Ceny w Norwegii – czy rzeczywiście jest tak drogo?

Szalony promyczek wyjazdu do Norwegii pojawił się już na samym początku – zaraz po kupieniu rowerów ( a może kupowałam je już z taką myślą? ). Swoją przygodę rowerową zaczęliśmy jednak od podróży wzdłuż polskiego wybrzeża. Dopiero co skompletowaliśmy sprzęt i potrzebowaliśmy spokojniejszego terenu na zaprzyjaźnienie się z sakwami. Wróciliśmy tak wkręceni, że było dla nas oczywiste, że następne wakacje też spędzimy na rowerze! Tylko gdzie? Ma być ładnie czy łatwo, czy może coś po środku?

Nastała zima. Internet chodził na najwyższych obrotach, a Google kusił i kusił widokami fiordów. Gdy spałam te obrazy krążyły po mojej głowie jak po norweskich serpentynach. Ale może za daleko… będą góry, zimno i drogo….Potem pojawiły się inne łatwiejsze do zrealizowania pomysły, ale jakoś nie cieszyły jak To. Cały czas czuliśmy zew północy. W końcu ustalone – sięgniemy po wymarzoną Norwegię. Jak zaskoczy nas zimno, nie zgrzejemy się tak jadąc pod górę, a z tymi górami rozprawimy się za pomocą czekolady i mięsnej konserwy. Co by nie było, pakujemy rowery i jedziemy do Norwegii !
Wahaliśmy się długo szczególnie ze względu na pieniądze. W końcu jest to jeden z najdroższych krajów na świecie. Na szczęście cały sprzęt mamy z ubiegłego roku (sakwy, namioty itp), przeznaczymy więc więcej na „życie” w Norwegii. Odkładaliśmy i odkładaliśmy na tzw. chleb, bez którego ani rusz (który podobno miał kosztować 30zł), a jak dojechaliśmy okazało się, że wcale nie jest tak drogo 🙂
A na cały 3-tygodniowy wyjazd wydaliśmy nie aż tak dużo więcej jak rok temu.
Ale jak to? 
 Jak to w końcu jest z tymi cenami?
 Przed wyjazdem oczytałam się i nasłuchałam – oj drogo, drogo…
Oczywiście, jeżeli chcemy jeść dokładnie to samo co w Polsce to spłuczemy się totalnie. Jeżeli ktoś po przyjeździe udaje się do najbliższego McDonalda, a wieczorem siada w barze w obstawie piwka i pizzy, to niestety jedyne co może powiedzieć jego portfel  to – ehhh drogo!
Ja od razu nie nastawiałam się na jedzenie w restauracjach. Po pierwsze ze względu na ceny, po drugie knajpki są głównie w dużych miastach i podczas całego pobytu przemknęły mi może dwie pizzerie, po trzecie mam szczególną radość z gotowania pod namiotem lub na skałach, więc zależało mi na tym żeby po prostu kupić coś co wrzucę do garnka.
Wiedzieliśmy, że trzeba szukać sklepów REMA 1000, KIWI, BUNNPRIS. 
Są to sklepy typu nasza Biedronka, które mają firmową linię tanich produktów. Myśleliśmy, że ciężko będzie je odnaleźć wśród innych marketów. A inne prawie nie istnieją. Widziałam może jeden samotny sklepik, reszta to sieciówki. 
Jedyna uwaga – sklepy są zamknięte w niedziele i czasami znajdują się bardzo daleko od siebie. U nas sklepiki wyrastają na każdym rogu, tutaj nawet nie każde miasteczko ma swój sklep. Warto więc robić zapasy, szczególnie jadąc na rowerze :)! Raz nie widzieliśmy sklepu przez 2 dni, a mielonka bez chleba to żaden rarytas 😉
Nastała chwila prawdy – drugiego dnia wchodzimy do Remy 1000. Makarony niedługo się znudzą i w końcu trzeba będzie coś kupić.
Wyszłam na zwiady. Arek pilnuje rowerów ( pilnowanie? przypinanie? po tym wszyscy poznawali, że nie jesteśmy tutejsi…;) ).
Pierwsze wrażenia? Mina zrzedła….Wychodzę z uśmiechem „sorry…”.
Ale robimy drugie podejście.
Po tani chleb trzeba się po prostu schylić. Na pierwszy rzut oka wszystkie są po 30 NOK ( norweskie korony dzielimy m-więcej na pól – czyli ok. 15zł), a na dole leży smaczniutki, chrupiący Kneip Brot  za 6,90 NOK.
Odkrywamy też sałatkę ziemniaczaną – 6 NOK za 900g ( 3,40 zł)!
Kupujemy od razu wiaderko i zjadamy ( jeszcze ) ze smakiem prawie cały kilogram używając łyżki do opon.
Mniam – cieszymy się – z taką sałatką przecież nie zginiemy. Będziemy ją jeść codziennie! Entuzjazm kończy się po kolejnym kilogramie wtłoczonym z chlebem i ketchupem ( sałatka oczywiście całkiem dobra, ale raczej raczej łyżeczka-dwie do obiadu… a nie wpychać jak zachłanny chomik szukający nagrody na dnie  ). Trzecie pudło niedojedzone wyrzucam w przypływie obrzydzenia i szukamy zamienników.
Jeszcze rozkoszuję się ziemniaczaną papką.
Hitem okazały się parówko-kiełbaski. Tzn. grill polsen, które można ugrillować, ugotować jak parówkę, podsmażyć na oleju kokosowym do twarzy ( to mi się przydał!), lub owinąć tortillą. Kilogram ok 15 zł w zależności od sklepu. 
Przykładowe ceny w koronach:  
(dzielimy na pół i wyjdzie nam zaokrąglona cena w PLN) 
 Tanio kupimy kiełbaski, konserwy, makarony, zupki chińskie,a produkty rybne są tańsze niż u nas.
chleb Kneip Brot – 6,90 NOK
kiełbaski (opakowanie ) – 30 NOK
sok pomarańczowy – 6NOK
tuńczyk w puszce – 3 NOK ! – ( po co kupowałam tyle w Polsce)
makrela w pomidorach – 5NOK
szynka konserwa – 14 NOK
kotleciki rybne – 20 NOK
paluszki rybne 1kg – 20 NOK
pudding rybny – 11 NOK
kawa Nescaffe – 28 NOK
kawa smakująca jak Necaffe ale firmy sklepowej – 20NOK
kawa mielona – 6  NOK
 jednorazowy grill – 18 NOK
dżem 1kg – 16 NOK
tortille – 15 NOK
placuszki kukurydziane podróbki tortilli  – 6 NOK
ketchup 1kg – 11 NOK
makaron 1kg – 11 NOK
Trochę gorzej jest z nabiałem, owocami i warzywami.
Dobrym zamiennikiem świeżych warzyw były pomidory w puszcze. Zresztą przy tak surowym klimacie moje ulubione produkty wywróciły się do góry nogami. Ja miłośniczka greckiej sałatki nawet nie spoglądałam na pomidory i ogórki. Zajmowałyby tylko niepotrzebnie miejsce w brzuchu. A dieta dla zmarzlucha to na ciepło, na tłusto i najlepiej zagryzione czekoladą.
Przykładowe ceny:
 pomidory w puszcze – 4 NOK
sałata lodowa – 20 NOK
koszyczek nektarynek – 20 NOK
koszyczek borówek amerykańskich – 20 NOK
serek wiejski – 14 NOK
4 jogurty owocowe – 17 NOK
Tańszy sposób – wystarczy wyjść do lasu i rwać jagody garściami :)!
Grzyby nazbieraliśmy, ale nie zjedliśmy –  podczas smażenia okazało się, że kupiłam drożdże zamiast masła….
Czekolada i alkohol
Drogie były też słodycze. 
Na szczęście w każdym sklepie można trafić na promocje produktów, którym upływa termin ważności. I tak staliśmy się posiadaczami czekolad 180g za 15 NOK. 
Warto pobuszować trochę po półkach i lodówkach, bo za każdym razem udawało nam się upolować jakiś łakomy kąsek za pół ceny. Jedzmy szybko bo do dzisiaj :)!
Co warto zabrać ze sobą z Polski?
Wspomniane słodycze i alkohol….
Słodyczy mieliśmy praktycznie całą sakwę i wyczyściliśmy ją do zera. Z alkoholem niestety nie zrobiliśmy tak skrupulatnych zapasów. W Norwegii mało tego, że jest drogi – jest prawie nieosiągalny ! W sklepie można kupić napoje maksymalnie 4,5%. Czyli piwo  ( 25 NOK ) lub „wino” zawierające 40% wina, reszta to nijaki mix owocowy ( cena ok 100 NOK ). Ale po srogich podjazdach taki winopodobny kompocik w zupełności wystarczył na tzw. rumieńce ;).
Mocniejsze alkohole można kupić tylko w specjalnych sklepach, których jest niewiele ponad 100 w całym kraju, a piwo w sklepie sprzedawane wyłącznie do godz. 20. Tylko nieliczne campingi miały asortyment alkoholowy ( wyjątek camping pod Preikestolen, gdzie upolowaliśmy wino. Jedyne jakie widzieliśmy w Norwegii i najdroższe w naszym życiu ). O skoczeniu na stację „po piwko” można więc pomarzyć ;). Podobno wynika to z tego, że Norwegowie często umilali sobie w ten sposób długie zimowe noce i deszczowe dni ( a tych jak już wiadomo jest duuużo…).
Inne wydatki
Spokojnie wyżyjemy więc na produktach sklepowych nie wydając dużo więcej niż w Polsce.
 Największym pożeraczem pieniędzy był w zasadzie tylko samochód. Ale czy wybralibyśmy Norwegię, Hiszpanię czy uparcie krążylibyśmy wokół domu, to koszt byłby podobny. Wiadomo, nie da się pokonać 4400 km samochodem  bezpłatnie. Aktualne ceny benzyny zawsze można  wygooglować, ale ciekawostką jest fakt, że ceny zmieniają się w ciągu tygodnia, a nawet dnia w zależności o notowań na giełdzie .
 Do kosztów doszła cena promu Świnoujście – Ystad. Bilet nie wyniósł nas więcej niż benzyna gdybyśmy pojechali przez Danię, a mogliśmy wykorzystać ten cenny czas na odsypianie.
Co do noclegów to spaliśmy głównie na dziko lub na campingach, na których ceny wahały się od 40zł – 120 zł za 2 osoby i namiot. Raz podczas największej ulewy zaszaleliśmy wynajmując domek. 400NOK czyli ok 180 zł za domek 4 osobowy. To nie aż taka ekstrawagancja 😉
I jak drogo? 
Niekoniecznie 🙂
Jeżeli przeżyjemy bez drinków z palemką i obiadków serwowanych pod nosek, to Norwegia okazuje się całkiem przystępna 🙂 
( tylko po takiej ilości konserw, na tuńczyka w puszce już nigdy nie spojrzycie tak samo… 😉 )
 
Kotlecik rybny – smacznego :)!

0 thoughts on “Ceny w Norwegii – czy rzeczywiście jest tak drogo?

  1. wiesz, trochę mi się kłóci „love-krowe” z mięsem w paczkach z Waszych zdjęć. Albo kochamy/szanujemy krowę i jej nie zjadamy (oraz pokarmu przeznaczonego dla jej dzieci) albo kochamy jeść krowy ale to już inna bajka 😉

  2. – Love Krowe bardziej dotyczy czarno-białego motywu krowy, ale można również interpretować, że lubię ją jeść…
    – krowy szanuję za to, że dają mleko jak również mięso
    A kiełbaski są zazwyczaj z wieprzowiny ( nie krowie ), na wołowe nie byłoby nas stać w Norwegii 😉
    Pozdrawiam 😉

  3. Dziekuje za tak wyczerpujace informacje na temat cen i produktow, ktore warto wlaczyc do diety spedzajac wakacje w Norwegii 🙂
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz