Ruszamy! -Norwegia rowerem i gdzie zostawić samochód?

Pierwsze zdjęcie po opuszczeniu samochodu – czekamy na prom
Nareszcie ruszamy! 
Zanim przepakowaliśmy się z samochodu na rower, krążyliśmy po Norwegii całe 4 dni. Pozaznaczane na mapie plany zupełnie się pozmieniały, więc trochę improwizowaliśmy szukając dobrego miejsca wypadowego. A wszędzie lało, lało albo tylko padało. Po kilku dniach takiej pogody zaczęłam już tracić nadzieję, że nasz wyjazd w ogólne będzie rowerowy… Tyle miesięcy opracowywania trasy, opowiadania wszystkim na około, kupowania sprzętu – nie mogliśmy odpuścić i musiało się udać. Po pierwszym cieplejszym dniu, leżąc w namiocie podjęliśmy wreszcie decyzję – z samego rana ( zanim się rozpada! ) pakujemy raz dwa wszystkie rzeczy, opuszczamy samochód i ruszamy.

ok. Bergen – Stavanger – ok. Bergen

Na start wybraliśmy mieścinkę na południe od Bergen – Halhjem, skąd mieliśmy prom na wyspę Stord pod samym nosem.

Plan był dobry, dopóki podczas pakowania ostatniej sakwy nie pojawiła się kolejna złowieszcza chmura.

Nie tylko źle wyglądała, ale też od serca wylała na nas to co miała do zaoferowania. Siedzieliśmy w samochodzie z całym dobytkiem kilka godzin nie za bardzo wiedząc co zrobić i bezmyślnie wprowadzając kolejne porcje sałatki kartoflanej.. Nie chcę nawet myśleć jak szybko zniknęłyby nasze zapasy gdyby na chwilę nie wyszło słońce. Trzeba zaryzykować – składamy rowery i ruszamy!
Plan awaryjny zakładał – jeżeli zacznie padać ukrywamy się na najbliższym campingu i dopiero wtedy martwimy się co dalej. Na szczęście w końcu się udało !  Przez wyspę Stord przejechaliśmy jak po maśle, zatrzymując się tylko na obskubywanie jagód i picie wody ze strumieni.
I tak przejechaliśmy pierwsze 50km na wyspę Bomlo. 

Już na rowerze – Kierunek Stavanger
Widok z mostu pomiędzy wyspą Stord a Bomlo

Norwegia kraj obfitości

Co raz to wspominam o jagodach, malinach i poziomkach. Rzeczywiście można było rwać je garściami praktycznie w każdym miejscu naszej podróży.
 Skoro niedźwiedzie mogą utuczyć się przed zimą na jagodach i rybach, to chyba my tym bardziej 😉 ?
A co do ryb, to więcej w tym temacie na wyspie Bomlo… 🙂

 
Jeżeli chodzi o wodę, przez cały wyjazd kupiliśmy jedynie jedną butelkę wody.
Woda w kranie nadaje się bezpośrednio do picia, więc napełnialiśmy bidony do pełna na każdym campingu czy promie. A w trasie najzwyczajniej w świecie czerpaliśmy ją z górskich wodospadów i rzeczek.
Jeżeli po wyłowieniu bidonu ze strumyczka trochę nie podobał mi się jej kolor… wrzucałam po prostu musującą witaminkę i gotowe 🙂
Swoją drogą spakowanie kilku opakowań musujących multiwitaminek było dobrym ruchem. Po godzinach jazdy na rowerze czuliśmy, że zwykła woda nas nie nawadnia, a o kupieniu izotonika można było pomarzyć. Do tego przez cały wyjazd jedliśmy mało owoców i warzyw, więc taki „pyszny” napój był czasami zbawieniem, szczególnie przy wjeździe pod stromą górę.

Gdzie zostawić samochód? 

Ten problem martwił nas najbardziej przed wyjazdem. Zdecydowaliśmy się pojechać samochodem ( trochę taniej i poręczniej niż ładować wszystko do samolotu ), ale gdzie zostawić ten nieszczęsny samochód jak już dojechaliśmy?

W najczarniejszej wizji, wyobrażaliśmy sobie, że kogoś zaczyna niepokoić tajemniczy samochód stojący już drugi tydzień, a po odholowaniu nie będzie już nam się opłacało go wykupić…
Szukaliśmy informacji  na forach nic. Wzięliśmy nawet wódeczkę, żeby zachęcić jakiegoś norwega do przypilnowania… a okazało się, że nie ma z tym żadnego problemu. Miejsc było całkiem sporo. Wybraliśmy duży parking przy osiedlowym boisku. Wypytaliśmy przechodzących akurat „panów z pieskiem”, czy nasz samochód Na Pewno nie będzie nikomu przeszkadzał i czy aby nikt nie zechce zgłaszać go na policję. Patrząc na ich miny może i wyszliśmy na nieogarniętych turystów, ale odetchnęliśmy z ulgą.  W razie jakby ktoś zmienił zdanie zostawiliśy swój numer telefonu za szybą, a na wypadek naszej sklerozy zrobiliśmy zdjęcie ulicy na której porzuciliśmy samochód. Lepiej nie sprawdzać po dwóch tygodniach czy jest się zapominalskim czy nie 😉
 Ucałowaliśmy go i pojechaliśmy !

W końcu spełniamy snute zimowymi wieczorami  marzenie – jedziemy rowerem gdzieś w Norwegii :)!

Dodaj komentarz