Rowerem wzdłuż Bałtyku – Trasa Świnoujście – Hel

Czas zacząć relację z podróży Świnoujście – Hel 🙂
Mam mnóstwo zdjęć i miejsc do opisania, postanowiłam więc, że zacznę po prostu od przygotowań,
a widoki i ciekawe miejsca zostawię na później 🙂

Zastawialiśmy się gdzie pojechać na pierwszą dłuższą wyprawę rowerową. Na początku do głowy przychodziła Norwegia, Gruzja, może Włochy. Ale stwierdziliśmy, że Polska jest przecież taka piękna. Piaszczystymi plażami można iść bez końca, niezastąpione są zachody słońca z falochronami, dodatkowo nawdychamy się świeżego, zdrowego morskiego powietrza. Martwiliśmy się tylko o pogodę, ale zupełnie niepotrzebnie. Jedziemy więc wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku, w poszukiwaniu najpiękniejszych plaż 🙂

Jak wyznaczyło nam google.maps plan zakładał ok 380km do przejechania, przejechaliśmy jednak trochę ponad 500km.

Misja Świnoujście – Hel wykonana 🙂
2 tygodnie na rowerze,  ponad 500km na liczniku, 13 noclegów na campingach, 2 na dzikiej plaży i 1 w pociągu.
Tylko 1dętka przebita, 1naprawa zapowietrzonych hamulców, 1dosyłka aparatu 😉
Słońce i morze codziennie.
Ciężko było wrócić do codzienności, kiedy wstaje się rano i nie ma iluś tam kilometrów do przejechania do celu…
Było pięknie, dużo wrażeń i pozytywnego wysiłku. Chociaż czasami od upału głowa aż pulsowała pod kaskiem a kilometrów nie ubywało, radość i satysfakcja jest ogromna 🙂
Świnoujście  – Dziwnówek – Kołobrzeg – Pleśna – dzika plaża na Mierzei przy Dąbkowicach – Ustka – Łeba – Dębki – Chałupy – a na końcu Hel 🙂
Hel zdobyty :)!
To tak w skrócie, wszystkie etapy opiszę w kolejnych postach.

 W zasadzie nie ustalaliśmy trasy wcześniej. Mieliśmy po prostu dojechać na Hel, spędzając przynajmniej po jednej nocy w Dębkach, Chałupach i na dzikiej plaży, którą Arek wypatrzył na mapie. Sprawdziliśmy jeszcze gdzie jest najbliższy camping w Świnoujściu, żeby nie szukać długo po nocy w pociągu.
I tak nie był to wyjazd tylko w trasie. W ciekawszych miejscach chcieliśmy zostawać przeważnie po 2 noce, żeby spędzić pełen dzień na zwiedzaniu okolicy lub po prostu na plaży. Reszta miała wyjść w „jeździe”:) i w zależności od pogody.

Wstępny zarys podróży

Co do pogody to nie spodziewaliśmy się takiej ilości słońca na polskim morzem. Pogoda była piękna, czasami nawet aż za piękna 😉 Przed wyjazdem myśleliśmy, że w ładne dni będziemy się opalać a w pochmurne jechać. A tu cały czas pełne słońce 😉 Temperatura nie spadająca poniżej 25stopni, w tym ciepłe wieczory mało kiedy utrzymuje się non stop nad naszym morzem. Podobno były jakieś przejściowe burze, o których czasami słyszeliśmy, ale kiedy zgrzani goniliśmy je na rowerach, żeby choć trochę nas ochłodziły, zawsze omijały nas bokiem.

Z takich rzeczy, z których nie zdawałam sobie sprawy to wiatr, a raczej jego kierunek. Zawsze wydawało mi się, że wiatr nad morzem po prostu wieje od wody, albo raz w jedną raz w drugą stronę. Okazuje się, że niektórzy bardziej zorientowani rowerzyści sprawdzili, że wiatr w tym okresie wieje akurat ze  wschodu na zachód. Czyli jadąc w kierunku Helu mieliśmy go ciągle na twarzy 😉 O dziwo nie zmienił kierunku przez 2 tygodnie! Na początku był dość męczący, kiedy oswajaliśmy się dopiero z balansowaniem na rowerze z sakwami – parę razy na rondzie czy zakręcie musiałam z nim walczyć żeby nie zdmuchnął mnie z drogi. Ale po dwóch dniach trochę złagodniał.

Sakwy

Nasz komplet sakw crosso dry

Każdy:

– 2 duże na tył 60l

– 2 małe na przód 30l

– worek 15l

Pakowanie na dzikiej plaży

Tuż przed wyjazdem, dopiero łapię równowagę z sakwami

Najtrudniej było złapać równowagę w drodze na dworzec – ok 8km. Przychodziły nam do głowy pomysły, żeby odesłać połowę rzeczy do domu 😉 W końcu nigdy wcześniej z nim nie jeździliśmy i nawet nie wiedzieliśmy na jaki ciężar się nastawiać. Ale jakoś się odepchnęłam, trzeba było trochę pobalansować i ruszyliśmy 🙂

Załadowani, ruszamy! Na razie z górki 🙂

  Do ciężaru sakw przyzwyczaiłam się już zupełnie po pierwszym dniu. Tzn. oczywiście przy podjazdach trzeba było się „trochę” napracować, ale przy w miarę płaskim terenie już ich nie czułam. A po tygodniu niechcący zrobiliśmy nawet
100km w 1dzień z sakwami i to w połowie na leśnym/bagnistym terenie. Co prawda na camping wjechaliśmy lekko otumanieni i ledwo żyjącymi tyłkami ale gdy pod sklepem jakaś pani zrobiła zdjęcie naszym rowerom ( dla męża, któremu ciężko nieść parawanik dla plaże 😉 ) czuliśmy dużą satysfakcję.
W dni na rowerze  robiliśmy ok 50-60km dziennie, na normalnej, utwardzonej drodze taki dystans robiło się bardzo przyjemnie. Ale z tym drogami było różnie 😉 O tym napiszę w poście o dzikiej plaży 🙂


Sakwy sprawdziły się rewelacyjnie. Są bardzo pojemne, potrójne zrolowanie zapięcia daje gwarancję wodoszczelności nawet przy ulewnym deszczu. Nie mieliśmy okazji zmierzyć się z ulwą ( o którą czasami baaardzo prosiliśmy ) ale potwierdzamy wodoszczelność 🙂

Przeprawa przez rzeczkę

Znalazły się dla nich też inne zastosowania:

– torba na za zakupy

– zbiornik na wodę na prysznic na dzikiej plaży

– kobieca torebka

– noszenie wody do zalewania ogniska

I te kolory n tle morza…

Tu jako kobieca torebka

Co mieliśmy w sakwach?

Po pierwsze namiot.
Zrezygnowaliśmy z naszej 2-osobowej trumienki, na rzecz większego namiotu 3-osobowego. Trumienka zawsze spisuje się świetnie, ale ta „3 osoba” potrzebna była żeby pomieścić wszystkie  sakwy.
Waga namiotu ok 3kg.

Mały namiocik od słońca na dni plażowania.
Bez niego ciężko byłoby wytrzymać upały na plaży.

Świnoujście


Zestaw każdego:

– śpiwór ultralekki 0,8kg ( wielkości klapka jak wdać na zdjęciu )

– materac z wbudowaną nożną pompką ( równie lekki ). Na szczęście nie trzeba było pompować ustami przy każdym rozbijaniu, przeważnie dojeżdżaliśmy na wieczór i byliśmy już zmęczeni.

– poduszka samopompująca. Wystarczy odkręcić zawór i rzucić na ziemię. Można na niej spać (obleczona w poszewkę) lub użyć jako „krzesełko”.

Śpiwór hi-tec, pomarańczowy materac McKinley i zielona poduszka
Przytulna mumia i poduszka sprawdzała się też na plaży

Zestaw kuchenny:

– palnik kupiony w Czarnogórze za grosze 4 lata temu

– naboje do palnika – na 2tyg zużyliśmy 2 ( trzeci w zapasie )

– 2 metalowe kubki

– 2 plastikowe kieliszki

– menażka do gotowania obiadów  i wody, montowania Miskogrilla

– 2 plastikowe talerzyki, sztućce, deseczka (krowia deseczka tak naprawdę zbędna ale zabrałam ją z sentymentu 😉 )

– pół kratki na rybę – tak pół, służyła jako grill

Oto Dźwigniogrill – na dźwigni z patyka z wydm, zamontowana jest wspomniana kratka na ryby (z wygiętym uchwytem). Dźwignią regulujemy odległość od ognia. Pomysł i wykonanie Arek 🙂

Mięsko o zachodzie słońca na Dźwigniogrillu. Dzika plaża.
Ale to smakowało po długim dniu na plaży
Miskogrill z użyciem tej samej kratki – Camping w Łebie
W Miskogrillu możemy też podwędzić kiełbaski
Stary sprawdzony palnik i deseczka Krowa – przydała się pod drożdżówki

Plastikowe kieliszki – opijamy wyczerpującą przeprawę na Dziką Plażę

Inne przydatne rzeczy:

Licznik bardzo przydał się na takim długim wyjeździe. Bez niego nie udałoby się nam określić ile dokładnie przejechaliśmy ( chociaż raz źle go zaczepiłam i nie podliczył nam ok 25km. ) Na krótkie trasy można jeździć np. z endomondo ale przy spaniu na campingach i całym dniu w trasie nawet powerbank nie nadrabiał z ładowaniem. Przy włączonym endomondo, internetem i GPS baria nie wytrzymywała do wieczora 😉

Hel

Powerbanka mieliśmy na baterie. 4 paluszki powinny wystarczyć naładowanie telefonu do pełna, ale przy gorszej jakości bateriach, trzeba było zużyć więcej. Jest więc to jakieś rozwiązanie ( na dzikiej plaży bez tego bylibyśmy bez komórek ) ale na następny dłuższy wyjazd pomyślimy o jakiejś dobrej ładowarce na słońce lub napędzaną rowerem. Na słońce sprawdzi się w dni odpoczynku a podłączona do roweru w trasie.

Jako, że bardzo lubię robić zdjęcia i lubię gdy mamy je razem, zabrałam statyw. Dodatkowo jeszcze zamontowaliśmy statyw rowerowy, żeby za każdym razem nie trzeba było wyjmować dużego statywu z sakwy. Nie przeszkadza na kierownicy, do tego był niedrogi więc bardzo fajnie mieć go ze sobą.



Statyw rowerowy

I na koniec gadget z nadmorskiego sklepu ze wszystkim. Plastikowy pomidorek po 2zł. Niby głupota ale rozwiązały nasz problem z rozkwaszaniem się pomidorów w sakwie. W Łebie kupiliśmy więc drugi do kompletu 🙂

Futerały na pomidory 🙂

W kolejnej relacjach skupię się już na miejscach, podróży pociągiem ( o tak, jest o czym pisać 😉 ) i drogach rowerowych.



0 thoughts on “Rowerem wzdłuż Bałtyku – Trasa Świnoujście – Hel

  1. Karolina!
    Relacja rewelacja!
    Przeczytałam na jednym tchu!
    Gratuluje pokonania trasy!
    Super podsumowanie dla Ciebie, wskazówki dla przyszłych podróżników i rozrywka przy czytaniu dla całej reszty! :))))
    Rozbawiła mnie ta część z wiatrem :**** i tym bardziej podziwiam! 😀
    Love Krowe <3

  2. świetna wycieczka 🙂 mam podobne plany na to lato ze startem w Świnoujściu i metą na Mazurach…mam nadzieję, że się uda 🙂 bardzo lubię czytać Wasze relacje z wycieczek, bo są konkretnie ale i z humorem napisane 🙂 Pozdrawiam 🙂

  3. O jak super, meta na Mazurach – jeszcze lepiej :)! Trzymam kciuki, żeby się udało i czekam na Twoje wrażenia – napisz koniecznie 🙂
    I dzięki za miłe słowa 🙂 Pozdrawiam 🙂

  4. Na Hel tylko rowerem! Pociągi są tak przeładowane, ze ostatnio jadąc z dziećmi myślałam, że się w nim podusimy. samochód tez odpada – bo stoi się w korku. Polecam rower. Zdecydowanie najlepszy środek transportu.
    a do tego rewelacyjna przygoda, jak widać po Waszych fotkach!

Dodaj komentarz