„Ten za łukiem rzeki świat” – Spływ Bugiem po Lubelszczyźnie

Spływ Bugiem

Gdzieś pomiędzy Wisłą a Bugiem, leży niesamowita kraina, pełna zieleni, pól, lasów i przygód do przeżycia.

Odkryjcie z nami skarb Lubelszczyzny – Dolinę Bugu .  Odurząjącą zielenią i nie zmąconą przez człowieka przyrodą.

Bug hipnotyzuje, czaruje….płynąc przy tym niespiesznie na styku trzech państw…

W pewien gorący sierpniowy weekend ruszyliśmy na spotkanie jednej z najdzikszych rzek w Europie. Z namiotem, kajakiem i mopsem na pokładzie daliśmy się ponieść z nurtem rzeki tuż przy granicy z Białorusią.

Tu można dać się porwać przygodzie!

Różanka -Sławatycze

Spływ zaczynamy w Różance. Rozbijając namiot nad samym brzegiem Bugu, już wiem że było warto.

Rzeka kipi zielenią, a powalone drzewa w większości są dziełem bobrów, które tak bardzo hałasują w nocy ( ich kołysanka raczej nie utuliła nas do snu 🙂 ).

Po nocy spadających gwiazd, pełnej nawoływań i nieodgadnionych odgłosów, czekał nas jeszcze piękniejszy spektakl przyrody. Nadchodził nadbużański świt.

Na utkanych przez noc pajęczynach pobłyskiwały pierwsze promienie słońca, bobry ucichły, a kajak już nie mogąc się doczekać podkakiwał niespokojnie na wodzie.

spływ, bobry, Bug,

Przy porannej kawie czekała nas jeszcze kontrola Straży Granicznej. Wberw powszechnej opinii nie mamy się czego obawiać ( chyba, że jesteśmy przemytnikami lub nielegalnie przekraczamy granicę 😉 ). Rozbijanie nad Bugiem granicznym jest dozwolone, musimy tylko poinformować odpowiedni oddział staży ( wypływając z Różanki placówkę w Dołhobrodach KLIK ) .

Jeżeli tego nie zrobimy nieuchronnie czeka nas wizyta stażników, dlatego nawet na kajak zabierzmy ze sobą dowód osobisty. Tu nikt nie przejdzie niezauważony. Cały teren jest pod kontrolą wież z radarami i kamerami na podczerwień. W związku z tym, jak to mawiają miejscowi – nigdzie nie jest tak bezpiecznie jak tutaj!

To prawda. Kolejnej nocy na zupełnym odludziu czuliśmy tak dobrze, jak w domu.

Granica przebiega przez środek głównego nurtu rzeki, w związku z tym polskie słupki graniczne są tylko orientacyjne i bez problemu możemy je przekraczać. Na Bugu obowiązują nas również jednak zasady. Na wodzie należy trzymać się lewego brzegu, z tej samej strony omijamy wyspy i pod żadnym pozorem nie wysiadajmy na drugi brzeg – Białorusini na pewno nie potraktują nas jak niedoinformowanych turystów.

Na spotkanie z naturą

Trzy kapoki na pokładzie – ruszyliśmy. Z każdą chwilą, za każdym zakrętem rzeka odsłaniała przed nami nam swoje skarby.

Bug jest czwartą co do wielkości rzeką w Polsce, a wciąż dziką i nigdy nie regulowaną. Ciągnie się przez 772km, a od zakończenia drugiej wojny światowej na odcinku 363km stanowił granicę państwa z ZSRR ,a obecnie z Białorusią i Ukrainą. Przyroda dyktuje tu warunki. Czasami przekornie zmienia bieg i zmniejsza wielkość któregoś z państw o parę hektarów. Nie tknięta przez człowieka natura rządzi się swoimi prawami. Na swojej drodze nie mijaliśmy żadnej infrastruktury, mostów i dopiero pod koniec spływu spotkaliśmy jednego wędkarza.

Rzeka powoli meandruje żyjąc w symbiozie z królestwem zwierząt, a my na kilka dni stajemy się obserwatorami tego niezwykłego spektaklu. Jeżeli stopimy się z nurtem rzeki zobaczymy istne cuda. Warto wypatrywać odpoczywających nad brzegiem saren , a także niesamowitej ilości ptaków. Rzeka obfituje aż w 160 ich gatunków – i nie trzeba być ornitologiem żeby to zauważyć. Rzeka jest też ostoją motyli – możemy tu spotkać aż 70% gatunków wystepujacych w Polsce.

Z początku płyniemy otuleni bezkresną zielenią. Po jakimś czasie ukazują się nam piaszczyste skarpy, w których jaskółki pracowicie wykopały niezliczone ilości jamek, a na brzegach zaczynają przebłyskiwać pierwsze plaże. Najpierw wielkie piaszczyste po stronie Białoruskiej, chwilę później zaczynają pojawiać się i po naszej stronie. Natura jest jednak sprawiedliwa i równo rozdziela swoje bogactwa.

Pod koniec dnia odnajdujemy wyjątkowe miejsce- olbrzymią plażę w Dołhobrodach. Szybka wiadomość do straży granicznej – zostajemy tutaj! Nie prowadzi tam żadna droga, a można się tu dostać jedynie kajakim. Krajobraz robi wrażenie.Wielka piaszczytsa plaża nie ustępuje tym nad Bałtykiem, a znajdujące się na przeciwko niej osuwające się klify przypominają Jastrzębią Górę.

Irena Santor śpiewała – już nie ma w dzikich plaż… Pani Irena raczej nie kłamała, najwidoczniej nigdy nie była nad Bugiem!

W ulewie robijamy prowizoryczne schronienie z wioseł, statywu i tarpa, by po chwili raczyć się kociołkiem z ogniska w promieniach wyglądającego znów słońca.

Na granicy dnia i nocy, Polski i Białorusi piaszczyste skarpy płoną czerwienią. Upał odchodzi, a my leniwie bujamy się na hamaku i wpatrujemy się w ognisko.

Nic nam więcej nie potrzeba.

Wielokulturowy Nurt Bugu

Do Sławatycz dopływamy przy dźwiękach nabożeństwa w miejscowej cerkwi. Do prawdziwa perełka dla miłośników historii i architektury. Ja teoretycznie do takich nie należę, ale złote kopuły pobłyskujące w słońcu zadziałały na mnie jak magnes. Warto zajrzeć do środka i dać się na chwilę pochłonąć.

Sławatycze są niezwykłym miejscem, w kórym kościół i cerkiew stoją na przeciwko siebie, a także obchodzona jest kultura brodaczy!

Na ryneczku od razu rzucają się w oczy ich figury, a w ciągu trzech ostatnich dni grudnia na ulicach możemy spotkać ich ludzkie oblicze. Dolinę Bugu przemierzają wtedy brodacze – czyli przebierańcy przystrojeni w długie brody i jeszcze wyższe czapki. Im dłuższa broda tym lepiej – w końcu symbolizuje długie życie.

Żegnają stary rok i witają nowy, a sama tradycja wśród miejscowej ludności jest bardzo stara. Najstraszym mieszkańcom Sławatycz (90 lat) opowiadali im to jeszcze ich dziadkowie.

Warto, żeby zachowała się jak najdłużej.

„Twarz brodacza okryta była pomarszczoną maską ze skóry oraz długą brodą i wąsami. Usta i otwory na oczy oblamowane były czerwonym materiałem. Na głowie brodacza znajdował się wysoki kapelusz ok. 80 cm ozdobiony kolorowymi kwiatami z bibuły i bardzo długimi wstążkami. Okrycie wierzchnie stanowił długi kożuch barani, odwrócony futrem na zewnątrz. Garb i długi kij w ręku były oznakami starości, wielkiego wysiłku, jaki trzeba było znieść w ustępującym roku. Ręce i nogi owinięte były słomą podwiązane powrósłami.

W dalszą trasę w kierunku Janowa Podlaskiego ( to wbrew pozorom jeszcze wojwództwo Lubelskie ) ruszamy już samochodem.

Region Doliny Bugu ma szczególny charakter i powstał w wyniku przenikania się wielu kultur: Polaków, Żydów, Ukraińców, Białorusinów i osadników z zachodniej Europy.

Co chwilę mijamy urocze kościółki i kapliczki, na zaminę z ozdobnymi cerkwiami. Przy niektórych zatrzymujemy się trochę dłużej.

Kodeń

Między innymi przy Monasterze Św. Onufrego w Jabłecznej.

Założony został w miejscu pojawienia się ikony Św. Onufrego, która według ludności przypłyneła tutaj Bugiem. A trzeba przynać, że przybiła do bardzo malowniczej okolicy!

Sam teren klasztoru obfituje w rośliny, a nawet sadzawkę z rybami, a wokół rozciagają się pola słoneczników i bezkresne tereny.

Uroczysko Zaborek

Na sam koniec, po dwóch dniach w namiocie, trafiamy do bajecznego miejsca – Uroczyska Zaborek ( KLIK )

W sercu nadbużańskiej przyrody, znajdziemy tu ostoję ukrytą przed całym światem.

Jesteśmy starsznie głodni i już nie możemy się doczekać aż spróbujemy regionalnej kuchni . Na pierwszy rzut idą pierogi z pokrzywą i prażonymi orzeszkami oraz tartun ziemniaczany, a na deser parowańce – czyli rodzaj drożdżowych bułeczek ze śmietaną i jagodami. Odpłynęłam w tym raju…

Menu zmienia się w zależności od pory roku, więc za każdym razem możemy spróbować innych smaków. Do dyspozycji gości jest też cały kopleks Uroczyska. Możemy przespacerować się ścieżką przyrodniczą, zajrzeć do odrestaurowanych wiejskich chatek, a także zamieszkać w leśniczówce, starej plebanii, a nawet w zabytkowym wiatraku!

Uwielbiam takie miejsca z duszą!

Informacje praktyczne:

  • trasa Różanka – Sławatycze – długość 26km

    Na pełnym luzie można ją pokonać w jeden dzień.

    My jednak lubimy zwiedzać pomału, niespiesznie i najlepiej bez planu, a plaża w Dołhobrodach zauroczyła nas tak bardzo, że postanowiliśmy zostać jeszcze jedną noc na trasie.

  • organizacja

Od kilku lat mamy własne canoe pneumatyczne, więc spływ organizowaliśmy na własną rękę.

Uwielbiamy ten rodzaj podróżowania, ale zawsze trzeba znaleźć sposób żeby odebrać samochód. Jeżeli nie może przyjechać po nas ktoś bliski, korzystamy z łapania stopa lub usług kajakowych.

Nad Bugiem przy transporcie powrotnym pomógł nam organizator spływów Kajaki nad Bugiem ( KLIK)

Firma organizuje jedno- i kilkudniowe spływy w tych okolicach. Naprawdę warto skorzystać.

  • jedzenie

Na trasie nie znjadziemy żadnych sklepów, ani knajpek, koniecznie zabierzcie ze sobą zapas jedzenia – chyba, że w przeciwieństwie do nas potraficie zrobić użytek z wędki !

 

  • gdzie spać?

    Jeżeli jesteście miłośnikami noclegów pod namiotem, w Różance i Sławatyczach znajdziecie nieoficjalne miejsca biwakowe, zaopatrzone w wiatę, miejsce na ognisko, a nawet toaletę. Do jednego i drugiego miejsca dojedziemy samochodem.

    W Różance jest bardziej kameralnie, ale w jednym i drugim miejscu możemy rozbić się nad samą wodą.

Na trasie znajdziecie też piękne plaże, szczególnie polecamy miejsce w Dołhobrodach.

W większych miejscowościach możemy skorzystać z gospodarstw agroturystycznych. Szczególnie polecamy magiczne Uroczystko Zaborek, do kórego warto nadrobić te parę kilometrów pod koniec wyjazdu.

  • Straż Graniczna

    Koniecznie pamiętajmy o powiadomieniu straży granicznej o miejscu biwakowania ( najlpiej podać numer słupka ) i trasie spływu.

    Jeżeli spływ jest organizowany przez firmę kajakarską, z reguły tymi formalościami zajmuje właściciel.

  • nurt

    Nurt rzeki jest bardzo przyjemny, nie ma tu rwących i co chwilę zmieniających kierunek prądów jak na Wiśle.

    Możemy wybrać tempo relaksacyjne, podziwiać przyrodę i bez większego wysiłku posuwać się do przodu.

    Nasz kajak przeważnie jest mocno obładowany zapasem jedzenia, namiotem, śpiworami i innymi mniej lub bardziej potrzebnymi rzeczami, a do tego ciągle wiercącym się mopsem, dlatego jeżeli wybierając się na jednodniowy spływ „bez zbędnego balastu” możecie pokusić się na dłuższy odcinek trasy.

     

  • zwierzęta

    Dzikie zwierzęta nie stanowiły najmniejszego problemu, a skoki do wody bobrów – choć głośne!, można polubić.

    Za to musieliśmy negocjować o odzyskanie kajaka z krowami i …bykiem.

    Zatrzymaliśmy się na brzegu, żeby trochę odpocząć od słońca, a po chwili przy naszym kajaku zebrało się już całe stado z bykiem na czele.

    Chyba nie bez powodu płachta torreadora jest czerwona. Nasze canoe zostało dokładnie zbadane, a worki z jedzeniem oblizane.

    Kajak jest bardzo wytrzymały, ale nie wiem czy testowano go na zwierzętach…

    Uciekliśmy z okupowanego kajaka za ogrodzenie i zaczęliśmy negocjacje. Żadne prośby i inne sposoby nie przynosiły efektu, na szczęście miłość do jednej z krów okazała się silniejsza i po 30 minutach byk odszedł i zajął się zalotami 🙂

  • telefon

    Warto pamiętać, żeby wyłączyć roaming.

    Zasięg jest tu bardzo słaby i najczęściej łapie sieć z Białorusi co przy częstym korzystaniu z telefonu, może potroić koszt całego wyjazdu. Ale są też plusy! – takie chwile bez internetu są bardzo cenne.

  • a jak podobało się Toudiemu?

    Bardziej niż na Wiśle. Zdecydownie woli szaleć w trawie niż na piasku. Do tego nurt rzeki nie był zbyt szybki, a woda przy brzegu płytka co sprzyjało mopsim szaleństwom 🙂

Nieswojo czuł się w tylko przy drzewach poobgryzanych przez bobry. Najwidoczniej królowie Bugu są tylko jedni!

  • a nam?

    Nie sądziłam, że po Wiśle jeszcze jakaś rzeka tak mnie zachwyci. Było zupełnie inaczej, bardziej zielono i jeszcze bardziej dziko.

Wiem jedno, wyłaniająca się z mgły nadbużańska kraina na długo we mnie pozostanie.

„A gdyby jej prąd chciał ponieść nas
tam, gdzie bezkresna mgła
i odsłonić znany tylko nam z marzenia
ten za łukiem rzeki świat.
Ten za łukiem rzeki inny świat!”

Wpis powstał w ramach akcji – Turystyczne Mistrzostwa Blogerów organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną, a partnerem naszego bloga jest Lubelska Regionalna Organizacja Turystyczna.

Jeżeli spodobał Wam się artykuł, zdjęcia, znaleźliście przydatne informacje lub po prostu chcielibyście sprawdzić radość nam i Toudiemu, zostawcie like, komentarz, a jeżeli udostępnicie link będziemy przeszczęśliwi 🙂

Od Waszej pomocy zależy czy Lubelszczyzna przejdzie dalej.

A chcielibyśmy podzielić się z Wami jeszcze ogromną ilością miejsc i sprawić, żeby jak najwięcej osób zakochało się w lubelskiej krainie 🙂 !

#visitpoland #mistrzostwablogerow

 

 

14 thoughts on “„Ten za łukiem rzeki świat” – Spływ Bugiem po Lubelszczyźnie

  1. Kupiłaś mnie. I to na sto procent: zaczynając od tego, że jest tam tak dziko, przez różnorodność motyli, ptaków i sarny, które można spotkać przy brzegu. To dla mnie destynacja nr 1 na wakacje w Polsce .Poza Opolszczyzną, rzecz jasna!

    1. Dziękuję bardzo 🙂 ! Straż Graniczna też chciała go zatrudnić do pilnowania porządku na granicy 😀 Ma słodkie oczy ale swojego pilnuje ( chyba, że ktoś ma kabanosy… 😉 ).
      A miejsce świetne – bardzo polecamy jak będziecie mieli wolną chwilę 🙂

  2. To jest chyba najładniejszy etap na Bugu. Płynąłem Bugiem już w pasie nie będącym granicą i rzeka jest tam taka sobie. Niestety brudna, co czuć…
    Pozdrawiam miłośników pływania sprzętem Gumotexu 🙂

Dodaj komentarz