Rower zimą? – jestem na tak!

To nasze pierwsze wyjście na rower przy temperaturze na minusie. A dokładnie ok – 10 stopniach. Przed wyjściem włączyły się pewne wątpliwości – że za ślisko, że jest więcej lodu niż  śniegu…  Mama namawiała – pójdźcie jak normalni ludzie na spacer. Pomyślałam – może i racja. Ale po kilku spojrzeniach za okno wiedziałam, że nie mogę zmarnować takiego dnia w domu. A rower tak długo stał opuszczony. 
I nie ma się czego bać.
Mały wypad nad Zalew Zemborzycki ( ok 15 km w dwie strony ) cieszy bardziej niż w lecie. W końcu małe wyzwanie! A o „normalnej” porze roku, taki przejazd trochę wieje nudą jeżeli nie kończy się grillem czy żaglami . Ale na mrozie to co innego.
Wystarczy się ciepło ubrać i delikatnie spuścić powietrze z opon ( na zimę najlepiej mieć szersze ). Specem nie jestem po jednym wyjściu i brakuje mi wielu elementów do idealnego ekwipunku rowerzysty, ale mogę się podzielić tym co mamy i sprawdza się w naszych zimowych warunkach.
Po 1- kask.
Niby takie oczywiste, a zapomniałam o nim 😉 Z głupiego powodu – jak mam nałożyć pod niego czapkę?
 Ale po upomnieniu przez Arka ( jak to bez kasku ?! ) wróciliśmy po niego 🙂 Zdecydowanie podstawa na jazdę po oblodzonych drogach i lasach.
2- kominiarka 
Właśnie pod kask. Bo czapki z pomponem raczej pod nim nie upchniemy…
3 – buffka na szyję
Z tzw. buffki możemy zrobić szalik na szyję, opaskę czy chustkę na głowę, związać włosy, a przewiązaną na ręce ocierać pot z czoła 😉 Do tego łatwo ją gdzieś wcisnąć – warto mieć przynajmniej jedną na każdym wyjeździe.
Dla pełnego ocieplenia miałam jeszcze przytulny komin.
4 – okulary lub google
5- ochraniacze na buty
Ocieplane od środka, wodoodporne. Przystosowane do specjalnych butów – spd, ale na zwykłych też się spisały. W sam raz na zimę i ulewy. Ja jeszcze ich nie używałam, ale Arek twierdzi, że w letnich butach z takimi ocieplaczami paluszki mu nie zmarzły 😉 Ten model kupiony w Decathlonie. 
6 – ciepłe rękawiczki, najlepiej rowerowe
7- bielizna termiczna
8 – gorąca herbata 🙂 
Jako nagroda za dotarcie do celu 🙂 W małym termosie – pasującym do umocowania na bidon.

Strój może jeszcze nieidealny, skompletowany z miksu narciarsko – rowerowego. Ale myślę, że na krótką trasę  – ok 20-30 km wystarczy. Chociaż pod koniec zimny wiatr raczej nie głaskał po twarzy i trochę zmarzły mi palce ( może następnym razem nałożyć dwie pary rękawiczek? ) to miło było nie czekać z rowerem do wiosny 🙂 

0 thoughts on “Rower zimą? – jestem na tak!

Dodaj komentarz