Kiedy szukać Krokusów w Dolinie Chochołowskiej?

Kiedy szukać Krokusów w Dolinie Chochołowskiej?

Krokusy w Dolinie Chochołowskiej pojawią się już niedługo, zamieniając doliny w Tatrach  w fioletowe dywany. Zobacz czy warto ruszyć do Doliny Chochołowskiej.

 

Kiedy najlepiej jechać na krokusy? 

Krokusy są jednymi z najwcześniej kwitnących wiosną roślin. Często można je zobaczyć w marcu, gdy jeszcze leży śnieg.  Pierwsze krokusy najczęściej widać na przełomie marca i kwietnia. Ich wysyp następuje w pierwszych tygodniach kwietnia, czasami ( chociaż rzadko )nawet na sam koniec miesiąca. W związku z tym ciężko zaplanować  i zarezerwować wyjazd z wyprzedzeniem – lepiej być czujnym.

Rok temu z koleżankami ustawiłyśmy „alert” na krokusy. Od połowy marca wypatrywałyśmy pierwszych w naszej okolicy i codziennie sprawdzałyśmy aktualności na Tatromaniaku. Jeżeli niekoniecznie byłyśmy pewne czy „to już” dzwoniłyśmy do Schroniska w Dolinie Chochołowskiej. W końcu pojawiły się pierwsze krokusy! Potem kolejne i kolejne… – doliny w Tatrach zamieniały się w fioletowe dywany.

Od pojawienia się pierwszych krokusów do krokusowych dywanów trzeba odliczyć z reguły 2 tygodnie. Pierwsze powoli zaczynają się pojawiać – to calekiem niedługo 🙂

Teoretycznie krokusy w pełnym rozkwicie można podziwiać przez ok. 2 tygodnie. W tamtym roku, były to dwa pierwsze tygodnie kwietnia. Jednak trzeba mieć na uwadze możliwe załamania pogody. Dwa lata temu po pierwszym wysypie krokusów zgniótł je ulewny deszcz i później nie było co podziwiać… Gdy rozkwitną krokusowe dywany nie ma co zwlekać!

Gdzie najlepiej wypatrywać krokusów?

Najpopularniejszym miejscem do podziwiania krokusów jest Dolina Chochołowska,  dokładniej Polana Chochołowska. To taka krokusowa klasyka, gdzie zmierzają wręcz pielgrzymki turystów! Słyszałam, że niekoniecznie warto, krokusy będą zadeptane, a my zobaczymy tylko tłum ludzi. Jeżeli chodzi o tłumy nie było aż tak źle, a krokusy w Dolinie Chochołowskiej wyglądały nieziemsko!

Oczywiście najlepiej wybrać się poza weekendem, ale jeżeli nie mamy takiej możliwości pojedźmy najlepiej w sobotę i jak najwcześniej. Gdy otrzymaliśmy alert „krokusy!” w piątek po pracy od razu wsiedliśmy do samochodu ( z Lublina mamy ok. 5h ). Rano szkoda nam było tracić czas na dojazd z Zakopanego, w naszym samochodzie spać lubimy, więc noc spędziliśmy na parkingu pod Doliną Chochołowską. Nie byliśmy jedyni! Parking obfitował w samochodowych śpiochów i szukaliśmy dobrego miejsca, żeby nawzajem sobie nie przeszkadzać. Wstaliśmy ok. 3 nad ranem, żeby zdążyć na wschód słońca.

Z Siwej Polany ( gdzie znajduje się parking ) do Polany Chochołowskiej i upragnionych krokusów mamy ok. 7km.

Czas przejścia: ok. 2h. Szybkie tempo 1,5h.

Trasa: jest bardzo łatwa, bez większych przewyższeń.

Dolina Chochołowska to jedna z niewielu dolin, do której można wjechać rowerem i jedyna, do której można wejść z psem 🙂

 ( Toudi o tak wczesnej porze śpi w najlepsze, dla dobra mopsich snów został więc w domu 🙂 )

Dolina Chochołowska o poranku

Ruszyliśmy na krokusy przez Dolinę Chochołowską

Ok. 4 nad ranem z latarkami ruszyliśmy w kierunku polany. Klimat był niesamowity. W mroku słychać było tylko szum strumyka, widać tylko gwiazdy i szron połyskujący z świetle latarki. Doszliśmy akurat gdy słońce zaczynało wychodzić zza gór.

O tak wczesnej porze w  Dolinie Chochołowskiej nie byliśmy jednak sami. Na polanie zaczęły się przygotowania – ludzie ustawiali statywy i szykowali aparaty na wschód słońca. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Posłusznie zajęliśmy swoje stanowisko i ustawiliśmy w rządku podekscytowanych fotografów.

Wiecie co, chyba nie warto wstawać tak wcześnie 😉 !

Przez kilka godzin nie działo się po prostu nic … 😉 Zamiast fioletowych dywanów obserwowaliśmy szron. Dzień owszem nastał, ale kula słońca nie wschodziła tak jak na filmach i cały czas była ukryta za górami.  Światło do zdjęć rzeczywiście było piękne, szczyty prezentowały się w wyjątkowych kolorach, ale krokusy smacznie spały! Myślałam, że rozkwitną jak dotknięciem magicznej różdżki.. 😉

Ok. 7 rano, zaczął topnieć pokrywające je szron,  krokusy zaczęły powoli ( bardzo powoli! ) kierować swoje główki w stronę słońca. Rozkwitaniem zajęły jeszcze wolniej. Cały ten proces trwał kilka godzin 😉 Siedzieliśmy, piliśmy herbatę, ale na TE zdjęcia i tak trzeba było poczekać do 11-12 🙂

 Oczywiście warto przyjść przez największym tłumem, ale jeżeli wyjdziecie na szlak ok. 8-9 w zupełności wystarczy 🙂

Ok. godziny 6 rano
Światło było piękne

8 rano….dalej nic 😉

Koleżanki były mądrzejsze – przyszły ok. 10 🙂 Dopiero wtedy krokusy zaczęły swój spektakl – zrobiło się naprawdę pięknie! Fioletowy dywan kontrastował z ośnieżonymi szczytami. Można było patrzeć i patrzeć… 

9-10 rano
Nareszcie :)!

I…..wszystkich ogarnęło krokusowe szaleństwo. Każdy zaczął wyginać ciało na wszystkie strony – czas zrobić najlepsze ujęcie, ale nie rozdeptać przy tym cennych krokusów. Kończyny odstawały pod nienaturalnymi kątami, ciała wręcz lewitowały. Prawa ręka na aparacie, lewa noga w górze… Przypomina to nieco grę w Twistera 😀 ( pamiętacie 🙂 ? )

Trzeba pamiętać, że krokusy są pod ścisłą ochroną i trzeba naprawdę uważać, żeby ich nie uszkodzić ( i oczywiście pod żadnym pozorem nie zrywać! ). Dobra krokusów pilnują też strażnicy. Po Dolinie Chochołowskiej spacerują wolontariusze i pilnują, czy przypadkiem nie rozkładamy na nich koca i bestialsko nie niszczymy. Niektóre miejsca przy szlaku odgrodzono dodatkowo fioletową taśmą – ale spokojnie, nie utrudniała ona wejścia w najlepsze miejsca.

Czy warto ruszyć na krokusy do Doliny Chochołowskiej?

Zdecydowanie tak!

I mimo, że tłumy ludzi wychodziły na szlak, na polanie tak tego nie odczułam. Można było znaleźć miejsce i zrobić dobre zdjęcie.

Najlepiej oczywiście wybrać się poza weekendem, jeżeli do dyspozycji mamy tylko weekend – wybrać sobotę zamiast niedzieli.

Oprócz Doliny Chochołowskiej na krokusy możecie ruszyć też na Kalatówki czy w Gorce.

Warto też rozważyć nocleg w schronisku w Dolinie Chochołowskiej, ale podejrzewam, że trzeba rezerwować go z dużym wyprzedzeniem.

Co jeszcze robić w Dolinie Chochołowskiej oprócz podziwiania krokusów?

My wybraliśmy na dosyć łatwy i szybki szczyt o sympatycznej nazwie – Grześ. Przez jego szczyt ( 1653 m n.p.m. ) przebiega granica polsko-słowacka.

Wejście na szlak znajdziemy zaraz za schroniskiem Grześ należy do łatwych szczytów. Możemy na niego wejść mimo zalegającego śniegu w zwykłych górskich butach ( bez raków ). Ale uważajmy, może być ślisko!

Mimo, że Grześ ma niepozorną nazwę i jest łatwy do zdobycia, widok jest niesamowity! Rozpościera się niego przepiękna panorama Tatr m. in. na Ornak, Świnicę i wiele innych szczytów Tatr Polskich i Słowackich.

Wejście zajęło nam niecałe 2 godziny, zejście ( raczej zjazd po śniegu na plecakach ) dużo szybciej :)!

W Dolinie Chochołowskiej krokusy najpewniej będziemy oglądać z tysiącami innych turystów, ale moim zdaniem warto :)!

Kto zakochał się w fioletowych dywanach Doliny Chochołowskiej?

A jakie są Wasze krokusowe doświadczenia, a może macie już ustawiony krokusowy alert na ten rok 🙂 ? 



2 thoughts on “Kiedy szukać Krokusów w Dolinie Chochołowskiej?”

Dodaj komentarz


Obserwuj mnie na Facebooku!

Facebook
%d bloggers like this: