Spływ Wisłą kajakiem: Sandomierz – Kazimierz Dolny

Spływ Wisłą kajakiem

Za nami 4 dniowy spływ Wisłą.

90km kajakiem, 3 noclegi na bezludnych wyspach i mops na pokładzie :)!

Rozejrzyjmy się wokoło i odkryjmy przejście do równoległego świata. Jedni przejdą na drugą stonę lustra, inni zajrzą do starej szafy, a czasami wystarczy złapać wiosło i stopić się z nurtem rzeki

Często marzymy o dalekich wyprawach, a okazuje się, że przed samym nosem mamy nieodkyty skarb . Niespiesznie płynący przez całą Polskę , od gór do morza…

Wisła, królowa polskich rzek – a wciąż dzika, pełna życia i przygód.

Sandomierz- Kazimierz Dolny

Swoją przygodę z kajakiem zaczeliśmy już jakiś czas temu. Przemierzaliśmy nim norweskie fiordy mierzące nawet 700m głębokości, pływalliśmy przy białych nocach za kołem podbiegunowym i przy oszałamiających wodospadach w Bośni i Hercegowinie. W Norwegii towarzyszyły nam morświny, a w Finlandii chmary komarów!

Ale okazuje się w Polsce też można znaleźć magiczne miejsca!

 

Bezludne wyspy

Ważniejsze od przepłyniętego dystansu była dla nas sama podróż, spędzenie czasu ze sobą, odkrywanie dzikich miejsc i kontakt z przyrodą.

Hitem były niezliczone ilości bezludnych wysp na naszej trasie. Od małych malutkich, na których mieścił się tylko kocyk piknikowy, aż po porośnięte drzewami , ciągnące się prawie kilometr… Każda inna i niepowtarzalna, każda wspaniała!

Codziennie przepływaliśmy ok 25 km, a gdy znajdowaliśmy jakieś świetne miejsce na postój po prostu rzucaliśmy kotwicę i hasło „nocujemy!”. Większe z wysp można wyszukać na mapie satelitarnej ( co z reguły robiliśmy szukając miejsca na noc ), ale wiele z nich ma charakter nieregularny i nigdy nie wiemy co odkryjemy na swojej drodze.

 Do polecenia mamy wyspy m. in. chwilę za Annopolem, za Basonią lub Krowią Wyspę przed samym Mięćmierzem.

Myślę, że jest ich tyle, że każdy znajdzie jakąś bezludną wyspę dla siebie 🙂

 

 

Bezpieczeństwo

Wisła nie cieszy się pod tym względem dobrą opinią, ale myślę że wiąże się to głównie z tym, że płynąc przez całą Polskę statystycznie zdaża się tam najwięcej wypadków.

Oczywiście bezpieczeństwo przede wszystkim. Nie pływamy w Wiśle wpław i nawet na chwilę nie wiosłujemy bez kamizelek ratunkowych ( które są znacznie lepsze niż asekuracyjne ). Wszyscy. Bo Toudi oczywiście ma swoją (  dostępna w JULI ), dodatkowo przypinam go do swojej kamizelki grubą liną z karabińczykiem.

Jeżeli chodzi o inne „niebezpieczeństwa” to mielizny :)!

To chyba największa przeszkoda. Kilka razy dziennie zawieszaliśmy się na płyciznach, kórych nie sposób było ominąć. Pozostawało wypychanie kajaka ręcznie.

( trzeba przy tym uważać na znaczne różnice głebokości, ale w dzień odcień kolorów jest widoczny gołym okiem. Lepiej jednak nie robić tego po zmroku )

Wiry też nie stanowią wiekszego zagrożenia dla kajaka.

Prąd najczęsciej jest bardzo przyjemny i nie wymaga dużego zaangażowania i kondycji. Czasami zdażają się spokojne odcinki przypominające taflę jeziora, ale też lekkie przewyższenia z szybszym nurtem.

Bez wiosłowania osiągaliśmy średnią prędkość 4,5 km/h,

przy wsiołowaniu jednej osoby 7-8km/h.

 

Dzika przyroda

Kajak jest najlepszym narzędziem do podpatrywania przyrody. Stapiamy się z nurtem rzeki i cicho podąrzając razem z nią można trafiamy w centrum wodnego życia. Można poczuć się jak podczas oglądania Discovery na żywo!

Niesamowitym wrażeniem było podpatrywanie stada ptaków na Ptasiej Wyspie (okolice Lucimia ). Raj dla fotografów i miłośników przyrody. Na wyspę w tym okresie nie można było wychodzić ze względu na okres lęgowy, ale oglądanie tego pięknego spektaklu z daleka w zupełności nam wystarczyło.

Rytm dnia wyznaczał nam wschód i zachód słońca, lub burzowe chmury poganiające do szukania schronienia na wyspie.

A nocą? Wyspa dopiero budziła się do życia! Dzikie nawoływania, jeszcze dziksze tupoty (łap? kopyt?), ktoś inny skakał do wody z impetem. Czasami próbowałam dojrzeć coś w świetle księżyca lecz bez skutku.  Sekret mogłyby tylko zdradzić ślady kłebiące się wokól namiotu – gdybym tylko potrafiła je rozczytać… 🙂

Jednego jestem pewna, był łoś! Reszta jest tajemnicą…

Organizacja

Organizacyjnie spływ nie wymagał od nas dużego przygotowania.

Kajak mieliśmy od dawna ( model Gumotex – Palava ), namiot także, jedynym schodkiem do pokonania przy samodzielnym spływie pozostaje zawsze  transport przed i po zakończeniu podróży. Tutaj z pomocą przyszedł nam Tata Arka, podrzując nas do Sandomierza i odbierając z miejsca docelowego. Zaoszczędziło nam to wiele czasu, ale gdyby nie to rozważaliśmy jeszcze opcję wyjazdu na dwa samochody lub łapanie stopa z kajakiem w plecaku ( co sprawdziliśmy przy wcześniejszym jednodniowym spływie – machanie wiosłem przy drodze działa jak magnes 🙂 )

 

Zapasy jedzenia i filtr do wody

Z racji tego, że Wisła w tym rejonie jest naprawdę dzika, brzeg nie posiada żadnej infrastruktury. Możemy tylko pomarzyć o sklepach, nie wspominając już o barach z zimnym piwem i pizzą przy brzegu… ( co ostatniego dnia już nam się śniło na jawie! ). Gdzieniegdzie tylko, w oddali dostrzegaliśmy wędkarzy zaszytych gdzieś w szuwarach lub łapaliśmy oznaki cywilazacji przepływając pod nielicznymi mostami. Ostatniemu osobnikowi ludzkiemu pomachaliśmy w Sandomierzu, by na nowo wrócić do żywych 4 dni później.

Zapasy jedzenia to więc podstawa, chyba że w przeciwieństwie do nas potraficie zrobić użytek z wędki 😀 !

 

Do kajaka ciężko nam było zapakować kilkanaście litrów wody, która schodziła w tym upale jak …przysłowiowa woda. Do tego trzeba doliczyć kawy, herbaty i obowiązkowe przy wyjazdach z namiotem zupki chińskie. Z pomocą przyszedł nam filtr do wody.

Wisłowianka może być całkiem smaczna 🙂 !

Po go nałożniu na butelkę filtru membranowego można ją pić prosto z niej lub wyciskać do kubka. Zatrzymuje wszystkie drobnoustroje, kolor ma całkiem całkiem, a z perspektywy czasu nie zaoobserowaliśmy żadnych dolegliwości 🙂

Czasami ( z lenistwa!) zamiast przefiltrowywać duże ilości gotowaliśmy ją 15 minut, ale tego sposobu zbytnio nie polecamy. Z rzecznym osadem herbata przyponała raczej kompot z suszu….

 

 

Oprócz wody na wyspie nie mogło zabraknąć wina 😉

Bo chyba nie ma nic piękniejszego niż zachód słońca na bezludnej wyspie, a do tego kubeczek wina przy ognisku… Na kajaku, jak i dłuższych wypadach z plecakiem spisuje się przelewanie wina w plastiowe butelki. Aromatowi to nie urąga, a niesie się lepiej!

A i korkociąg możemy zostawić w domu .. 😉

Też uważacie, że firmy powinny wprowadzić serię win „Travel” 😀 ?

Namiot i śpiwór

Ostatnio nasz ulubiony namiot na wyprawy! Zajmuje minimalną ilość miejsa ( dwie paczuszki wielkości A4 ) i najważniejsze – sekretem lekkości jest fakt, że nie musimy pakować do niego stelażu. Za rusztowanie może nam posłużyć znaleziony patyk, u nas świetnie sprawdza się stabilny kijek do selfie :)!

Do tego pięknie wygląda w nocy i potrafią go rozłożyć nawet damskie ręce :)!

 

namiot DD Superlight Piramide Tent, 

a na zimne noce mamy super ciepły śpiwór Fjord Nansen TRONDELAND  ( – 9’C ). Do kupienia tutaj: KLIK

Można również spać pod samą moskitierą

 

Kazimierz Dolny

Z oddali widać już było zamek w Janowcu, co znaczyło tylko jedno – jest blisko!

W tym uroczym miasteczku byliśmy już wiele razy, ale tego dnia cieszyło szczególnie! Brudni, trochę zmęczni, po czterech dniach dobiliśmy do portu w Kazimierzu!

( za cumowanie kajaka zapłaciliśmy całe 1zł! 🙂 )

Camping w porcie – Kazimierz Dolny

Będąc w Kazimierzu zajrzyjcie koniecznie do małej wioski – Mięćmierza. Na brzegu Wisły znajdziecie tam stare barki, a pod strzechą drewnianych domków bar z zimnym piwem :)!

Gdy w majowy weekend kazimierski rynek tonął w tłumach turystów, tu można było znaleźć spokój i odpocząć przy drewnianej studni. A spod starego wiatraka macie obłędny widok na Krowią Wyspę ( każde serce na pewno tu zapłonie o zachodzie słońca… )

Kazimierski kogucik

 

O krok od domu można przeżycić wspaniałe przygody.

Nam dużo ułatwił własny kajak, ale Wisła stoi otworem dla każdego – na tej samej trasie organizowane są 3-4 dniowe spływy, możemy wybrać też opcję jednodniową np. w okolicach Annopola lub Kazimierza Dolnego.

A jeśli temat kajaka nie jest Wam bliski, wystarczy wziąć namiot i zaszyć się gdzieś na jednym z  dzikich brzegów w Dolinie Wisły.

 

Czasami wystarczy odjechać o krok od domu, a od przygody dzieli nas tylko rozbicie namiotu <3

47 thoughts on “Spływ Wisłą kajakiem: Sandomierz – Kazimierz Dolny

  1. podoba mi się pomysł na wprowadzenie serii win „travel” 😉 jak zwykle świetna relacja z podróży kajakiem. mnie trochę przeraża picie wody z Wisły (w domu pije z kranu, ale ponoć to najczystsza woda w Polsce), nawet jeśli to woda przefiltrowana.

    1. Z piciem wody to taka awaryjna sytuacja, czasami lubimy pobawić się w taki trochę survival 😉 Ale nie była taka zła 😉 !
      Do tego ten filtr podobno sprawdza się nawet w Afryce, więc stwierdziliśmy że zaryzykujemy 😀

  2. Ten ‚fotelik’ z oparciem To standard w obecnej wersji palavy czy krzesełko z ikei? Mam starsza wersje palavy i myśle o zamontowaniu oparcia 🙂

    1. Dobry strzał – krzesełko z Ikei pomalowane na szaro 😀 Orginalne ławeczki są dosyć wąskie więc wycieliśmy większe z płyty sklejkowej (w marketach budowlanych można zamówić pod wymiar a otwory pod śruby nawiercić samemu)
      Jest dużo wygodniej 🙂

  3. Pingback: visit the source
  4. Pingback: here
  5. Pingback: go here
  6. Pingback: here
  7. Pingback: fastsexportal.mobi
  8. Pingback: see more
  9. Pingback: click to continue
  10. Pingback: ABrand
  11. Pingback: 2018-2019
  12. Pingback: 2019
  13. Pingback: javsearch.mobi

Dodaj komentarz