NORWEGIA – Rowerem przez kraj Wikingów

Trzy tygodnie, dwa rowery, jeden pierścionek zaręczynowy

Lekko zaspana wyglądam przez poły namiotu. Gęsta jak śmietana mgła rozpływa się w świetle nadchodzącego dnia i powoli, niczym spod kurtyny ukazuje nam jeden z najpiękniejszych norweskich fiordów. Bramy odsłonięte – opadające pionowo w dół klify nikną w wodach majestatycznego Lysefjordu.

Preikestolen, kultowa półka skalna zasługuje na miano jednego z najbardziej magicznych miejsc, a skrawek na brzegu klifu ( o wysokości 604 m, – to prawie trzy Pałace Kultury! ) to zdecydowanie mój ulubiony metr kwadratowy Norwegii.

Nogi mam jak z waty. Na pewno od tygodni spędzonych na rowerze, ale i przez zapierające dech w piersiach widoki.

Z kubkiem kawy powoli idę na brzeg klifu. „Warto było” – myślę, przełamując strach i spuszczając nogi nad przepaścią.

Magiczny krąg : Od Bergen do Stavanger

Wróciliśmy z największej przygody naszego życia. Do Norwegii dotarliśmy samochodem tylko po to by porzucić go w okolicach Bergen, cały dobytek przepakowaliśmy w sakwy i z domem na dwóch kółkach pedałowaliśmy w stronę Stavanger. Pod Preikestolen opuściliśmy nasze rowery, sakwy przerobiliśmy na plecaki i ruszyliśmy w góry, by spędzić noc na półce skalnej.

Po noclegu na campingu miliona gwiazd, ruszyliśmy w powrotną drogę, przez góry Norwegii.

W ciągu trzech tygodni pokonaliśmy ponad 4 tysiące kilometrów samochodem i prawie 500 rowerem – chociaż nasze nogi twierdzą, że dużo więcej – w górach każdy kilogramokilometr liczy się przecież podwójnie 😉 !

Ile jedzenia zmieści się w sakwach, jak smakuje woda ze strumienia i dlaczego tabliczka czekolady wystarcza tylko na jeden podjazd? Norwegia bez trudu odpowiedziała nam na te wszystkie pytania. Nauczyliśmy się też negocjować o przejazd drogą z owcami, rozbijać namiot na skałach, suszyć skarpetki nad ogniem, a w awaryjnej sytuacji łapać stopa – oczywiście z rowerami. W reszcie pomogli nam mieszkańcy drewnianych domków, tak malowniczo porośniętych darnią.

Ludzie Północy wręcz zachęcali nas do noclegów na łonie przyrody ( bo nie ma nic piękniejszego niż randka z naturą!), gdy namiotem targały wiatry częstowali gorącą herbatą i pomogli oprawić pierwszą złowioną rybę.

Jesteśmy w bajce! Choć niekoniecznie tej dla księżniczek…

Camping w Oddzie

Norwegia zupełnie nas zauroczyła. . Mknąc serpentynami znaleźliśmy się gdzieś pomiędzy wioską Hobbita a Doliną Muminków – trafiamy do nieznanej krainy przepełnionej magią.. Od surowych krajobrazów wyobraźnia aż hula! Wcale się nie dziwię, że ludzie wierzą tutaj w małe, zgryźliwe trolle, które nie mają nic wspólnego z naszymi sympatycznymi krasnalami. Podrzucanie kamieni i inne złośliwości na małych krętych dróżkach to ich specjalność. Lepiej patrzcie pod koła!

Oniemiali z zachwytu jechaliśmy wzdłuż mieniących się błękitem fiordów, a podczas wyczerpujących podjazdów cicho przeklinaliśmy pod nosem, by zaraz potem krzyczeć z radości na szczycie – i jeszcze głośniej zjeżdżając z górki!. Pachniało latem i zimą jednocześnie. Z 30 stopniowych upałów przenieśliśmy się do tajemniczej, mrocznej krainy, a temperatury w nocy zaczęły oscylować wokół kilku stopni powyżej zera.

Dolina Wodospadów – okolice Oddy

Mijaliśmy jeziora pełne kry, wiatr znad lodowca pchał nas do przodu, a w słoneczne dni zraszaliśmy się pod taflą wodospadów i układaliśmy zmęczone głowy na poduszce z mchu . Trafiliśmy do innego świata. Nie spodziewałam się że chmury mogą nieść takie pokłady deszczu, morza tak roić się od ryb, a lasy pękać od grzybów i jagód. A na pewno nie spodziewałam się, że kraj Wikingów tak dziko zawładnie naszymi sercami. Trzeba uważać. Kto raz poczuje zew północy tak łatwo z tym nie skończy!

Preikestolen

Na szczycie marzeń

Lysefjord mieni się w zachodzącym słońcu, a miejsce powoli pustoszeje. Wpatrzeni w dal stoimy na półce skalnej o kształcie idealnego kwadratu, czas wybrać jego fragment na nocleg i zebrać kamienie do obciążenia namiotu. Opatuleni śpiworem otwieramy wino i rozkoszujemy się wieczorem w restauracji marzeń.

Na szczycie góry, w targanym przez północne wiatry namiocie, spełnia się nasz sen o Norwegii.

Opłacało się wykonać pewien wysiłek i ruszyć na spotkanie z północą. Bo chyba tylko do Bilbo Bagginsa przygoda sama puka do drzwi.

To jak, ruszacie? Norwegia tylko na to czeka.

Artykuł powstał w ramach współpracy z Magazynem Travel Polska – dostępny również na stronie TRAVEL POLSKA

Nasza trasa rowerowa. Początek i koniec w Halhjem.

Starówka w Bergen
Haugesund
Camping nad Sognefjordem

Sognefjord

Odda

Camping w Oddzie

Okolice Oddy

 

Wyspa Bomlo

Zachód słońca podczas przeprawy promowej w Stavanger

W drodze na Preiekstolen
Szykowanie noclegu – Preikestolen

Kolacja zaręczynowa

 

Dodaj komentarz