Henningsvær – Wenecja Lofotów

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Chodźcie z nami na spacer po tej urokliwej, typowo norweskiej wiosce.
 Henningsvær liczy zaledwie 500 mieszkańców i znajduje się na połączonej mostami grupce porozrzucanych wysepek. Jedzie się do niej przez bardzo wąskie drogi, a nasza przyczepa naprawdę nie jest największa – inne to dopiero prawdziwe drogowe monstra!  
Prawie na każdym moście obowiązuje ruch wahadłowy, a na innych drogach trzeba kombinować i przepuszczać siebie nawzajem.
Mosty są naprawdę świetne i fantazyjnie powyginane, zapewne dlatego wychwalana Atlantic Road nie zrobiła na nas potem żadnego wrażenia.

Co ciekawego jest w miasteczku?
Domki, domki i jeszcze raz  małe domki. Ja jestem ich wielką fanką, więc bardzo mi się podobało. Do przepisu na udany spacer dodajemy jeszcze wąskie uliczki i mamy kwintesencję Henningsvaer. Mimo tego, że to miejsce jest stosunkowo znane, dzikich tłumów nie było – jak to w Norwegii 🙂
 Podobno w lecie ( w sierpniu było już po sezonie ) organizowane są tu liczne festiwale i wystawy.
Lofoty w ogóle obfitują w galerie ( i jak podejrzewam ) samozwańczych artystów. Jak mieszkasz w takim miasteczku nic prostszego, wystawiasz jakieś rękodzieło przed domem, dodajesz cenę, do tego puszkę na pieniądze i gotowe 🙂 O dziwo, czasami są nawet drobne, żeby samemu wydać sobie resztę :D!
 Mieszkańcy sami tworzą klimat tego artystycznego miejsca – świadomie lub tez nieświadomie, ale detale w stylu kaloszy na kwiatki  zawsze mnie rozbrajają 😀
Znany u nas skandynawski styl naprawdę tam występuje i to w każdym domu. Zajrzyjmy przez okno bez firanek – znajdziemy tam każdą ilość świeczek, świeczników, domków, napisów LOVE  i innych przytulnych durnostojek.
Skandynawskie domki sprawiają tak przyjemne wrażenie, że chciałoby się zapukać i usiąść z kubkiem kawy po drugiej stronie szyby 🙂

Co niektórzy chyba jednak  mają dość ciągłego napływu turystów 😀 

Co do wspomnianego kubka z kawą, w sklepach zachwycił mnie przemiły zwyczaj – przy wejściu znajduje się stoliczek z termosem pełnym kawy i ciasteczka 😀
Oczywiście skorzystałam z kawy gdy Arek wsiąkł w sklepie ze spławikami 🙂
To nie ten wspomniany stoliczek, kawę wzięłam na wynos 🙂
Ciężko sobie wyobrazić na jaką rybę jest ten kilogramowy pilker

 Wszystkie norweskie wioski mają podobny styl, różnią się tylko ilością czerwonych domków 😉 
Na pewno są dużo bardziej warte zobaczenia niż typowe kluczowe miasta typu Kristiansund czy Bodo. Miło poszwędać się między rybackimi domkami, powdychać zapach ryb i pozaglądać trochę w okna 🙂

Dodaj komentarz