Bieszczadzka Legenda: Bieszczady zimą i Noc w tipi

To było nasze pierwsze prawdziwe spotkanie z Bieszczadami i jedno jest pewne – rzeczywiście są pełne przygód!
Zakochaliśmy się totalnie! To miał być lekki, jesienny trekking z plecakami, a skończyło się na pokaźnym ataku zimy i spędzeniu śnieżycy w najprawdziwszym tipi!
To był akurat koniec naszego wyjazdu, ale zacznę od tego pamiętnego noclegu póki jeszcze pachnę dymem z ogniska.
Plan był nieco inny, ale śnieżyca zmusiła nas do zejścia ze szlaku.
Całe Bieszczady zasypało. Śnieżyca hula, samochody stoją, ludzie sobie pomagają.
Wróciliśmy więc stopem po samochód i postanowiliśmy poszukać noclegu w Ustrzykach Górnych.
W Ustrzykach naprawdę NIC nie ma 🙂 Są trzy restauracje, w tym tylko jedna czynna cały rok, hotel PTTK, letni camping i zamknięty sklep.
Na tipi natknęliśmy się przy barze „Bieszczadzka legenda”. Już po sezonie, więc bar był w remoncie, ze środka dobiegała jednak przyciągająca muzyka, a w „Zapominajce” tliło się ognisko. Klimat tego miejsca wręcz hipnotyzował. Zapukaliśmy więc do drzwi…
Otworzyło nam dwóch remontujących bar chłopaków.  Nie wiem czy w sezonie spanie w tipi jest płatne, ale teraz nie chcieli za to dosłownie nic ( dziękujemy bardzo za gościnność – wspomnienia bezcenne 🙂 !).
Na początku mieliśmy spać w „Zapominajce”, uprzedził nas jednak jakiś żul

 

 

 

Wstępna rezerwacja zrobiona 😀

 

To nie tak, że nie mieliśmy gdzie spać, ale nie sposób przepuścić taką okazję :D!
Na początku zaparkowaliśmy pomiędzy „Bieszczadzką legendą” a „Restauracją caryńska”. Mimo głodu restauracja poszła w odstawkę  – przy tej pierwszej stoi najprawdziwsze tipi!
Piękne, duże,z miejscem na palenisko w środku. Nocleg w tipi kusił mnie od samego początku, ale rozsądek kazał zapytać się o nocleg tuż obok – w Caryńskiej. Kameralne miejsce to to nie było, duży moloch z ekskluzywnymi pokojami. Nie po to pojechaliśmy w Bieszczady, żeby siedzieć w hotelu i oglądać filmy na Polsacie. Los chciał, że ostatnie miejsca właśnie się skończyły ( a to pech 😛 ), a w hotelu PTTK co prawda miejsca były, ale nie doszukałam się w nim ducha gór.
A że spakowani byliśmy jak pod namiot…. grzech nie zapytać się o nocleg w upatrzonym miejscu! Mamy przecież dwa cieplutkie śpiwory, testowane jak dotąd tylko na balkonie.
Super ciepły śpiwór Fjord Nansen TRONDELAND ( -9’C ). Do kupienia tutaj KLIK
Stało się, nocujemy w tipi 🙂
Rozpaliliśmy ogień, a że miejsca starczyło spokojnie dla 6 osób wieczorem zaprosiliśmy znajomych ze szlaku na wino i kiełbaski 🙂

 

Noc była niesamowita.
Na zewnątrz istna śnieżyca, wiatr wpadał przed prowizoryczne drzwi i wylatywał górą z dymem z ogniska.
Przez całą noc śnieg tłukł w namiot jak oszalały i przynosił dziwne sny.  Odwróciłam się od ogniska, które dawało jeszcze trochę ciepła, bo co chwilę budził mnie śnieg padający na twarz. Ale w śpiwory zdały egzamin!
Rano woda w kubku zamarzła, ale my nie.
Tylko buty nieopatrznie postawiłam przy łóżku i czekał mnie poranek z warstwą śniegu w środku…:)

 

 

Teoretycznie powinniśmy przetrwać w śpiworze do temperatury -20. Komfort termiczny mamy do -3 stopni. A że temperatura spadła tylko parę stopni poniżej zera, było całkiem cieplutko.
 Spalibyśmy pewnie dłużej, ale czas wstać i odkopać samochód.
Poranna kawa

 

 

No dobra, na początku było trochę zimno. Zanim zagrzałam śpiwór własnym ciepłem, próbowałam wcisnąć na nogi czwartą parę skarpetek – niestety bezskutecznie 😉
Rano żeby otworzyć „drzwi” trzeba było je skuwać z lodu.
Podsumowując – zawsze warto mieć ze sobą ciepły śpiwór. Nigdy nie wiadomo jakie atrakcyjne noclegi napotkamy na swojej drodze 😀
A „Bieszczadzką legendę” chętnie odwiedzimy kiedyś w sezonie i zobaczymy jak wygląda to miejsce nie pokryte grubą warstwą śniegu 🙂
Miejsce – po prostu czad 😀

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

4 thoughts on “Bieszczadzka Legenda: Bieszczady zimą i Noc w tipi

  1. Oszaleliście, ale za to Was lubię 🙂 Nie wiem sama czy bym się zdecydowała na taki nocleg, bo jestem zmarźluchem. Na pewno jest to fajna przygoda, którą zapamięta się na długo 🙂

  2. O dziwo ja też jestem wielkim zmarźluchem 😀 ( gwarancja lodowatych nóg nawet w domu pod kocem ;)) . Ale jak tu odpuścić noc w takim miejscu ….;)
    Ale sukces tkwi w śpiworze. Trochę waży (2kg), ale Fjord Nansen spisał się znakomicie 🙂

Dodaj komentarz