To był maj, rower i truskawki

Kolejny rowerowy miesiąc za mną ( jak to szybko leci – już czerwiec !).
Co prawda nie zaszalałam z ilością kilometrów ( niewiele ponad 200km ), ale nie rozstałam się z rowerem i przyrzekliśmy sobie aktywniejszy następny miesiąc. Jeszcze przypedałujemy z nawiązką 🙂
A w maju skupiłam się głównie na obowiązkach i kręciłam jak oszalała jedną trasę – na uczelnię i z powrotem. Co nie oznacza, że było nudno! Wyjazd z domu o 7 rano też ma swoje plusy. Gdy udawało mi się wyrobić przed czasem, po drodze zajeżdżałam do Parku Saskiego. Wdychałam powietrze po deszczowej nocy i korzystałam z tego, że oprócz mnie i roweru jest tylko kilku ogrodników. Park o tej porze przypominał filmowy tajemniczy ogród.

Trzeba wstawać bo nie zdążę
 
 Znalazłam też chwilę na małe rowerowe spa.
Mycie takim krowim mopem to dosłownie czysta przyjemność.

Maj pachnie bzem i smakuje truskawkami. A może inaczej – w maju po prostu wszystko, ale to wszystko smakuje podwójnie. Nie mogę się zdecydować czy objeść się słodkimi truskawkami, lodami, młodymi ziemniaczkami czy kiełbaskami z grilla. Swój problem rozwiązuję w najprostszy sposób – jedząc wszystko w ogromnych ilościach….  Ale od czego mamy rower ;)!
Przejdźmy do czegoś konkretnego, a uwodzicielski zapach bzu zamieńmy na aromat kiełbasek! 
Po tym zapachu można wyczuć weekend na kilometr.
A to dopiero przedsmak lata…
…i najlepszy czas na rowerowe rozkręcenie  🙂
Powoli ruszamy z przygotowaniami do aktywnych wakacji!
Rowerowa dostawa wina – bezcenna

0 myśli na temat “To był maj, rower i truskawki

Dodaj komentarz