Rower: Lublin – Kazimierz i dzika plaża

Za nami kolejna udana trasa : 
Lublin – Kazimierz Dolny – Lublin
 Boże Ciało i w końcu Przepiękna pogoda! Zamiast ubrać się ładnie i sypać kwiatki jak w dzieciństwie, wpięłam różyczkę za kierownicę i wpakowałam się po kolona w błoto 😀
Małe streszczenie:
– ok 100 km na rowerze w dwie strony
– ilość wypatrzonych krów – 1
– połkniętych much już nie liczę
– 1 zgubiona skarpetka
-zalana dzika plaża zdobyta
– ochłoda w Wiśle zamierzona, w błocie niekoniecznie
Zaczynamy 🙂 
Trasa Lublin – Kazimierz Dolny jest jedną z bardziej popularnych dróg rowerowych w naszych okolicach.
I wcale się nie dziwię :)!
Jest bardzo malownicza, do tego spodoba się zarówno twardym zawodnikom jak i amatorom. Jeżeli dopiero zaczynamy swoją rowerową przygodę, możemy spróbować dojechać na miejsce jednego dnia i wrócić następnego. Gdy mamy już małe doświadczenie, spokojnie dojedziemy tam i z powrotem – to ok 100km.
Ja po ostatniej wyprawie dopiero zauważyłam jakie zrobiliśmy postępy 🙂
Nasza pierwsza wspólna wycieczka to właśnie przyjazd do Kazimierza  ( KLIK ) z męczącym powrotem po nocy pod namiotem. Chociaż było fantastycznie, wracając ledwo żyłam i przez siodełko czułam każdy najechany kamyczek. Teraz rewelacja. Siedzenie uodporniło się na różne wstrząsy, a nogi wpadają w rytm i same pedałują. Pod koniec umęczyłam się tylko psychicznie bombardowana ze wszystkim stron aromatami z grilla…ludzie litości ;)!  ( a w domu czekała karkóweczka w nagrodę!).
 
 Co ciekawe, nie wiem jak to możliwe, ale zarówno jadąc jak i wracając mieliśmy z górki ;)!
Do Kazimierza przyjechaliśmy znanym szlakiem przez Palikije – Wojciechów – Niezabitów. Na samym końcu rozkoszując się cudownie ochładzającym zjazdem z górki, który trwał i trwał do samego miasteczka. 
Popołudniu trochę ociągaliśmy się z wyjazdem, nie chcąc mozolnie gramolić się pod tę górę z powrotem.
Olśniło nas żeby wybrać główną drogę przez Bochotnicę i Nałęczów, a po Nałęczowie odbić w mniej popularne dróżki na Wojciechów. Bardzo polecam – nawierzchnia świetna i tylko 3 umiarkowanie bolesne podjazdy, które rekompensował kolejny dłuuugi zjazd 🙂
Przerwa na lody ( łaciate:)! )  pod Kuźnią w Wojciechowie
Po przyjeździe do Kazimierza od razu idziemy ochłodzić się przy studni i napełnić bidony.
Rynek, który zazwyczaj jest bardzo uroczy w to święto po prostu kipiał od turystów i jedynej wady miasteczka – cyganek. 
Pamiątkowe zdjęcie pod studnią zrobione i szybko uciekamy na doładowanie energii – czyli  „po pizzy”
Ufff przedarliśmy się przez ten ten tłum i kierujemy się do magicznego miejsca w Kazimierzu – dzikiej plaży.
Nie jest to jakieś specjalnie sekretne miejsce, ale nie każdy tam dociera i można w spokoju poleżeć i popatrzeć na Wisłę.
Wychodząc z miasteczka kierujemy się wzdłuż rzeki w lewą stronę, a na końcu bulwaru odbijamy najzwyczajniej w świecie w krzaki. I tam już po małej przeprawie powinniśmy dostrzec piękną, piaszczystą plażę.
Tym razem było inaczej … ale może i ciekawiej ;)? 
Poziom wody w Wiśle był taki wysoki, że droga zamieniła się w bajoro, a plaża w małe wysepki pełne mokrego piachu. O znalezieniu suchego miejsca na poleżenie i „zawiązanie sadełka” można było pomarzyć, ale za to jak było pięknie! Do tego nikomu nie chciało się brudzić sobie nóg ( nie wiem dlaczego? przecież błotko to to co tygryski lubią najbardziej:) ) więc byliśmy tam zupełnie sami :).
 
Buty wpadły do wody, zgubiłam skarpetkę, ale w ostatniej chwili uratowałam się przed nurkowaniem w kałuży. Spojrzenia ludzi podczas suszenia nóg bezcenne 🙂
Jak widać Kazimierz to nie tylko typowo turystyczne miejsce i każdy znajdzie coś dla siebie 🙂
Miłośnikom nierównych ścieżek i błota poleciłabym jeszcze wąwóz i kamieniołomy.

Koniec bulwaru – tutaj należy odbić w chaszcze
Na koniec wpisu nie mogłabym nie wspomnieć o moich ulubionych spotkaniach na trasie.
Co prawda modelka była raczej zajęta żuciem i nie podzielała mojego entuzjazmu, ale zgodziła się na kilka ujęć.

0 thoughts on “Rower: Lublin – Kazimierz i dzika plaża

Dodaj komentarz