niepotrzebnego drewna niedługo powstaną ławki z prawdziwego zdarzenia. Pojawiła się też kultowa koza, która rozgrzewa wnętrze do nieprzyzwoitych 26 stopni! Tu naprawdę jest gorąco. I tak parę metrów pod ziemią przy dyskotekowej kuli zaczynają się najlepsze imprezy 😀
Zapraszam po stopniach w dół do naszej podziemnej kwatery 🙂
Woda na kawę i  „grzanka” prosto z kozy

 

 

 

Śniadanie

 

 

Wyjdźmy teraz na zewnątrz

 

 

Okienko ( bo oknem bym tego raczej nie nazwała )
Wojskowa fasolka

 

 

 

Świętujemy otwarcie ziemianki

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

HIT ! Restauracja na giełdzie staroci! Gdzie zjeść w Sandomierzu ?

To był dla mnie absolutny HIT!
W tak osobliwej „restauracji” nie byłam już dawno, a nawet nie wiem czy można nazwać to miejsce knajpą 😉
Modne ostatnio, stylizowane na stare food trucki są ok, ale często brakuje mi w nich tego prawdziwego klimatu. Za to to unikatowe miejsce znaleźliśmy zupełnie przez przypadek.
 Z samego rana ruszyliśmy na giełdę w Sandomierzu szukać skarbów. Może akurat znajdziemy coś do mieszkania? Przy rytmie disco – polo puszczanego z wątpliwej jakości sprzętu i światłach z kolorofonu, przedzieraliśmy się przez kilogramy warzyw, góry krzeseł, bibelotów, sprzętu wojskowego i żywych królików. W tym całym rozgardiaszu udało nam się upolować całkiem niezłą i tanią kołdrę ( uprzedzam pytanie – oczywiście nieużywaną;)! ).
Zza straganów zaczął unosić się gesty dym. Czy to kolejna bajerancka zadymiarka? Nie, to absolutnie boski zapach szaszłyków o poranku. Autobus, który skojarzył nam się z pamiętnymi wakacjami na Krymie skradł nasze serce. Objuczeni w kołdrę i płyny do prania szybko zajęliśmy dogodne miejsce – zaraz za przyciskiem „STOP”. Szaszłyki, kiełbaski, flaczki i kawa w papierowym kubku  – musimy tam wrócić :D! 

A sama giełda to uczta dla oka i fantazji :)!

Pozostając w tak unikatowym klimacie, w porze obiadowej stołowaliśmy się  w prawdziwym barze mlecznym w Tarnobrzegu.
Uwielbiam miejsca, w których czas się zatrzymał.

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Łowisko Wzory – Super miejsce do łowenia ryb i nie tylko

Jedni jadą naprawdę po ryby, my jeździmy na ryby, żeby łowić wschody słońca 😀
Kolejny wschód słońca podziwiany z przyczepy zaliczony :)!
Bo taki był cel naszego wielkiego „wędkowania”… 😉

Uwielbiam to miejsce nad stawami. Za miejsce campingowe płacimy groszowe 15 zł od wędki ( a po co nam dwie?)  a z racji braku budek kebabowych możemy siedzieć nad samą wodą całą noc bez towarzystwa imprezowych  melanżowników.
Czasami tylko w przekręcaniu kiełbasek przeszkodzi bękart, który od czasu do czasu się złapie.

Wracam myślami do tego gorącego, czerwcowego weekendu i nie mogę się już doczekać tych ciepłych dni
Już niedługo nowy sezon z przyczepą….:)

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Klimatyczna przyczepa kempingowa – Noc nad jeziorem

Czas powoli nadrobić zaległości na blogu. Jako pierwsze lądują zdjęcia z  Nocy Świętojańskiej. Zaopatrzeni w wianki, lampki i spławiki ruszyliśmy na ryby w ustronne miejsce niedaleko Nasutowa. Obyło się bez puszczania wianków – tego wędkarze raczej by mi nie wybaczyli … Podejrzewam, że i tak daleko im było do zrozumienia rytuału obwieszania przyczepy 😉
Ale najnowsze zdobycze po prostu musiały zawisnąć tej nocy. Girlandy i światełka oczywiście nie znikną i będą nam towarzyszyć we wszystkie wakacyjne nocne. Byleby tylko starczyło naładowanych baterii :D!

Też macie swojego misia podróżnika :)?

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Pomysł na weekend: Siedlisko Sobibór – Najlepsze miejsca na nocleg w Polsce

Koniec ze spaniem w przyczepie na podjeździe przed domem :)! ( co robimy dość często od dwóch miesięcy…;) ).  
Remont jeszcze w toku, ale zaliczyliśmy już pierwsze spanie w terenie.
I to nie byle gdzie 🙂 ! Trafiliśmy do magicznego Siedliska Sobór, ukrytego gdzieś pomiędzy przeludnioną Okuninką a Bugiem.
Zdecydowanie najpiękniejsza agroturystyka w jakiej byłam. Sielski spokój… naturalne produkty… a moje serce podbiła stylowa Stodoła i Studio Koronkowe.

W drogę :)!
W stronę Sobiboru
Pod Siedliskiem
Studio Koronkowe 
Parkujemy pod wznoszącymi się powoli domkami na drzewach ( już w sierpniu będą gotowe :)! ),
otwieramy okno z widokiem na łąkę i całą przyczepą chłoniemy uroki przyrody – łącznie z komarami 😉 
Co tu dużo mówić jest pięknie.
Pod domkami na drzewie

Przyczepa vs domek na drzewie
A raczej namiot  na drzewie….
Kilka dodatkowych metrów kabla zdobyte i przyczepa już kusi z oddali mieniąc się światełkami.
Spanie przy samej łące ma mnóstwo plusów.  Z samego rana  orkiestra ptaków tak szaleje, że nawet najcięższe chrapanie przestaje mieć znaczenie 🙂
Dla takich chwil warto wynurzyć się przyczepy o 4.30.

Dzień dobry Sobibór!
Bardzo szybki / bardzo zimny prysznic w saunie i ruszamy na pożywne śniadanie do Stodoły. Jest pysznie :)! Siedliskowej roboty chlebek, ser od sąsiadki zza płota, to tylko niektóre specjały 😀
Pan Kot zaprasza

Pan Alfred i Arek

My urzędujemy w przyczepie, a w Siedlisku odbywają się warsztaty pieczenia ciasteczek. Degustacja przebiegła pomyślnie 😀
Zbiegając z górki mijamy: saunę, miejsce na ognisko, przyczepę i Domki na drzewie
O dziwo, okazało się, że przyczepa zbawiennie chroni przed upałami.
Po tylu latach w namiocie, wentylator stał się szczytem luksusu 😉
Z tymi upałami to może niekoniecznie…

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Kupiliśmy przyczepę

 

Przyczepa kempingowa ostatnio pochłonęła nas do reszty.
A wcale nie zamierzaliśmy jej kupować  – zaczęło się jak zwykle bardzo niewinnie od wybierania bagażnika na rowery…
Tegoroczne wakacje planowaliśmy znowu spędzić na rowerach, mieliśmy jednak trochę dosyć ciągłego składania i pakowania ich do samochodu. A gdy do tego pojawiły się norweskie deszcze zamieniające wszystko w błoto, możecie sobie wyobrazić nasz bagażnik ….
Zaczęliśmy więc poszukania. Ten idealny wymagał dokupienia haka. Bagażnik, hak, jak już szaleć to szaleć,  może jeszcze bagażnik dachowy ? – do Norwegii weźmiemy przecież dużo jedzenia  – i tak się zwróci 😉
Po przeliczeniu wszystkich wydatków nie wyszło mało…
A skoro już mamy kupić hak,..może podpiąć pod niego coś większego…?
Przyczepa 😀 !
Zaczęliśmy do szukania maleńkiej Niewiadów, która miała spełniać raczej rolę bagażnika i rozwiązałaby problem spania. Oczywiście w trakcie wymagania lekko wzrosły i tak o to mamy 4-osobowego Caravelair’a 🙂
( tylko z rowerami dalej jest problem ;P ).
Przyczepę udało nam się kupić naprawdę w dobrym stanie. Bez charakterystycznych zatęchłych aromatów. Pozostało tylko dobudować łazienkę ( to te wygórowane wymagania,,,;) ), odmalować po swojemu i można ruszać w drogę :)!
Pełną metamorfozę i każdy kąt naszego pierwszego  M0 pokażę innym razem ( musimy dopieścić jeszcze wałkiem parę ścian i dopracować detale ),
a tymczasem zapraszam was w pierwsze spotkanie z naszym  Domem 🙂
Zaczynamy
W połowie drogi.

 

Jeszcze trochę pracy przed nami.
 Pierwsza warstwa farby podeschła, czas udać się na jazdę próbną 🙂
Nauka jazdy z podwójnymi lusterkami

 

 

Gdzie teraz :)?
Ahoj :)!

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Rower: Okolice Kazimierza – Mięćmierz

Kazimierz Dolny jest niewątpliwie jednym z najbardziej uroczych miasteczek jakie znam. Ale jeżeli jesteście z okolic Lublina i tak jak nas zaczyna już powoli nudzić rytualny niedzielny spacer po rynku, może warto przedłużyć nieco trasę wzdłuż Wisły i wylądować w Mięćmierzu :)?
Zaledwie 4 km od Kazimierza znajdziemy się w miejscu gdzie czas się zatrzymał.  Chatki pokryte strzechą, plaża z opuszczonymi łodziami, a w lecie, przy studni na rozstaju dróg babcie wystawiają swoje kosze z malinami. To właśnie tam chcieliśmy znaleźć się w Walentynki. Na rowerze uciekliśmy od przepełnionego w tym dniu Kazimierza i z maślanym kogutkiem w sakwie ruszyliśmy w nieco bardziej romantyczne tereny. Te miejsca aż się proszą o piknik we dwoje.
To nasz drugi rowerowy raz w Mięćmierzu. Tym razem wybraliśmy trasę przez punkt widokowy w Albrechtówce, zjazd po skalistym zboczu w kierunku Krowiej Wyspy, kończąc w kamieniołomach pod samym Kazimierzem. ( Inne atrakcje z pierwszego letniego wyjazdu – Tutaj – KLIK ).

Zapraszam na małą przejażdżkę na otwarcie sezonu 2016 🙂

Widok na Zamek w Janowcu
Trasę do Mięćmierza nad Krowią Wyspą spokojnie pokonamy też na piechotę.
W kierunku Albrechtówki

Trochę zboczyliśmy z klasycznej trasy rowerowej – na lewo od Albrechtówki

Widok na Krowią Wyspę

Sezon 2016 oficjalnie rozpoczęty

Kogutek Kazimierski
Miejsce na piknik znalezione

Gdy kogutek stracił głowę i wyczyścił pudełka po paprykarzach, wjechaliśmy do „centrum” Mięćmierza.

Tym razem malin nie było 😉
Kamieniołomy – raj dla rowerów górskich

Atrakcje kamieniołomów.

Po małej przejażdżce po kamieniołomach czas na umycie kół w Wiśle i  (nareszcie!) kolację.

Czas wracać

Dla odmiany od pizzy kolację zjedliśmy w gruzińskiej knajpce Batumi ( przy Małym Rynku ). Bardzo pozytywnie.

Chociaż w Walentynki planowałam w końcu porządnie wytarzać się w śniegu, to pogoda wynagrodziła mi brak zimy w lutym – rowerem.
Sezon 2016 oficjalnie rozpoczęty 🙂

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Grzybobranie na Mazurach – Puszcza Borecka

Nie ukrywam, że w porównaniu z poprzednimi wakacjami nad Bałtykiem, te norweskie wcale nie należały do łatwych i relaksujących. Ale przecież nie o to chodziło :)! Było warto, a nagrodę za wszystkie trudy zafundowaliśmy sobie pod koniec września. Czyli nasze ulubione miejsce do kompletnego resetowania – psychicznego i fizycznego –  Mazury. Specjalnie nie wzięliśmy rowerów żeby nie robić po prostu nic. Naszym codziennym obowiązkiem było jedynie jedzenie, pływanie kajakiem, który stał pod domkiem i koniecznie grzybobranie!
Grzybobranie to mój ulubiony sposób na oficjalne powitanie jesieni. Ulubiony, tuż obok grzańca przy ognisku lub kominku…. I nawet fakt, że podobno nie ma jeszcze grzybów wcale mi nie przeszkadzał – bo kto to będzie potem przerabiał? ;). Bierzemy więc termos do koszyka i ruszamy do Puszczy Boreckiej.
A co najbardziej lubię w grzybobraniu?
To co czeka nas w sercu lasu i gubienie się w nim z lekką kontrolą. Grzyby jak grzyby, ale za to jakie widoki czekały na nas w puszczy. 
Po takich zakątkach warto powłóczyć się parę godzin, a jeżeli do tego wyniesiemy pełen koszyk to dodatkowy plus. 
Będzie co wspominać przy wyławianiu grzybka z wigilijnego barszczyku :).
W planach zwiedzania Puszczy Boreckiej mieliśmy jeszcze wizytę u żubrów przy Czerwonym Dworze. Nie mamy coś szczęścia do tych olbrzymów – żubry we wrześniu czynne tylko w godzinach 9-11 :/  
Albo spanie albo żubry!

 Grzyby o dziwo były. Może nie w oszałamiającej ilości, ale za to jakie. Część dorodnych prawdziwków skończyła na zdjęciach, a kolejna część być może lekko sprofanowana na zapiekance z Lidla ( ale takiej dobrej jeszcze nie jadłam 🙂 ).
Wieczorem grzyby już się suszą a my zabieramy się za kolejną atrakcję – grzańca i kominek.
To tak na mały rozruch, jesień dopiero się zaczyna, a wyczuwam jeszcze więcej grzybów w powietrzu 🙂