Historia pewnego zdjęcia – Zaręczyny po norwesku

Historia pewnego zdjęcia – Zaręczyny po norwesku

Siedzę na skraju klifu. Połyskujący w dole fjord mruga do mnie mrocznym okiem. Wysokość robi wrażenie – to prawie trzy Pałace Kultury!

Preikestolen – najsłynniejsza półka skalna w Norwegii jeszcze roi się od ludzi. Czekamy cierpliwie, aż zostaniemy tylko sami. Już prawie. Jeszcze tylko „parę” ujęć z każdego Nikona i Iphona grupy Japończyków. Każdy ze sobą, z każdego aparatu, a na koniec selfie. Poszli ! W końcu słyszę oddalające się kroki. Pozostajemy tylko my i cisza.

Pomysł na zaręczyny

Pomysł na zaręczyny

Wyłaniam się z namiotu i dociążam go kamieniami, żeby nie porwały go północne wiatry. A czuję, że bardzo chcą to zrobić. Kosmyki wiatru wciskają mi się pod poczwórną warstwę bluz i kurtek. Głaszczą podmuchem znad lodowców, mimo, że jest środek lipca! To przyroda rządzi, my jesteśmy tylko gośćmi.

Wyciągam swoją tarczę – wiecznie niedosuszony śpiwór. Przy każdym ruchu jak Brise strzela zapachem zgniłych liści. Przyzwyczaiłam się już do tego po dwóch deszczowych tygodniach na rowerze. Zapach nie jest najważniejszy – przynajmniej trochę mi cieplej. Do tego wszystkiego tuż za skałą znalazłam opuszczoną czapkę. Cóż za radość! Tyle obiecującego ciepła kryje się w małej polarowej kulce. A co tam, pożyczam ją jako kreację na ten wieczór.

A wieczór jest specjalny. On podaje mi wino. Cudem zdobyte! W Norwegii można je kupić tylko w specjalnych sklepach. W kraju jest ich tylko kilkaset, a znalezienie ich na rowerze to wyczyn prawie tak nierealny jak przejście „Simsów”. Delektuję się jego smakiem. Mimo, że wytrawne i lekko szczypie w język smakuje wyjątkowo – zdobyczą, wolnością kąpiących się w krzakach dzikich malin. Jego krople docierają już do skostniałych palców i czerwonego nosa. Uśmiecham się, a niebo stapia się z kolorem butelki wina. Przechodzi mnie dreszcz. Już nie z zimna.

nocleg na dziko w Norwegii

Wszystko stanęło w miejscu. Cisza wibruje. Nawet siedzący na głazie kruk przeszywa nas wzrokiem. Jakby wiedział.

Fjord milczy, skały wyczekują. Słyszę tylko bicie własnego serca, gdy on wyciąga TO pudełeczko. Coś zalśniło w środku. Pojaśniały mi oczy i gwiazdy na niebie. „Tak” odbiło się echem od pionowych ścian fjordu. Tak dla niego, Tak dla życia, Tak dla Norwegii.

Moje serce zabiło na mroźnej północy i już wiem, że tam wrócimy.

Pomysł na zaręczyny

Pomysł na zaręczyny

Do Norwegii wróciliśmy równo rok później – nie mogliśmy sobie wymarzyć innego miejsca na podróż poślubną.

A niedługo zamierzamy się tam przeprowadzić. Nie mogliśmy inaczej – to jest nasze miejsce.

P.S.

Zaraz po noclegu na szczycie klifu nasze zaręczyny zostały wystawione na próbę. Po śniadaniu podgrzanym na kuchence turystycznej, pospiesznie upchnęłam namiot i resztę dobytku w rowerowe sakwy.

O dziwo schodziło się dużo ciężej i dłużej niż pod górę. Szczególnie Arkowi…

Czyżby przez nieprzespaną z emocji noc? Załadowaliśmy sakwy na rowery, które czekały na nas przy wejściu na szlak. Dzień był wyjątkowo piękny, ale 50 km dłużyło się jak nigdy. Arek srogo przeklinał przy podjazdach pod górę. Wśród gór rejonu Rogaland znaleźliśmy opuszczone jeziorko otoczone łąką kaczeńców. Zaczęliśmy rozbijać obóz. Zbierałam drewno na opał ciesząc się z wieczoru i połyskującego na oprószonych ziemią palcach pierścionka. Zamiast jednak przenieść mnie przez próg namiotu mój narzeczony krzyknął  – Karola, czy Ty mnie nienawidzisz?

Z namiotu, który targał w sakwie nie wyjęłam „kilku” głazów kamieni….. 😉

 

A jakie są Wasze wspomnienia z najbardziej romantycznej/śmiesznej historii miłosnej 🙂 ? 

Ściskam mocno!

Karolina 🙂

Pomysł na zaręczyny



3 thoughts on “Historia pewnego zdjęcia – Zaręczyny po norwesku”

  • Kocham tę historię! W Klubie czytałam ją kilkukrotnie i ciągle cieszyła mi się mordka, teraz jest tak samo. Cudownie, że ją opublikowałaś. <3
    A z tymi kamieniami to była jakaś próba, czy przypadek? 😀

Dodaj komentarz


>
Facebook
%d bloggers like this: