Ustka i Kraina w Kratę

Koniec sierpnia a już czuć jesienny klimat.
Mój organizm chyba chce już szykować zapasy na zimne dni = mega apetyt na słodycze przeplatane smakiem na kiełbasę :).
Na szczęście nie zrobiłam jeszcze wpisów ze wszystkich miejsc, które zwiedziliśmy na rowerze. Mogę więc leżąc w łóżku wracać wspomnieniami do tych upalnych dni, kiedy w drodze do Łeby pobiliśmy nasz rekord – 100km z sakwami, wylewaliśmy na siebie bidony wody i szukaliśmy strumyka czy jeziorka do ochłody…Ale bym wróciła na trasę:)
Ale po kolei. 
Nie napisałam jeszcze nic o Ustce, która była następnym przystankiem po nocach na Dzikiej Plaży.
Klimat zupełnie odmienny.
Po dwóch dniach na odludziu, gdzie kąpaliśmy się przy wydmach polewając wodą z sakwy, a żywiliśmy kiełbaskami z Dźwigniogrilla, przyszedł czas na prysznic w ciepłej wodzie, ładowanie telefonów i turystyczne przysmaki jak ryby i gofry.

Pyszne lody na tle domków

Nasze rowery kontra rowery kwiatowe

Nad morzem obowiązkowo trzeba zjeść przynajmniej jednego gofra

Uwielbiam rowerowy wystrój przy barach

W Ustce byliśmy 2 noce na campingu Zacisze.
Dlaczego po małym miejscowościach akurat Ustka?
Tutaj wspomnę o przygodzie z aparatem… 😉

Wróćmy na chwilkę do przeprawy piachem na Dziką Plażę..
Na plażę „wjeżdżamy” w Łazach, godzina ok 19, słońce zaczyna zachodzić – moje ulubione światło do zdjęć,wszystko wychodzi w pięknych ciepłych, żywych kolorach.
Zaczynamy pchać nasze rowery, czuję już że będzie ciężko 😉 Chciałam uwiecznić tę chwilę: my + 2 rowery na plaży.
Dałam więc aparat pewnej pani, która przechodziła obok nas. Już ustawiamy się do zdjęcia, a tu jakimś cudem owa pani upuściła aparat prosto w piach z otwartym obiektywem…;/ Staraliśmy się wyssać jakoś ten piasek, ale i tak zazgrzytał i wyświetlił się błąd obiektywu…
Jesteśmy dopiero w połowie wyjazdu, przed nami piękne wydmy a komórki na statywie nie zamocujemy.
Szybka akcja. Co tu robić?
Kolega Arka ( pozdrawiamy Arolola ;)! ) perfekcyjnie wykonał misję 🙂
W ciągu godziny drugi aparat z domu (Lublin) był już w drodze do Ustki :)!

Z Dąbkowic ruszyliśmy więc do Ustki po nasz skarb.Trasa ok 55km.

 Żegnamy zachodniopomorskie :)!
Po tabliczce „Pomorskie wita”! był dłuuugi zjazd z górki, więc od razu polubiliśmy to województwo 😉
 Jedziemy drogą a po naszych bokach rozciągają się olbrzymie pola.
Już po żniwach, a kule ze zbożem aż się proszą o zaczepkę 😉

Żegnamy zachodniopomorskie z 190km na liczniku
Bobolin – Gospoda Obora
Ustka – miasto typowo turystyczne, a jednak bardzo przyjemne 🙂

Szczególnie podobała mi się zabudowa w kaszubskim stylu – bielone domki z charakterystycznymi ciemnymi belkami na obwodzie i w poprzek.
Urząd pocztowy otwierali dopiero w poniedziałek rano, więc spędziliśmy tu miły weekend odpoczywając jak turyści. Leżeliśmy na plaży, popłynęliśmy na rejs stateczkiem (tylko 10zł za pół h), jeździliśmy rowerami po porcie i zwiedziliśmy bunkry. Jedyny dzień kiedy było odrobinę chłodniej i trochę pokropiło. Tego nam brakowało po smażeniu się na Dzikiej Plaży, gdzie cień dawał nam tylko mały namiocik 😉

Wcześniej nie zależało mi specjalnie żeby zwiedzić bunkry. Oj jakieś stare dziury w ziemi, przecież nic tam teraz nie ma – myślałam. Tym bardziej miło się zaskoczyłam 🙂
Dojeżdżamy, przy bunkrach znajdowało się małe „miasteczko wojskowe” z atrakcjami.
Jak już wspomniałam objedliśmy się tutaj pysznymi rybami tak, że już nie mogliśmy na nie patrzeć do końca wyjazdu 😉
Obok na ognisku w kotle bulgotał tradycyjny bigos wojskowy (koszt co łaska, czyli micha z chlebem ok 2zł!). Był pyszny! Tego mi było trzeba 🙂
Można było też kupić tradycyjne wojskowe suchary, menażki (menażki nas kusiły, ale mamy już jedną z Grunwaldu) i atrakcja dla najmłodszych – kamuflaż twarzy 🙂
Czemu nie ? 😉 Tylko 3zł a tyle zabawy 😉
Potem na zakupach w Biedronce, gdzie były dzikie tłumy przynajmniej schodzili nam z drogi 😉

Bunkry były interaktywne, w każdym pokoju coś się działo.
Leciał film, ściany i telefony wydawała różne odgłosy. Mrocznie ale ciekawie.

Takim busikiem tylko ruszać w świat :)! 

Uwielbiam suchary

Wejście do bunkra

Wojskowy bigos z kotła był przepyszny

„Toaleta” w bunkrze

Aparat odzyskany :)! – kierunek Łeba.

Pierwsze zdjęcie aparatem od dłuższego czasu 🙂

Z Ustki do Łeby miało być ok.66km a wyszło 100!
I to równo i nie wiem jakim cudem.
Na początku jechało się super. Dobra droga, ale potem robiło się coraz bardziej gorąco…
Kupiliśmy colę i odbiliśmy do Jeziora Grardno żeby chlupnąć gdzieś do wody.
Hmmm nie udało się, wszędzie trzciny, bagna. Zobaczyliśmy oznaczenie R10 i zaczęliśmy jechać tą trasą przez  Słowiński Park Narodowy.
Co my zrobiliśmy ;)?! Niby ładnie, raz pola, raz lasy i bagna, ale woda nam się kończy, żadnych sklepów oczywiście, a na wertepach strasznie telepie. Upał ponad 30stopni, polewamy się wodą ze strumyków.

Jeżdżąc w upały warto mieć zamontowane dwa bidony lub awaryjną butelkę w sakwie.
Jedziemy przez Smołdziński Las, już chyba niedaleko?

Szopa rybacka przy Jeziorze Gardno 
Głowa czasami już pulsowała z upału
Początek Słowińskiego Parku Narodowego

Na naszej drodze Kraina w Kratę – Kluki.
Za lasem nagle pojawia się wioseczka domków w tym pięknym kaszubskim stylu – budownictwem szkieletowym.
Są domki mieszkalne i  skansen. Wszystko w bajkowym klimacie.

Ale upał! 
Kluki  

Za Klukami znak Łeba – 22km.
Jak to – jeszcze ;)?
Tym bardziej, że ta droga to nie droga tylko kierunek przez las i bagna.
Jest co prawda wydeptana, ale rower z sakwami jedzie po nich „w zastraszająco szybkim tempie”…
Jak się zatrzymujemy komary się do nas przyklejają, mamy już dosyć lasu.
Odbijamy do głównej drogi przez Główczyce.
Padamy z sił i jemy po porządnej pizzy w Barze.
Nie ufamy już google.maps, GPS-owi i lokalnym radom, że można przejechać na skróty do Łeby ( i dobrze, bo spotykamy pana, który pojechał tamtędy i wyciągał swoją żonę wraz z rowerem z bagna  ) i jedziemy przez Wicko – jeszcze 30km..
Ostatkiem sił. Już nic nie mówimy (szkoda energii;) ) tylko dajemy z siebie wszystko.
Tak na przyszłość zamierzamy zaopatrzyć się w dobrą mapę i po prostu jechać z głową. W internecie rowerowa R10 jest zaznaczona, że „jest”. Nie ma rozróżnienia czy jest to polna droga, ścieżka rowerowa, bulwar czy fragment szosy.
Teraz przynajmniej jedziemy główną drogą, nie będzie niespodzianek w stylu piach czy błoto 😉 Całkiem sprawnie nam poszło, ale już chyba nie byliśmy świadomi co robimy bo lekko odpływaliśmy…;)

Wpadamy do Łeby.
Przed sklepem nogi mamy jak z waty ale patrzymy na licznik i jesteśmy w szoku 🙂
100km i to po jakim terenie. Nasz prywatny rekord 🙂
Padło na camping Morski21. Łazienki piękne (i nawet tarka do prania w zlewie) tylko klimat psują wydzielone sektory.  My wolimy rozbijać się gdzie chcemy najlepiej kameralnie pod drzewami 🙂 W sumie wszystko nam jedno 😉  Może trochę nie w naszym stylu, ale jest bardzo ładnie 🙂
Rozbijamy się, ledwo dopijamy piwo w nagrodę i padamy w namiocie 🙂

Ale następnego dnia czekają nas wydmy….:)

0 thoughts on “Ustka i Kraina w Kratę

  1. Nieźle ale widzę;że jednego -Kobiecego punktu w Ustce nie było-mam na myśli Muzeum Minerałów z największym w Polsce kryształem górskim.
    ps. prośba „na zaś”-włącz moderację komentarzy a WYłaćz weryfikację obrazkową-ślepianie za tymi cyferkami jest irytujące.

Dodaj komentarz