Norwegia, Lofoty – Dlaczego warto jechać do Norwegii

Wróciliśmy z kolejnego spotkania z Norwegią 🙂
Udało się wszystko, od nowego jeszcze nie sprawdzonego samochodu, aż po pogodę – bo o nią też  obawiałam się pod koniec sierpnia.
Nie pisałam wcześniej o naszych planach i kierunku podróży, bo w tamtym roku pozmieniało się prawie wszystko. Mieliśmy ruszyć na północ od Sognefjordu – a zwiedziliśmy południe, mieliśmy wejść na Trolltungę – spędziliśmy Noc na Preikestolen . Było pięknie, tajemniczo, dziko. Ale tamtym roku wzięliśmy tylko smakowitego gryza  Norwegii i nienasyceni chcieliśmy więcej i więcej 🙂 Wróciliśmy zachwyceni, zakochani ( w sobie od dawna, a teraz i w skandynawskich klimatach ) , a przede wszystkim zaręczeni 🙂 30 lipca nad szczycie Preikestolen, przy z trudem zdobytym winie, kotlecikach rybnych jedzonych prosto z noża i w znalezionej czapce, powiedziałam „Tak” przeżywając najbardziej romantyczne zaręczyny jakie mogłabym sobie wymarzyć. Równo rok później wyruszyliśmy w podróż poślubną – oczywiście do Norwegii :)!
Tym razem jeszcze bardziej na północ, jeszcze bardziej na około, ciągnąc za sobą domek na kółkach, a zamiast rowerów kajak.
Przejechaliśmy 6100km – osiągając zawrotne 80km/h…, a kolejne ponad tysiąc promami,
za kołem podbiegunowym raz zakładaliśmy czapki, raz wskakiwaliśmy do wody w kostiumie kąpielowym,
spaliśmy przy białych nocach i chyba widzieliśmy zorzę polarną ( „chyba” bo małą, do tego rozgrzewaliśmy się wtedy przy paru drinkach 😉 ),
łowiliśmy dorsze i makrele, a przy kajaku towarzyszyły nam morświny,
a po ciężkim dniu jazdy lądowaliśmy w przyczepie pod domową kołderką.
Po latach wakacji pod namiotem czuliśmy się jak królowie z własną kuchenką i toaletą 😉
Ale najlepiej będzie zacząć do początku.
Jak tylko przekopię się przed foldery zdjęć zapraszam w podróż przez Litwę, Łotwę, Estonię, Wioskę Świętego Mikołaja w Finlandii, Szwecję, aż do naszego końca świata – miejscowości Å ( czytanej jako „Oooo” ) na czubku Lofotów. Ale po koniuszku świata czekał nas równie rewelacyjny „powrót” przez kolejne przekroczenie linii koła podbiegunowego, Atlantic Road i najpiękniejszy Gereinger fjord.
Tylko nad Gereingerem ( ku naszemu zdumieniu ) przesiedzieliśmy 3 noce. W pozostałych miejscach spędzaliśmy dzień i ruszaliśmy dalej  – w końcu jest tyle do zobaczenia :)!
I chociaż przed wyjazdem chwilę wahałam się czy warto jechać 3 dni w jedną stronę żeby posiedzieć na Lofotach ( na swoje usprawiedliwienie dodam, że studnia, organizacja ślubu i długi brak samochodu trochę namieszały ), to jestem przeszczęśliwa, że mój pozytywnie uparty mąż nie odpuścił i znalazł samochód na 2 tygodnie przed wyjazdem 🙂
Dostać się tam jest rzeczywiście okropnie ciężko, ale gdy już znajdziemy się na wymarzonych Lofotach, trafiamy do innego świata…
Piaszczyste, bezludne wyspy do zdobycia, błękitna woda i więcej zwierząt niż ludzi – takie cuda czekają na nas za kołem podbiegunowym. Bo czego chcieć więcej w podróży poślubnej 🙂
Orientacyjna mapka wyprawy

https://www.facebook.com/plugins/like.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FLove-Krowe-nasze-podr%25C3%25B3%25C5%25BCe-668206906574432%2F%3Fref%3Dbookmarks&width=450&layout=standard&action=like&size=large&show_faces=true&share=true&height=80&appId

Dodaj komentarz