Zdjęcia z Norwegii: Relacja z wystawy fotografii – „Zew Północy”

fot: Dariusz Hankiewicz
fot: Dariusz Hankiewicz

Kochani, 21 kwietnia miałam przyjemność otworzyć wystawę fotografii z naszych podróży do Norwegii.

„Zew Północy” możecie oglądać do 14 czerwca w „Klubie Lekarza” na ul. Chmielnej 4 w Lublinie.

 

Parę słów o Norwegii

W Norwegii byliśmy z mężem dwa razy.

Za pierwszym, przemierzaliśmy Norwegię rowerami. Samochód porzuciliśmy w okolicach Bergen, przepakowaliśmy cały nasz dobytek w sakwy i z namiotem i zapasem jedzenia na 3 dni ( sklepy w Norwegii mogą być oddalone od siebie nawet o 50km, co w górzystym terenie, i to na rowerze zaczyna nabierać znaczenia… 😉 ) ruszyliśmy w stronę Stavanger.

Tam przerobiliśmy sakwy na plecaki, by spędzić noc w namiocie na szczycie Preikestolen.

Kultowa półka skalna – Preikestolen, ma dla nas szczególne znaczenie. To tam przy targanym wiatrem namiocie, powiedziałam „tak” – cieżko by było odrzucić taką propozycję zwieszając nogi nad przepaścią 😀 604 m to prawie trzy Pałace Kultury!

Po takich zaręczynach nie wyobrażaliśmy sobie innego pomysłu na podróż poślubną, jak jeszcze bardziej na północ, oczywiście do Norwegii.

Zamiast rowerów wzięliśmy jednak kajak, a namiot wymieniliśmy na przyczepę kempingową.

I tak ruszyliśmy na wymarzone Lofoty.

Przez Litwę, Łotwę, Estonię, Wioskę Świętego Mikołaja w Finlandii i mroczną Szwecję, na sam koniec archipelagu Lofotów.

Ten nasz mały koniec świata zaliczam do najpiękniszych miejsc w życiu.

Mieniące się błękitem fiordy, szczyty opadające pionowo w dół wprost do wody, a wszystko to możemy podziwiać praktycznie całą dobę – dzięki magii białych nocy

Mimo, że Lofoty znajdują się ponad 300km za kołem podbiegunowym , panuje tu szczególnie przyjazny mikroklimat. Zawdzięczamy go ciepłym prądom, dzięki którym jest tu wyjatkowo ciepło!

Zdażało nam się nawet opalać i wykąpać się w Morzu Norweskim (co prawda krótko, ale zawsze! ), i był to mniejszy wyczyn niż kąpiel w lecie nad naszym Bałtykiem 🙂

 

 

Król fiordów – Geiranger

Po nasyceniu się obłędnymi widokami ruszyliśmy promem w kierunku Bodo, by po kolejnym dniu podróży spędzić czas nad majestatycznym Geirangerfjordem  – nie bez powodu nazywany jest któlem fiordów. Kaskady wodospadów „Siedem Sióst” spektakularnie spadają wprost do wody z 300m n.p.m, a my płynąc kajakiem czujemy się jak mała łupinka.

Pod sobą mamy nawet 600m  – aż strach zarzucać wędkę, myśląc co za potwory mogą pod nami przepływać !

Geiranger oszołomił nas tak bardzo, że zupełnie przypadkiem przepłyneliśmy cały – mierzący 15km, fiord. Przypadkiem – bo tak naprawdę mieliśmy się tylko popływać w okolicach campigu, a że za każdym rogiem widok zachwycał nas coraz bardziej i bardziej… nie mogliśmy przestać płynąć! Aż znaleźliśmy się na samym końcu w miejsowości Geiranger.

Potwornie zmęczeni, ale też szczęśliwi, a w drodze towarzyszły nam morświny, wyskakujące to z jednej, to z drugiej strony kajaka.

 

Ginący lodowiec

Ostatnim przystankiem naszej podróży był język  Lodowca Jostedalsbreen, największego lodowca w kontynentalnej Europie.

Lodowiec, który mieni się błekitem niezależnie od pogody, teraz topnieje w zastraszającym tempie.

Jeszcze parę lat temu jęzor sięgał do krystalicznie czystego jeziorka, które się pod nim znajduje, teraz niestety kończy się kilkanaście metrów  powyżej….

Jeżeli ktoś jeszcze nie znalazł dobrego powodu by spakować się i ruszyć do Norwegii, może właśnie ten topniejący lodowiec Was przekona :)!

W Norwegii każdy znajdzie coś dla siebie. Od łowienia ryb, olbrzymich wodospadów, po majestatyczne fiordy, błękitne lodowce i szaleństwa kajakiem przy białym nocach.

Ale uwaga – Norwegia uzależnia, kto raz poczuje Zew Północy tak łatwo z tym nie skończy :)!

 

Fotorelację w obiektywie dr Dariusza Hankiewicza można obejrzeć również na stronie Komisji Kultury

 

 

 

Dodaj komentarz