Maroko – Noc na pustyni

Maroko – Noc na pustyni

Noc na pustyni

Marokańskie przysłowie mówi

” Kto nie nocował na pustyni, ten nie widział gwiazd”

 

Myślałam, że przysłowie jest trochę na wyrost. Przecież spędziliśmy tyle nocy pod namiotem. Nocowaliśmy w lesie, w dziczy, czy nad brzegiem fjordów i nie widzieliśmy gwiazd?

Czegoś takiego jednak jeszcze nigdy nie przeżyłam. Niebo iskrzyło się niczym żar z ogniska, a idealny rogal półksiężyca oświecał nam drogę w karawanie. Noga za nogą, kołysząc się na grzbiecie wielbłąda wędrowaliśmy do oazy.

Noc na pustyni w Maroku była dla nas punktem obowiązkowym. Stwierdziliśmy, że co by się nie działo, jedziemy z Marrakeszu na pustynię. Mimo tego, że na wycieczkę mieliśmy poświęcić trze dni. Było warto.

Wycieczka na pustynię

Zagora czy Merzouga?

Z Marrakeszu możemy pojechać na dwie wycieczki na pustynię – Zagorę i Merzougę. Na początku nie wiedziałam, na którą z nich się zdecydować. Pustynia to przecież pustynia? Jednak rodzaj ma znaczenie.

Zagora miała duży plus – była dużo bliżej, taniej, wycieczka trwałaby tylko dwa dni.

Na Merzougę trzeba było poświęcić trzy  ( z dojazdem i atrakcjami po drodze )

Różnica w wyglądzie jest znaczna. W Zagorze pustynia jest bardziej płaska, kamienista – jest to bardziej pustkowie niż prawdziwa pustynia. Ale jeżeli zostały Wam tylko dwa dni, myślę że też fajnie 🙂

Jeżeli jednak mamy do dyspozycji trochę więcej czasu…

Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie teraz pustynię.

Taką z filmów, bajek i pewnie niejednych marzeń.

Wysokie, stożkowe wydmy pomalowane przez wiatr falami piasku. Czerwony piasek obsypujący się pod nogami i wędrujące w karawanie wielbłądy. To właśnie to miejsce. Pustynia, na którą rusza się z Merzougi. Wybór był prosty.

Kupujemy wycieczkę na Merzouguę.

Tylko gdzie?

Gdzie kupić wycieczkę na pustynię?

Przed wyjazdem kusiły mnie różne oferty i liczne promocje w internecie. Po tym jak w Jordanii, kupiliśmy wycieczkę na stoisku z przyprawami, postanowiliśmy nic nie planować. I bardzo dobrze.

Wycieczki na pustynię w Marrakeszu można znaleźć na każdym kroku, a ceny są dużo niższe niż w internecie. Na bazarze nie sposób ich nie zauważyć. Na pewno będą.

O wycieczki na pustynię warto też pytać w swoich Riadach (tradycyjnych hotelach w Maroku ). My właśnie tam kupiliśmy wycieczkę na pustynię w bardzo dobrej cenie. W internecie ceny zaczynały się od 100 euro/os.

Nas ta sama, 3 dniowa wycieczka kosztowała 65 euro/ os ( dokładnie 650 dirhamów ).

Co ciekawe, w busiku którym jechaliśmy na wycieczkę, okazało się, że  każdy zapłacił zupełnie inną cenę ( często proporcjonalną do ceny hotelu w jakim mieszkali 😉 ). Oczywiście każdy miał w ofercie dokładnie to samo.

Być może znajdziecie jeszcze taniej, a jak nie, zajrzyjcie do Riadu Essauossan w samym centrum Medyny. Tam kupiliśmy naszą wycieczkę. Namiar na Riad w poprzednim wpisie –  KLIK

( właściciel często jest poza domem, warto uprzedzić go wcześniej mailem ).

Cena 3-dniowej wycieczki na pustynię obejmowała:

  • dwa noclegi – w tym najważniejszy – na campingu na pustyni

  • 2 kolacje i śniadania

  • wycieczka na wielbłądach na camping – 2h w jedną stronę
  • transport  do Merzougi ( to ok. 600km, bez przystanków zajmuje 9-10 godzin )

  • zwiedzanie po drodze: wioski Ait Bin Haddu, przystanek w Warzazat, w Wąwozie Dades, noc przy Wąwozie Todra, kolejna wioska i sklep z dywanami 😉 – ale to opowieść na oddzielny wpis 🙂

Cena jak za 3 dni atrakcji moim zdaniem bardzo dobra.

Droższe wycieczki miały taki sam program, ale camping na pustyni o wyższym standardzie. Nasz nie miał ani łazienki, ani prądu – ale przecież o to chodziło 😀

Ruszamy na pustynię

Mały busik czeka na nas na placu Jamaa El Fna w Marrakeszu. Pierwsze dwa dni albo jesteśmy w trasie albo zwiedzamy. Dopiero pod wieczór drugiego dnia dojeżdżamy do upragnionej  Merzougi. Mamy chwilę na kupienie wody. Kupcie jej Dużo! Nasz kierowca nie wyjaśnia, że to nasza ostatnia szansa, a woda będzie potem na wagę złota  😉 . Jeżeli macie duży apetyt zaopatrzcie się też w zapas jedzenia, kolacja na pustyni może być skromna ( u nas nie było wody nawet do kolacji, więc lepiej mieć zapas ).

Przed samą pustynią krajobraz zmienia się niesamowicie. Przy drodze od dawna już pojawiają się wielbłądy, ale dopiero teraz ujrzeliśmy TE wydmy! To wydmy Erg Chebbi. Nawet z daleka robią ogromne wrażenie.

Podjeżdżamy pod hotelik, pod którym przesiadamy się na wielbłądy. Powietrze aż pali. Mamy przepakować bagaże i zabrać na pustynię tylko jeden nieduży plecak lub małą torbę.

Tak naprawdę nie ma co brać niepotrzebnych rzeczy. Najlepiej jechać w długich, przewiewnych spodniach, a spakować tylko lekką bluzę, koniecznie chustę i okulary przeciwsłoneczne. W maju w nocy na pustyni było już ciepło, a w namiotach były koce. ( w styczniu – lutym trzeba przygotować się jednak na chłody )

1-2 butelki wody na osobę, ewentualnie coś do jedzenia.

Kosmetyków nie bierzcie – i tak nie będzie łazienki 😉

Wychodzimy dopiero godzinę przez zachodem słońca. W ciągu dnia na pustyni jest tak gorąco, że podróż w pełnym słońcu byłaby chyba niemożliwa. Prawdziwi Berberzy też podróżowali na grzbiecie wielbładów dopiero po zachodzie słońca.

Idziemy przywitać się z naszymi wielbłądami. W Maroku występują wielbłądy jednogarbne – czyli dromadery. I tak najlepiej się do nich zwracać 🙂

Jedne są przemiłe, inne potrafią ugryźć w ucho! ( widzieliśmy 😉 ). Zanim zrobicie selfie z wielbłądem, lepiej najpierw poznajcie się lepiej 😉

Kilka ciekawostek o dromaderach

Na początku trochę się martwiłam czy dromaderowi nie będzie ciężko ze mną na grzbiecie….

Klasyczny wielbłąd może jednak unieść nawet 500kg! To czy ważymy 50-70 kg nie zrobi mu większej różnicy.

Do tego dromadery są idealnie przystosowane do trudnych pustynnych warunków. Bez picia mogą wytrzymać nawet 10 miesięcy, a gdy dorwą się do wody, na raz mogą wypić 200 litrów w 3 minuty!

10 centymetrowe futro i tłuszcz w garbie chroni je nie tylko przed upałami, ale i niskimi temperaturami w nocy. W wilgotnym klimacie czują się tak źle, że zaczynają chorować….

Kopyta są tak przystosowane do chodzenia po piachu, że chodzenie po twardej powierzchni jest dla nich bardzo niewygodne.  Nozdrza i piękne, długie rzęsy chronią je przed wszechobecnym piaskiem.

Człowiek czuje się na pustyni taki malutki. A względem wielbłąda tak niedoskonały. Gdyby nie on, już dawno zginąłby na pustyni, pozapadał z piasku i padł z wycieńczenia w upale.

Już wiem dlaczego tak ważne są te wszystkie przystosowania i dlaczego Berberzy zawsze noszą na głowie chusty! ( tradycyjne w kolorze indigo ).

Gdy wyszliśmy w karawanie słońce już nie paliło, nie było też wiatru, więc nie czuliśmy potrzeby zakrywania twarzy. Niby po co? Dzień później poczuliśmy dlaczego. Pustynia to niesprzyjające środowisko dla wszystkich otworów ciała 🙂 Oczy i nosy mieliśmy wyschnięte jeszcze przez kilka dni, a od mikrouderzeń piasku Arek dostał krwotoku z nosa 😉

Dromadery są jednak doskonałe 🙂

Wchodzimy na jeden z najbardziej malowniczych fragmentów Sahary – wydmy Erg Chebbi. Niektórzy nazywają ją piaskownicą, gdyż jest to zaledwie mała cząstka największej piaszczystej pustyni świata. Za to najchętniej odwiedzany! Erg Chebbi to wrota na Saharę tuż pod granicą z Algerią. Wydmy ciągną się na długość 27 kilometrów i szerokość 6-7 km. Niektóre dochodzą nawet 200 metrów. Wdrapanie się na nie wcale nie jest takie łatwe!

Na czerwonym piasku widać cienie naszej karawany. Z grzbietu wielbłąda wszystko wygląda niesamowicie! Można patrzeć się bez końca na sięgające aż po horyzont piramidki piasku.

Każdy cieszy się jak głupi – chociaż zdarzają się tacy, którzy narzekają na niewygody ;). Ok, siedząc okrakiem w olbrzymim siodle na pewno poczujecie nogi, ale przy takim widoku nie śmiem narzekać na takie drobiazgi 😀

 Czy wiecie, że „Street view” Sahary kręcono  z kamery zamieszczonej na grzbiecie wielbłąda 🙂 ?

Po godzinie słońce zaczyna zachodzić. Wielbłądy klękają ( przy tym manewrze trzymajcie się mocno siodła !) , a my wdrapujemy się na najwyższą wydmę i podziwimy chowającą się czerwoną kulę.

Nie tylko my cieszymy się z zachodu słońca – nasz przewodnik w końcu może zjeść swój pierwszy posiłek. Właśnie zaczął się Ramadan – muzułmanie nie mogę jeść, pić ( nawet wody !) , palić papierosów aż do zachodu słońca. Podziwiam w takim upale!

Turyści nie mają czego się obawiać – wycieczki podczas Ramadanu odbywają się normalnie.

Rozpoczęcie Ramadanu zależy od fazy księżyca i nie ma stałej daty w kalendarzu. Przeważnie wypada w okolicach maja i czerwca, gdy na niebie pojawi się idealny rogal księżyca.

Księżyc rzeczywiście prezentuje się przepięknie.

Właśnie pojawił się na niebie. Za nim morze gwiazd.

Idziemy jeszcze godzinę w ciemnościach. Osiem wielbłądów przywiązanych luźno sznurkiem , na czele nasz Berber. Spod hotelu wyszły z nami jeszcze dwie karawany, ale dawno zostawiły nas w tyle . I dobrze. Jest kameralnie i niesamowicie cicho. Drogę oświetla na księżyc.

Docelowo mieliśmy iść 2 godziny, szliśmy chyba 2,5.

Wreszcie docieramy na kemping miliona gwiazd.

Na początku nie widać absolutnie nic.

Z mroku wyłania się zarys kilku namiotów. Ile ich było, jak wyglądała oaza? Dokładnie nie wiem 😉 Podobno z reguły w oazie jest prąd, tego dnia popsuł się generator! Za to mogłabym jeszcze dopłacić 😀 ! Było tak ciemno, że ciężko było przyjrzeć się namiotom. Było ich może 5, w każdym miejsce dla 6 osób. Do tego namiot kuchenny, kilka stolików i leżaki do spania pod gołym niebie. Łazienka? Tak wielka i wszędzie tam gdzie pustynia 🙂

Obozem opiekowało się dwóch Berberskich chłopców. Przy świecach podano kolację – tadżin z warzywami, kuskus, trochę mięsa, bułki i pomarańcze.

Pod gołym niebem smakowała mi obłędnie. Niebo lśniło!

Napisałam, żeby w razie czego zabrać ze sobą coś do jedzenia. Zdarzyły się bowiem osoby, które mocno narzekały. Jedzenie zimne, bułki twarde… – o WiFi na szczęście nie pytały 🙂

Trzeba mieć na uwadze, że jesteśmy na pustyni. Na campingu nie ma wody, prądu, do tego był Ramadan, a wycieczka była tania. W razie czego można poszukać innej wycieczki – podobno drożdże miały campingi z prądem i łazienkami.

Gdybym miała wybór, dopłaciłabym właśnie za brak prądu i kolację przy świecach 😀

Po kolacji Berberzy rozpali ognisko z liści palmowych. Paliły się szybko, ale gwałtownie, za każdym razem oblewając  wydmy czerwienią. Były bębny, tańce, śpiewy. Miliony gwiazd.

Kto chciał szedł już spać, ale resztę Berberzy zaprosili nas na „Berber TV”. Weszliśmy na jedną z wydm, na niej rozłożyli koc. Leżeliśmy i patrzyliśmy się gwiazdy. Jedne spadały, kolejne migotały, inne świeciły jasno i mocno. Nie było przerwy na reklamy.

Berberzy opowiadali o mocy jaka drzemie w Saharze. Kiedyś wędrowcy gdy poczuli zmęczenie zakopywali ręce i nogi w piachu. Patrzyli się w gwiazdy i czuli przepływającą przez ciało energię. Wymieniali energię z Saharą i rozgwieżdżonym niebem pustyni.

To działa! Robiliśmy to samo. Niebo było tak piękne, że łzy płynęły same.

Podobnie nie tylko mi jednej…

Na Saharę bardzo często przyjeżdżają ludzie poszukujący ukojenia. Zaszywają się w obozach na pustyni  nawet tygodniami. Nie robią po prostu NIC. Jedni piszą, inni medytują, uprawiają jogę. Wracają oczyszczeni.

Sahara ma moc.

Żeby dobrze się wyspać, najlepiej najlepiej spać pod gołym niebem.

Nie lubię zasypiać przy telewizji, ale przy Berber TV to co innego!

Długo nie spałam – o 4 rano mieliśmy zbiórkę przy wielbłądach. Jeżeli ktoś miał już dosyć , mógł pospać dłużej i wrócić godzinę później jeepem ( za 100 dirhamów – 10 euro ). Lepiej nie zaspać! Trzeba przecież obejrzeć wschód słońca na wielbłądach !

Wyruszyliśmy w zupełnej ciemności, witając wschodzące słońce z grzbietów dromaderów.

Dzień dobry Saharo.

I niestety do widzenia. Nie żegnam się, ale mówię do zobaczenia.

Może następnym razem przyjedziemy na dłużej? Obóz jogi? Brzmi zachęcająco 🙂 !

Z Marakeszu na Merzougę możecie oczywiście wybrać się też samemu – wynajętym samochodem lub komunikacją publiczną. Wycieczkę na wielbłądach bez problemu kupicie na miejscu.

Ale nie wiem czy z transportem, noclegami po drodze, jedzeniem i samą wycieczką nie wyszłaby finansowo podobnie. ( a może nawet drożej ? ).

Byliście?  Podzielcie się jaką opcję wybraliście 🙂



5 thoughts on “Maroko – Noc na pustyni”

  • A jak taka wycieczka pod kątem dzieci? Mamy dwójkę 6 i 10 i zastanawiam się czy takie nocne eskapady i poranne wstawania są dla nich.

    • Hej,
      na pewno zależy od dzieci, ale myślę że lepiej byłoby wybrać trochę inny typ wycieczki. Sama noc na pustyni tak, 3 dniowa wycieczka chyba niekoniecznie.
      2 godziny na grzbiecie wielbłąda ( tyłek trochę boli ;)! ), w tym trochę po zmroku mogą być dla dzieci męczące. Do tego dochodzi wstawanie o 4 rano, brak wody i łazienki . Można też wybrać troszkę droższą opcję – w niektórych biurach organizowane są noce na pustyni zaledwie 5 minut drogi na wielbłądach od busika, na campingu był prąd i woda. O wszystko trzeba się dopytać, bo pośrednicy często sami mało wiedzą… 😉

      Albo wybrać się na 2-dniową wycieczkę do Zagory? Przyznam, że nawet my po 3 dniach zwiedzana w upale byliśmy już zmęczeni – sama wycieczka jest dość intensywna. Myślę, że najlepiej wybrać się na dwudniową wycieczkę do Zagory, a jeżeli zależy Wam na wydmach pojechać na własną rękę do Merzougi i stamtąd kupić noc na pustyni, ale wybrać np. kemping bliżej od głównej drogi.

      Pamiętać, że by mieć zapas wody i coś do zjedzenia ( bo na wycieczce czasami nie ma gdzie kupić ).

      Chyba, że dzieci bardzo chcą i mówią, że dadzą radę to czemu nie 🙂 ?

      Jeżeli miałabyś jeszcze jakieś szczegółowe pytania, to pisz śmiało 🙂

Dodaj komentarz


Obserwuj mnie na Facebooku!

Facebook
%d bloggers like this: