Rower: Jesień w magicznych Lasach Janowskich

I znowu przyszła jesień…
Ale jak się okazuje, koniec upalnego lata wcale nie oznacza rezygnacji z odpoczynku na świeżym powietrzu i tylko i wyłączne leżenia pod ciepłym kocem. Chociaż zgadzam się że jest to bardzo miła rozrywka – przytulna kołderka i moja ulubiona krowia piżamka już jest w użyciu i bardzo się tego cieszę 😀
Prawdziwa polska jesień właśnie rozkręca się na dobre i szkoda by było przegapić ten piękny czas w naszym kalendarzu. Każda z pór roku ma swoje uroki.   Lasy Janowskie znajdują się ok 50km od Lublina i często jedziemy właśnie tam, żeby odetchnąć trochę i wyszaleć się na rowerach.  Byliśmy tu już tyle razy, a nie odkryliśmy jeszcze wszystkich miejsc w Puszczy Solskiej. Teren jest naprawdę ogromny i niesamowite jest to jak dzikie pozostały te tereny. Mamy więc cel – zjeździć puszczę wzdłuż i wszerz , co wcale nie jest takie łatwe 😉 
Krótkie, nawet weekendowe wypady za miasto mogą zdziałać cuda 😉 Koszt takiego miłego weekendu nie jest duży – odkrywamy powoli tutejsze leśne agroturystyki, i okazuje się, że ich ceny wahają się granicach 30-35zł od osoby. A w domu przecież i tak trzeba coś jeść 😉 Musimy częściej robić takie wypady – 2 dni w lasach i człowiek wraca jak po wakacjach 🙂 Myślę, że czekanie na taki wyjazd będzie moim sposobem na zbliżające się chłodne dni 😉 
Mogę z całą pewnością polecić agroturystyki, w których już byliśmy. Na wiosnę nocowaliśmy w Doboszówce, a w ostatni weekend w agroturystyce w Momotach Dolnych. Parę zdjęć z pierwszego noclegu zamieściłam w  wiosennym janowskim poście. W Momotach zdjęcia na stronie, nie oddają w całości przyjemnego klimatu tego miejsca. Tutaj bardzo podobał nam się duży salon do dyspozycji gości, z kominkiem i stołem do ping ponga. 
Widok z naszego pokoju w Momotach Dolnych
Momoty witają !

Myślę, że najlepiej przedstawić atrakcje w zdjęciach 🙂
Po 1 – rower!
To chyba najlepsze urządzenie na ziemi 😉
A na pewno najlepsze do zwiedzania.  Za pierwszym razem pojechaliśmy na rowerach z Lublina prosto do Janowa, a w zasadzie do wsi Kalenne w samym lesie. Teraz kiedy już wiemy, że możemy dojechać tam sami, wpakowaliśmy rowery do samochodu, żeby mieć więcej czasu na leśne pedałowanie. Warto zwrócić uwagę na opony. W swoim rowerze mam tzw. uniwersalne – dobre na trasy, ale nadające się też na mniej utwardzony teren. Jednak na takie okazje przydałyby się grubsze opony z bieżnikami, bo niekoniecznie utrzymywałam równowagę na ścieżkach z piaskiem 😉
Co zobaczyliśmy tym razem?
Na pewno przepiękną przyrodę, tym razem w jesiennej odsłonie
Byliśmy tu już tyle razy, a za każdym przyjazdem zachwycam się widokami.
Inna pora dnia, pora roku, inne polana czy staw, a wydaje mi się jakbym tu była pierwszy raz i nie mogę się powstrzymać od robienia zdjęć. Jesienią lasy są naprawdę magiczne. 
Pierwszego dnia było trochę deszczowo. Gdy przestało mrzeć, postanowiliśmy zbadać okolicę Momotów. Co by nie było – deszcz też może wyjść na dobre. Zjechaliśmy ze szlaku na małą polanę i otoczyła nas gęsta mgła. Uroku dodawała wynurzająca się z białej mgiełki budka myśliwska. Na którą oczywiście wdrapaliśmy się, żeby podziwiać widoki – idealne zakończenie dnia. 

W okolicach Momotów zachwyciły nas drewniane szałasy.
W przebłyskach zachodzącego słońca wyglądały jak domku z bajki. Chcielibyśmy pobawić się w hobbitów i przespać się na podłodze wyłożonej mięciutkim mchem ( ktoś się nieźle napracował! Mech „porastał” nie tylko podłogę domostwa ale i dach 🙂 ) ale w październiku chyba to nie najlepszy pomysł – chociaż kuszący… 😉

Chatka „hobbita”

Kolejna atrakcja – grzyby!

Chociaż teraz nie skupialiśmy się na ich zbieraniu, to jednak wypatrzyliśmy parę sztuk z siodełka. Szkoda by było nie zebrać. Co prawda trochę się pomaśliły w sakwie, ale jak to maślaki…

Dumna krowa
Na tym jednak nie koniec. Jest tu sprawdzona polanka, na której prawie zawsze można znaleźć dorodne kanie.
Wrzosowiska
Było grzybobranie, teraz czas na zbieranie wrzosów. Jak dla mnie to jedne z piękniejszych kolorów jesieni.
 W niedzielę pokręciliśmy się trochę po okolicy i za kolejny punkt obraliśmy Porytowe Wzgórze. Miejsce to ma swoją historię – miała tu miejsce jedna z największych bitew partyzanckich w dziejach Polski. Za upamiętniających to zdarzenie pomnikiem, ruszyliśmy górzystym szlakiem w głąb lasu. I z wilgotnego, zielonego terenu przenieśliśmy się na piaszczyste, słoneczne wrzosowiska. Najlepsze jest to, że w tych terenach można w 100% nacieszyć się kontaktem z przyrodą i sobą nawzajem – nikogo tu nie ma ;)!

Zbiory ze wzgórza
 Były rośliny i grzyby – to czas na leśne zwierzęta ! 🙂
Koniki biłgorajskie

W Szklarni utworzono naturalną ostoję tych sympatycznych zwierzątek. Koniki mają w sobie coś z kucyka. Jak znudzą się jedzeniem trawy podbiegają na swoich krótkich nóżkach i nawet dają się pogłaskać. Pewnie że nie bezinteresownie. Dostały kawałek chleba, a potem szukały jeszcze czegoś dobrego w sakwach…
Koniki można też podziwiać ze specjalnej podwyższonej platformy.

Konik nieco się rozochocił 😉

Na początku jednak było długie kuszenie piętką chleba…

Koniki u siebie
Taki widok z okna budzi mnie z samego rana !
Nie, nie jaszczurka powyżej, a pan na rowerze wyprowadzający krowę. Jak miło 🙂 Jednak jest to odwiecznie dobry zestaw 🙂

Park linowy 

To dopiero była dobra atrakcja. Trochę znużeni po zjedzeniu ogromnej pizzy (ale jakiej pysznej…) rozbudziliśmy się dawką adrenaliny na tyrolce :)! Nad samym Zalewem Janowskim jest świetny park linowy z rozbudowanymi trasami. Teraz skorzystaliśmy ze zjazdu na linie nad zalewem. Podczas zrzucenia się z Wieży Mocy czułam mały strach, ale sam zjazd jest bardzo przyjemny i bezpieczny. Koszt chyba 14zł i warto 🙂
Sam zalew bardzo rozbudował się w ostatnim czasie. W Zoomie Natury, w którego skład wchodzi park linowy, alejki z fontannami i interaktywne zabawki, będę niedługo dostępne laboratoria natury. Do tego przejrzysta woda i czysta plaża. Szkoda, że w Lublinie nie ma tak oczyszczonego zalewu…
 Janów jest świetny na wypoczynek 🙂

Zalew Janowski 
Wieża Mocy 
Zjazd tyrolką nad zalewem – całkiem wysoko….. 😉 

I krótki filmik – jak wygląda tyrolka 🙂

A na koniec aktywnego dnia….

Grill na dworze, zrobione kiełbaski już na stole, a grzyby suszą się przy kominku…
Chyba nie muszę już nikogo dłużej przekonywać żeby wyskoczyć na weekend do lasu 🙂

Dodaj komentarz