Rowerowe początki: Lublin – Kazimierz Dolny

Już niedługo wybieramy się na wakacje – po raz pierwszy z rowerami 🙂
Praktycznie kupiliśmy już chyba wszystkie niezbędne rzeczy, pozostaje tylko sprawdzić czy się zmieścimy w sakwy i można wyruszać.
Postanowiłam więc przygotować rowerowy post, od którego zaczęły się wszystkie wyprawy 🙂

Nasza pierwsza wspólna dłuższa trasa:

Lublin – Kazimierz Dolny
 

Jeszcze rok temu myślałam, że szczytem moich możliwości jest dojazd nad Zalew Zemborzycki i ewentualnie (wersja hard ) przejazd wokół zalewu. Z resztą jeżdżąc na swoim „Ital Bike’u”, którego miałam od czasów gimnazjów, nawet nie poznałam mocy zmiany przerzutek. Bo na nim po prostu nie działały 😉

Pierwsza wycieczka Lublin – Kazimierz Dolny skończyła się oczywiście lekkim  odgnieceniem nieprzygotowanych pośladków, ale emocje  kiedy pierwszy raz dojedzie się o własnych siłach w upragnione miejsce są nie do opisania :).

Szalałam ze szczęścia kiedy wjechaliśmy na rowerach na rynek w Kazimierzu i byłam z nas bardzo dumna 😉 Chociaż oczywiście teraz przejechanie ok 45km nie robi większego wrażenia 😉
Ale wtedy zwiedzanie miasteczka, w którym nie raz byliśmy samochodem i zdjęcia przy starej studni „smakowały” zupełnie inaczej.

Jest radość!

Niezwykle klimatyczne skrzynki pocztowe w małej mieścince pod Kazimierzem

Na początku nawet nie czułam zmęczenia, trzymały mnie jeszcze emocje. Arek rozstawiał namiot na campingu nad Wisłą, a ja latałam z aparatem. Podjechaliśmy rowerami tradycyjnie na naszą ulubioną pizzę u Sarzyńskich ( to ci od kogutków 😉 ) i dopiero gdy piliśmy Piwo Kazimierskie przy ognisku poczułam przejechane kilometry.

Wrzosy na campingu

Oto namiot „trumienka” .
Nazwany tak przez nas dlatego, że można w niej najwyżej prawie usiąść. Ale sprawdza się świetnie na krótkie rowerowe wyprawy.
Ale nie tylko.  Mieszkaliśmy w niej też w Czarnogórze ( ma otwarcia z dwóch stron, więc ustawiona bokiem do morza daje duży przewiew ).



„trumienka”

Camping znajduje się nad samą Wisłą, do rynku jest ok 3min piechotą.
Łazienka jest całkiem ok, można też zrobić ognisko.
Jakby ktoś był zainteresowany namiar podaję na zdjęciu:

Mały kryzys dopadł mnie dopiero następnego dnia, kiedy poczułam przebytą trasę siadając na siodełko  😉
 Ale szybko się rozruszałam i po dostawie świeżych drożdżówek do namiotu przejechaliśmy się do Mięćmierza, znajdującego się kilka km od Kazimierza, a następnie wzdłuż Wisły.

Arek wyruszył na poszukiwanie śniadania. Ok. 7 rano Kazimierz był jak wymarty.

Misja Arka spełniona – śniadanie zdobyte 🙂
  Karimaty kupiliśmy na szybko przed wyjazdem za niecałe 10zł….. Jakbym spała na ziemi nie byłoby większej różnicy – jak widać raczej nie wyglądam na wyspaną 😉 Ale po chwili było już dobrze 🙂


Śniadanie prawie do łóżka 😉

Magnesik do kolekcji

Mięćmierz wygląda jak mała wioska  z dawnych czasów.
Miejscowi sprzedają przy ulicy maliny, miody z własnych uli, jest mały skansen i  piękny widok na zamek w Janowcu i Krowią Wyspę na Wiśle.
( hmm chyba motyw krowi był mi pisany, chociaż wtedy nawet nie myślałam o krowim rowerze 😉 ).

Mięćmierz

Krowia Wyspa – teraz rezerwat kiedyś krowie pastwisko

W tle zamek w Janowcu

Pojeździliśmy jeszcze trochę w nieznane po okolicy, w miejsca gdzie prawie nie ma ludzi.
Kiedy głodni szukaliśmy sklepu żeby kupić coś do jedzenia uratowały nas jabłka z sadu 🙂

Tak było gorąco ;)!

Jest taki zwyczaj, żeby po dotarciu nad wodę zamoczyć przednie koło.
 

Powoli trzeba było zbierać się do domu.
Ale pole kukurydzy strasznie nas kusiło 😉

 

 

 

Nie trzeba wiele czasu ani pieniędzy żeby wybrać się na fajna wycieczkę.
Nawet znane od lat miejsca ale widziane z siodełka wyglądają zupełnie inaczej.
A największą satysfakcję daje dotarcie tam o własnych siłach.

Teraz każde z nas ma już inny, trochę lepszy rower,
( ten który dzielnie spisał się w Kazimierzu był mamy Arka),
 oraz siodełka na dłuższe trasy, więc takie odległości robimy z wielką przyjemnością 🙂

 Z wyjazdu na wyjazd pakowaliśmy się coraz lepiej, powoli kompletując jak najbardziej praktyczny sprzęt. Namiot „trumienka” świetnie spisuje się od lat, ale na tegoroczny wakacyjny wyjazd kupiliśmy większy, żeby zmieścić nie tylko siebie ale też bagaże.



Bagaż jeszcze niedoskonały 😉 Ale się spisał.

Warto też kupić  ultralekkie i małe materace i śpiwory .
Wystające karimaty, jak te na zdjęciach nadają się raczej na krótkie wyjazdy. Zajmują zbyt dużo miejsca, a przyczepione do sakwy stanowią pewien opór dla powietrza.
Pełną relację łącznie z nowym sprzętem i opinią jak się sprawdził przedstawię po wyjeździe.

Podsumowując pierwszy wyjazd to ok 100km w 2 dni
(na początek trasa w sam raz),
 piękna pogoda ,
zwiedzanie Kazimierza i okolic z innej ( dużo ciekawszej 😉 ) perspektywy
i mnóstwo wrażeń 🙂

 



0 thoughts on “Rowerowe początki: Lublin – Kazimierz Dolny

  1. Świetna wycieczka! Cudowny jest ten drewniany wiatrak 🙂 Czy do tego rezerwatu Krowia Wyspa można dojść na piechotę? Czasem jak woda jest nisko w upały, to gdzieniegdzie można się dostać pieszo na wyspy na Wiśle..

  2. To jest ok. 5 km od Rynku, więc można :). Dużo ludzi szło specjalnie z Kazimierza po maliny sprzedawane w Mięćmierzu – świetny klimat, wioseczka jak skansen, maliny sprzedawali przy starej studni…. 🙂
    A 145km… tyle jeszcze nie zrobiłam, ale planuję 😉 Myślę, że jakby załatwić lokal, żeby nie dźwigać namiotu da się spokojnie 🙂

Dodaj komentarz