Lublin: Rowerem na żagle

Wybaczcie chwilowy przestój na blogu, ale niestety wraz z początkiem października ( a u mnie na uczelni oszaleli i nawet 2 dni wcześniej ;/! ) zaczęły się studenckie obowiązki… Wiadomo najgorszy jest pierwszy tydzień. Trzeba obmyślić taktykę, jak sprawnie połączyć zajęcia z nauką, pracą itd. Do tego mama ostatnio okupuje kuchnię, więc z braku czasu jem co dają i chwilowo nie przygotowywałam sama nic smakowitego. Ostatni weekend spędziłam więc na odpoczywaniu po pełnym wrażeń tygodniu. Chociaż rozum powinien podpowiadać, żeby siąść do książek, to już od dawna wie, że z taką ilością słońca nie ma siły przebicia 😉 W październiku nie można przepuścić takiej pogody! Nigdy nie wiadomo kiedy jej się odmieni i do reszty utkwimy w kaloszach, ciepłych czapkach i kurtkach. 
Chociaż przyznam, że w sobotę rano było ciężko z motywacją i kusiło nas nicnierobienie… Bardzo długo walczyliśmy z lenistwem i śpiochami, ale na szczęście wyciągnęliśmy rowery i przez dwa dni korzystaliśmy z uroków jesieni. Kręciliśmy się rowerami po lesie, nad zalewem, po centrum Lublina, a w niedzielę wpadliśmy na pomysł żeby wypożyczyć łódkę.
Udało się! – wypożyczalnia w Jacht Klubie była otwarta.  Myśleliśmy żeby popływać małą żaglówką np. Omegą, a wynajęli nam jachcik 7,5metrowy ważący tonę…;) Szczerze mówiąc ja w ogóle nie znam się na pływaniu, robię przeważnie za balast. Zazwyczaj przerzucam się tylko przy zwrotach z jednej burty (?) na drugą. Arek żeglować umie ( chociaż na razie bez patentu ), ale taką Łodzią jeszcze nie miał okazji pływać. Po małych trudach z odbiciem od brzegu było już tylko super :)! 
 Tak trochę ostatnio narzekałam porównując nasz Zalew Zemborzycki z zalewem w Janowie… ( przede wszystkim w naszym lepiej się nie kąpać… ) ale właśnie – wynajęcie łódki może być kolejną atrakcją w Lublinie 🙂
Koszt nie jest taki duży – 35zł pierwsza godzina, kolejna 30zł, następne jeszcze taniej. Warunek – trzeba jednak jako tako znać się na żaglach. Ale każdy znajdzie coś dla siebie. W innych wypożyczalniach są dostępne mniejsze żaglówki, łódki na wiosła, rowerki wodne –  nawet w kształcie łabędzia lub kaczki 😉 

Łódka była na tyle duża, że czasami z roli balastu musiałam przechodzić w rolę sternika, lub od czasu do czasu ściągać i luzować jakieś liny. Wkrótce mam się dowiedzieć jakie są ogólne zasady operowania żaglami i w jakim celu to wszystko robiłam…  – domowe nauczanie początkowe na…. Virtual Skipperze 😉 

Nasze paliwo

Gdy zrobiło się chłodniej bardzo przydała się budka na łódce. W środku miejsca jest naprawdę sporo. 2 osoby mogą spać na końcu, kolejne 2 po obu stronach rozkładanego stolika, a na upartego jak się przytulą, to zmieściłoby się jeszcze parę.
Wiem, że moje nazewnictwo jest żeglarsko nieprofesjonalne, ale to dopiero początki 😉 Jak będę częściej pływała na pewno się nauczę i nie będę zastanawiała się gdzie jest rufa 🙂
Widok ze środka
Chowam się przed wieczornym chłodem
Zemborzyce
Z księżycem w tle dobijamy do brzegu

Jeżeli macie ochotę rzućcie okiem na filmik. Lepiej oddaje wygląd całej łódki i jej wnętrza.
My dopiero zaczynamy przygodę z żeglowaniem, ale czuję że będzie to dłuższa znajomość 🙂 To świetny sposób spędzania wolnego czasu, szczególnie gdy mamy łódkę dla siebie na cały dzień. Na pewno dobrze by było zrobić patent i wynająć ją w jakimś ciekawym miejscu np. nad Soliną czy Mazurach. (Z tego co się orientuję, całodniowe wynajęcie np. Sasanki kosztowało kiedyś ok. 180zł, a zmieści się kilka osób). Można tu spać, gotować i tak płynąć i relaksować się bez końca :). Na pewno warto 🙂

0 myśli na temat “Lublin: Rowerem na żagle

  1. Ale pięknie! A można było się obawiać, że trudno będzie o piękne „nadwodne” zdjęcia po skończeniu cyklu „nadmorskiego” – a tu proszę!:) Mam nadzieję, że kiedyś się z Wami zabiorę! Tylko jeszcze trochę się poduczcie to popłynę bez obaw;)

Dodaj komentarz