Podróże w głąb siebie – 7 rzeczy, które zmieniły moje życie

Podróże w głąb siebie – 7 rzeczy, które zmieniły moje życie

Co robimy gdy nie podróżujemy daleko?

Pewnie jak większość z was nie mamy nieograniczonego czasu na podróże. Tak, najchętniej zapakowałabym nas i Toudiego w jakiegoś kampera i ruszyła w kilkumiesięczną podróż w nieznane. Oboje z Arkiem mamy jednak, że tak powiem „normalną” pracę. Gdy wyjeżdżamy wykorzystujemy po prostu urlopy i wolne weekendy.  Ale każdą wolną chwilę, weekend staramy się ruszyć z domu – chociażby do lasu.

Jesień była jednak dla nas spokojna również pod tym względem. Mimo, że nie wyjeżdżaliśmy daleko  odkryłam zupełnie inny wymiar podróżowania. Szukamy daleko, marzymy o podróżach na inny kontynent, może i w kosmos 😉 Okazuje się, że wszystko czego nam trzeba mamy pod ręką. Piękne podróże można odbyć także w głąb siebie.

Zapraszam Was w moją najpiękniejszą, niezwykłą podróż – wgłąb siebie.

W pewnym momencie zaczęłam szukać. Nie mogliśmy akurat nigdzie wyjechać, a pragnęłam zmiany.  Czułam , że jest coś więcej, ale też, że stoję w miejscu, ale nie wiem w którą stronę mam iść.

Szukałam znaku, kompasu który poprowadzi mnie po mapie życia.

Żeby ruszyć dalej musiałam odkryć to w sobie. Zaczęłam wsłuchiwać się w siebie, chodzić na różne wydarzenia. Obracająca strzała kompasu zaczęła szaleńczo się obracać, a potem stanęła – wyznaczyła kierunek.

Nie wiem na jakim etapie życia jesteś, czy szukasz czy już znalazłeś/aś, ale zawsze warto wyruszyć na poszukiwanie w głąb siebie. Jak nie po cel, to po prostu by miło spędzić czas w swoim towarzystwie i dobrze się bawić 🙂

Podrzucam Ci moje ulubione aktywności, które ukierunkowały mój szwankujący kompas.

Lawina ruszyła! Nie zamierzam jej zatrzymać. Dzisiaj wybiorę dla Was najciekawsze, które wywarły na mnie największy wpływ.

O każdej z tych rzeczy mogłabym napisać oddzielny, wyczerpujący wpis – jeżeli chcecie dajcie znać 🙂

podróż wgłąb siebie

1- Joga kundalini

Mówi się, że nie wybiera się rodzaju jogi – to joga wybiera Ciebie.

Kiedyś byłam na kilku zajęciach jogi w klubie fitness, nie doznałam żadnego olśnienia, a resztki duchowości zostały ze mnie wyduszone gdy instruktorka na mnie usiadła…

Joga w stylu fitness to nie było to. Jogi kundalini nikt mi nie polecił, nic o niej nie słyszałam. Przejeżdżając obok Szkoły „Magii Jogi” w Lublinie zobaczyłam kiedyś szyld „CUD” – Ciało Umysł Dusza. Zapadł mi w pamięci, tak i tłukł się w głowie, żebym do nich napisała. Trochę zagubiona umówiłam się w czerwcu na pierwsze zajęcia do Małgorzaty Świderskiej prowadzącą „Magię Jogi” . Zajęcia  poruszyły we w mnie coś głębokiego. Poczułam każdą cząstkę siebie, najmniejszy włos na głowie. Tak jakbym przekopała w sobie ogródek,odrzuciła twardą ziemię i zrobiła miejsce na nowe.

Wiedziałam, że to to czego szukałam.

Joga kundalini to najstarsza, najbardziej duchowa  odmiana jogi. Mało w niej tzw. dziwnych pozycji – nie stoimy na rękach czy na głowie 😉 . Podczas ćwiczeń skupiamy się na duchowości i energii. Zajęcia zaczynamy od mantry, przechodzimy do pranajamy – czyli ćwiczeń oddechowych, którymi powiększamy przestrzeń wewnątrz siebie.

Po rozgrzewce przechodzimy do ćwiczeń, poprawiających przepływ energii – najczęściej konkretnej czakry. W październiku zaczęliśmy od czakry podstawy i z każdym miesiącem idziemy wyżej.  Ćwiczymy tyle ile możemy, nie chodzi o to wykonanie dziwne pozy, a prawidłowy przepływ energii. Energia jest kluczem. Kończymy relaksacją i medytacją.

Podczas jogi kundalini sprawność fizyczna nie jest tu celem, a miłym gratisem. Podczas medytacji nauczyłam się czuć co naprawdę myślę. Oddzielać myśli innych od swoich – co nie jest wcale takie łatwe. A także odróżnić myśli swojego rozumu, od  tego co naprawdę myślimy w głębi siebie.  Zajęcia są prowadzone przy świecach, często przy aromaterapii i dźwiękach terapeutycznego gongu.

Jestem bardzo ciekawa czy też próbowaliście kiedyś medytacji. Co widzicie, czujecie. Ja np. dostałam odpowiedź „olśnienie” na nurtujące mnie pytanie – i zamierzam działać w tym kierunku.

Nocleg w lesie Lasy Janowskie

2- Koncerty Mis i Gongów

Dźwięki gongów często towarzyszą mi na zajęciach jogi podczas relaksacji czy medytacji. Na te parę minut czekam najbardziej podczas ćwiczeń . To zasłużona nagroda. Okazało się, że można też przyjść na sam koncert gongów!

Układamy się wygodnie pod kocykiem i zanurzamy w kąpieli w dźwiękach. To cudowne błogie uczucie, podczas którego można odpłynąć.

Koncerty mają też wyjątkową moc. Przenosimy się w podróż wgłąb siebie – to moje „Tu i teraz”. Koncert to zespół przeróżnych dźwięków pierwotnych instrumentów takich jak  kryształowe misy, gongi, dzwonki koszi. Ja szczególnie odpływam przy sansuli i bębnie oceanicznym.

Niektóre dźwięki są bardzo przenikliwe i przechodzą przez nasze ciało. Relaksują je, ale też wprowadzają w wyczuwalne wibracje. Sięgają aż poziomu komórkowego. Ciężko opisać ten stan- możemy przenieść się w stan podobny do snu, medytacji. Kąpiemy nasz umysł w dźwiękach. Ja czasami mam w głowie róże kolory, obrazy, które czasami układają mi się gotowe historie. Zdarza się, że podczas seansu odpłyniemy tak bardzo że zaśniemy – to nawet dobrze! Terapia dźwiękiem działa również podczas snu!

Z naukowego punktu widzenia koncerty mają terapeutyczną moc. Choć sam relaks też jest oczywiście wyjątkowy.

Terapia dźwiękiem oparta jest na prastarej metodzie. Stosowano ją już starożytnym Egipcie czy hinduskiej sztuce uzdrawiania. Jakby nie patrzeć dźwięk to fala, która przechodzi przez nasz organizm i wprowadza jego komórki w wibracje. Gong i misy emitują wibracje o różnych częstotliwościach, a harmoniczne tony wpływają na mózg i całe ciało. Umysł osiąga spokój i równowagę, uwalniają się blokady, podnoszą nasze wibracje. Dźwięki działają też na szereg dolegliwości fizycznych, wręcz uzdrawiają. To tak w skrócie bo temat zarówno jogi, medytacji jak i dźwięków jest jest bardzo szeroki 🙂

Na koncerty chodzę do Magii Jogi i do Samodobro w Lublinie. W @Samodobro mają w planach coś niezwykłego – całonocny koncert mis i gongów! Czuję, że to będzie niesamowite doznanie!

Koncert mis i gongów Lublin

3-Gimnastyka Słowiańska

Podczas gdy na dalekim wschodzie rozwijała się joga, nasi przodkowie Słowianie nie siedzieli w miejscu. Na terenach dzisiejszej Rosji, Ukrainy i Białorusi praktykowano specjalną gimnastykę, która wpływała na sprawność fizyczną, harmonię ciała i duszy. Co ciekawe kobiety i mężczyźni mieli zupełnie inny zestaw ćwiczeń.

Na zajęciach Gimnastyki Słowiańskiej spotykamy się w kręgu kobiet, w środku którego palą się świece ( możemy je zapalić w specjalnej intencji ).

W skrócie Gimnastykę Słowiańską określiłabym jako gimnastykę z elementami magii. To zestaw 27 ćwiczeń, za jednym razem wykonujemy 7 z nich. Nie ważna jest ilość powtórzeń, to nie fitness. Jako kobiety nie potrzebujemy kaloryfera na brzuchu. Kobiece ciało nie musi ( wręcz nie powinno ) być bardzo umięśnione, może być delikatnie zaokrąglone. Wrzućmy na luz i nie spinajmy tak brzucha.

Podczas ćwiczeń Gimnastyki Słowiańskiej dbamy o prawidłową postawę, gibkość, rozciąganie i delikatność ruchów. Podczas ćwiczeń  masujemy ważne narządy jak nadnercza, tarczycę, a także wykonujmy masaż limfatyczny w okolicach piersi.  Regularne  ćwiczenia mają za zadanie wyrównanie gospodarki hormonalnej, zachowanie sprawności, elastyczności fizycznej, niwelują bóle miesiączkowe i ….wpływają na emanowanie kobiecością. 

Moim zdaniem nie musimy walczyć by być umięśnione jak mężczyźni. Kobieca siła jest nie w mięśniach, a w środku. Nośmy sukienki, ćwiczmy boso, poczujmy swoją moc.

Gimnastykę Słowiańską można ćwiczyć między innymi w Samodobro w Lublinie – zajęcia prowadzone  są przez Anitę Wajrak.

Gimnastyka Słowiańska Lublin

 

4-Warsztaty rozwojowe dla kobiet „Jestem”

Gdy kobiety spotykają się w kręgu dzieją się cuda. I podczas ćwiczeń i rozmów.

W październiku zaczęłam warsztaty rozwoju osobistego dla kobiet „Jestem” u Magdaleny Olech. Warsztaty składają się trzech modułów: Jestem ważna, jestem dobra, jestem piękna.

( od niedawna istnieje także czwarty moduł – Jestem sobą )

Spotkałyśmy się grupie 9 kobiet. Każda inna, każda miała w sobie coś wyjątkowego. Tak inne, a jednak podobne. Warsztaty prowadzone są w cudownej, ciepłej atmosferze. Podczas  zadań i rozmów, kawałek po kawałku odkrywamy same przed sobą co jest dla nas ważne. Kim jesteśmy, dokąd zmierzamy i jak istotne jest być ważną dla samej siebie.

Warsztaty były brakującym elementem mojej układanki życia.

Podczas spotkań inspirowałyśmy i wspierałyśmy siebie nawzajem. Na ostatnim spotkaniu energia aż wirowała w powietrzu! Chcemy jeszcze i całą grupą idziemy dalej z kolejnym modułem. Już nie mogę się doczekać :)!

To takie piękne uczucie odważyć się być w 100% sobą 🙂

Więcej informacji o warsztatach znajdziecie na stronie http://magdalenaolech.pl/

Z całego serca polecam też książkę Magdy „Jestem”

5 – detoks od telefonu i wczesne chodzenie spać

Zastanawiałam się ostatnio co sprawia, że po nocy spędzonej w namiocie, samochodzie i na tzw. przez moją babcię „poniewierce” – czyli bez łazienki, mycia się, wygód i prądu, czuję się mega wypoczęta. Zmiany wprowadziliśmy teraz w domu i nie mam na myśli niemycia się przez 3 dni… 😉

W lesie chodzimy spać o 21 i wstajemy z samego rana. Spróbowaliśmy tego w domu. Najpierw chodziliśmy spać o 22, potem 21.30, a teraz wstajemy o 6 rano bez budzika i czujemy że to jest to ! Tylko Toudi nie może się dostosować… 😉

Wieczorem staram się wyłączać komórkę, a przynajmniej włączyć specjalną aplikację – emitującą pomarańczowe światło zbliżone do płomienia świec.

O co w tym wszystkim chodzi? Tak naprawdę nie jest naturalne bycie „sową” . Niebieskim światłem komórki, telewizora zaburzamy pracę szyszynki, która po zachodzie słońca powinna naturalnie zacząć produkować melatoninę. Gdy jej praca jest zaburzona rozregulowuje nam się rytm dobowy, przez rano jesteśmy niewyspani  i wpadamy w błędne koło. Melatonina działa również na inne hormony, regeneruje nasz organizm, działa przeciwzapalnie i  antynowotworowo.

Zobaczcie, jak jesteśmy chorzy naturalnie najlepiej cały czas byśmy spali. Pozwólmy więc naszemu organizmowi naprawiać się samemu podczas snu i działać w najlepsze. On wie co robi.

Tak więc spij na zdrowie 🙂

Najlepiej na łonie natury.

Nocleg w lesie Lasy Janowskie

6 – uziemianie

Czyli zwykłe – niezwykłe chodzenie po trawie. Nie każdy ma możliwość spania na dworze, ale ile tylko możemy korzystajmy z możliwości chodzenia boso po trawie. Kiedyś człowiek naturalnie miał cały czas kontakt z ziemią. Teraz mieszkamy w domach, blokach, jeździmy samochodem, a jak już chodzimy to w butach. Straciliśmy naturalny kontakt z naturą.

Korzyści uziemiania są naukowo udowodnione. Podczas chodzenia boso oddajemy dodatnie (negatywne ) ładunki do ziemi ( napromieniowujemy się np. poprzez korzystanie z telefonów, komputerów ), kontakt z ziemią łagodzi stany zapalne, poprawia krążenie ( jeżeli marzną nam stopy to właśnie powinniśmy zacząć chodzić boso ), to też świetny masaż stóp. To tak w dużym skrócie.

Najlepiej chodzić ok 30-45 minut dziennie. Nie trzymajmy się sztywno tych ram. Mieszkając w bloku jest to pewne wyzwanie, ale udaje mi uziemiać się 1-2 w tygodniu i to też jest super! Próbuję najczęściej na wybiegu dla psów ( na miny uważam 😉 ).

A  w tym roku staję przed kolejnym wyzwaniem – morsowanie 🙂

7 – przytulanie się do drzew

Właśnie wróciłam z dwudniowych warsztatów Rozmów z drzewami. Można w to wierzyć lub nie, ale przez drzewa przepływa przecież olbrzymia energia. To olbrzymie słupy mocy, a  pod naszymi noga przebiega olbrzymia plątanina energetycznych korzeni ( stąd też uziemianie ). Przykładając ręce i czoło do drzew czułam to wręcz fizycznie.

Jak rozmawiać z drzewami? Napiszę o tym niedługo w osobnym wpisie.

Jak nie wiesz gdzie szukać odpowiedzi idź do lasu, drzewa Ci pomogą.

przytulanie sie do drzew

Niektóre z tych rzeczy mogą wydać się trochę dziwne, inne być może „nawiedzone”, ale prawda jest taka, że wszystko się łączy i sprowadza do jednego. To czego szukamy odnajdziemy w nas samych lub w naturze.

Zamieńmy wirtualne spotkania na spotkania w kręgu, telewizję na wartościowy sen, morderczy fitness na harmonię ciała, walkę ze sobą na miłość do samego siebie.

Jak nie wiesz gdzie szukać idź na jogę, warsztaty lub po prostu do lasu.

 

To pierwszy taki osobisty wpis na blogu. Jeżeli Ci się podobał lub chciałabyś/chciałbyś usłyszeć na jakiś temat coś więcej daj znać. Miło mi będzie jak zostawisz komentarz lub puścić wpis dalej 🙂

Ściskam Was mocno

Karolina 🙂

Nocleg w lesie Lasy Janowskie



1 thought on “Podróże w głąb siebie – 7 rzeczy, które zmieniły moje życie”

  • Garść przydatnych i potrzebnych informacji. Dzięki za info gdzie w mieście są koncerty miś i gongów, chcę się wybrać:)

Dodaj komentarz


Obserwuj mnie na Facebooku!

>
%d bloggers like this: